czwartek, 28 stycznia 2016

Ponad Tysiąc wyświetleń!

OMG! Mój blog ma już ponad tysiąc wyświetleń! Dziękuje! Nie mogę w to po prostu uwierzyć! Bloga założyłam tak od siebie z nudów i nadal go prowadzę ale nie myślałam że uda mi się zdobyć choć kilku czytelników! OMGF! Dziękuje Wam bardzo! ♥

~ Tulimiś

czwartek, 21 stycznia 2016

Rozdział 11

Ulga... To jedyne uczucie, jakie możesz odczuć po wyjawieniu czegoś co dusiłeś w sobie bardzo długo. Co niszczyło cię od środka i nie dawało spokoju, sprawiało przykrość za każdym razem kiedy się o ty pomyślało.
Ja wiem co to znaczy cierpieć i wiem jak to jest ukrywać coś bardzo ważnego. Ale ból towarzyszy mi każdego dnia, idzie się przyzwyczaić.

   Siedzę na parapecie w pokoju rozmyślając. Czy życie zawsze jest takie okrutne? Dlaczego to tak boli? Co się stanie kiedy odejdę? I najważniejsze pytanie:

 Dlaczego ja?

Niestety na to pytanie sama nie jestem w stanie odpowiedzieć. Ale możecie mi wierzyć bardzo bym chciała.

Nie zorientowałam się nawet kiedy samotne łza spłynęła po moim policzku a za nią kolejne i kolejna. Każda następna łza była bardziej bolesna.
Tym razem powracały dawne wspomnienia. Dzieciństwo. Na samą myśl uśmiechnęłam się przez łzy.

*Wspomnienie*

Obudziłam się w środku nocy. Na dworze panowała straszna burza. Błysk a za nim straszliwy huk. Płakałam. Straszliwie bałam się burzy. Usłyszałam ciche skrzypienie drzwi.
- Księżniczko, boisz się? - powiedział cicho mój tata wchodząc do mojego pokoiku. pokiwałam prawie niezauważalnie głową, po czym znów wybuchłam płaczem słysząc kolejny głośny huk. - Nie bój się jestem przy tobie. - tata podszedł do moje łóżka i mocno mnie przytulił. Objęłam go mocno swoimi malutkimi paluszkami szlochając w jego koszulkę nocną.
- Kocham cię tatusiu. - powiedziałam gdy trochę uspokoiłam się w jego ramionach.
- Ja ciebie też księżniczko. Pamiętaj że zawsze będę cię kochał i zawsze będę przy tobie. A jeśli mnie zabraknie to zawsze będę tutaj. - wskazał paluszkiem na moje serduszko.
- Tatusiu, dlaczego miało by cię zabraknąć? Broszę nie zostawiaj mnie. - mocniej objęłam go ramionami.
 - Nie zostawię cię, obiecuję...

*Koniec wspomnień*


Tak bardzo  mi go brakuje. Jego uspokajających słów, ciepła a przede wszystkim obecności. Chciałam bym żeby teraz był przy mnie. Żebym chociaż ten jeden, ostatni raz usłyszała to że mnie kocha i że zawsze będzie przy mnie.

  Usłyszałam, że ktoś wchodzi do mojego pokoju.
- Co się dzieje siostra? - zapytał Zack wchodząc do mojego pokoju. Podszedł do mnie i starł wszystkie łzy i objął mnie.
- Wspominam. - powiedziałam ledwo słyszalnie. Nie powiedziałam już nic więcej On zrozumiał. Wiedział o co mi chodzi choć wcale nie powiedziałam nic istotnego.
- Wiem że cierpisz Oli. Ja też. Często go wspominam. To jak uczył mnie jazdy na rowerze, jak wkurzył się na mnie kiedy wrzuciłem do basenu jego kluczyki od auta... Nawet kiedyś powiedział mi że naszym pierwszym słowem było 'tata'. - w jego głowie wyczuć można było smutek, i żal.
Odwróciłam się w jego kierunku i mocno go przytuliłam. Oboje potrzebowaliśmy tego w tym momencie. Wsparcia. Wsparcia drugiej osoby.
- Kocham cię Zack. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. - wychlipałam.
- Ja ciebie też siostra. - głębiej schował głowę w zagłębieniu mojej szyi. - Pamiętaj nigdy nie będziesz sama. Zawsze możesz na mnie liczyć. - Tym razem rozkleiłam się całkowicie. Porcje łez wylewały się z moich oczu, coraz bardziej mocząc koszulkę chłopaka. Teraz nie byłam silna.




 W jego ramionach byłam krucha, słaba.  Byłam kimś kto nie potrafi sobie radzić, kto okazuje swoją słabość i nie potrafi się ogarnąć. Nie potrafiłam być taka jak inni, Podnieść się i nie poddawać. Pokazać że może się osiągnąć coś, jeśli się tego chce.
- Nie płacz już. - odezwał się Zack. Powoli wydostałam się z jego objęć, wycierając ostatnie łzy. Spojrzałam w jego oczy. On też płakał. Nie bał się okazywać swoich uczuć tak jak większość osób. On był wyjątkowy. Był i jest kimś kto zawsze mnie pociesza i zawsze jest przy mnie. o on próbuje zastąpić mi ojca. To on pokazuje mi że warto żyć dalej, choć czasami sam sobie nie radzi. Jemu zawdzięczam to że jeszcze nie wącham kwiatów od spodu.
Jest oczywiście jeszcze moja mama, która także mi pomaga.
Ale chyba raczej lepiej dogaduje się z kimś kto jest w twoim wieku albo coś koło tego, prawda? Ja tak mam. Ale niestety mogę wyżalić się tylko mojemu bratu lub Natalie, która wie już o całej sprawie. Dobre i to że w ogóle mam kogoś koło siebie prawda? Nie wyobrażam sobie życie bez moich bliskich osób. Ale już niedługo... To wszystko może się skończyć. A ja nie wiem kiedy, o której godzinie, gdzie.. To jest w tym wszystkim najgorsze! Odejście znienacka.
 - Oli o czym tak myślisz? - spytał Zack lekko odrywając się ode mnie.
- Bo..bo ja odejdę. Wcześniej niż powinnam i ja nie wiem kiedy to będzie, nie wiem gdzie, o której godzinie. Ja się boje że to może stać się nawet jutro. - zaszlochałam.
- Nawet tak nie mów! Będziesz żyła. Oli.. - jego głos się łamał. Tak bardzo nie chcę go zostawiać. Chcę być przy nim, mamie, Natalie... Ross'ie. Dlaczego to wszystko jest tak cholernie skomplikowane i trudne?! Dlaczego życie nie może być jak w bajce?! Motylki, tęcze, jednorożce i inne duperele?! Ale każda bajka ma swoje ciemne i mroczne wątki.
- Zack proszę cię nie okłamuj się. Musisz się z tym pogodzić ja też. - szepnęłam ledwo słyszalnie.
- Ale kiedy ja nie mogę! Jesteś moją jedyną siostrą, moim oczkiem w głowie! Ja nie chcę cię stracić! Nie kolejną osobę którą kocham! - powiedział trochę głośniej, znów przyciągając mnie do siebie. Nie powiedziałam już nic. Nie chciałam kolejnymi słowami bardziej go ranić. Ale czy taka nie jest prawda? Przecież lepiej pogodzić się wcześniej z myślą że ktoś bliski odejdzie i nigdy już nie wróci. Wiem że jest mu trudno. Mi też jest ciężko. Ale dokąd będę chodzić po tej ziemi będę go wspierać jak tylko mogę.
  - Oli idź już spać, na pewno jesteś zmęczona. - oznajmił chłopak po czym podniósł się w parapetu na którym siedzieliśmy i otarł łzy. Każda jego łza była sztyletem w moim sercu. Dlaczego ja potrafię tylko ranić?!
- Tak. Dziękuje ci Zack. - posłałam mu blady uśmiech.
- To dobranoc. - powiedział. Pocałował mnie w czoło po czym wyszedł w mojego pokoju z opuszczoną głową.
- Dobranoc. - wyszeptałam gdy wyszedł z pokoju.
  Wstałam z parapetu, wzięłam czystą bieliznę oraz piżamę, która składała się z szarych dresowych spodenek oraz niebieskiej, krótkiej koszuli na ramiączkach





 i udałam się do łazienki.
Szybko rozebrałam się po czym wskoczyłam pod prysznic. Umyłam swoje ciało cytrusowym żelem pod prysznic i zakręciłam kurek z wodą. Wychodząc owinęłam swoje ciało puchatym ręcznikiem. Wytarłam się po czym założyłam bieliznę a na to piżamę. Szybko zmyłam resztki rozmazanego makijażu i umyłam zęby.
Wyszłam w łazienki i szybko rzuciłam się na łóżku. Zanim jednak odpłynęłam do krainy Morfeusza usłyszałam przychodzącego sms'a.

OD ; Rossy ;*

Dobranoc Księżniczko ;* Ross xx

Uśmiechnęła się po czym ogarnął mnie błogi sen.


***
Jest i rozdział 11! Tym razem
postawiłam na nasze kochane rodzeństwo!
Tak smutno ;'(
No nie rozpisuje się bo nie wiem co pisać xd
To do następnego <3

~ Tulimiś

piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział 10

**Olivia**

Cały tydzień spędziłam w szpitalu. Oczywiście nawet jednego dnia nie byłam sama. Najczęściej bywał u mnie Ross oraz moja rodzina czyli Zack i mama. Natalie oraz rodzeństwo Ross'a również odwiedzało mnie ale znacznie rzadziej. Choć długi czas spędziłam w szpitalu nie mogłam narzekać na nudę. Jednego dnia kiedy Ross zachowywał się zbyt głośno lekarz nie pozwolił mu wejść do mnie na co on zaczął 'płakać' jednak lekarz był nie ugięty. Kiedy się oddalił Ross szybko wszedł do mojej sali a gdy pielęgniarka przyszła na kontrolę szybko wskoczył pod szpitalne łóżko prosząc żebym opuściła lekko kołdrę by nie było go widać. Wyglądało to dość śmiesznie. Ten pobyt w szpitalu był lepszy od tych w New York'u.  Mieć kogoś przy sobie, kto zawsze cie pocieszy podnosi na duchu. Fakt, faktem. Była tam moja mama i Zack ale oni byli bardzo opiekuńczy. Ross też jest ale nie aż tak bardzo a to tylko dlatego że on nie wie o chorobie.
   Przez ten pobyt w szpitalu bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Ale czy powinniśmy? Powinnam być tak blisko niego? Ja na prawdę nie chcę go zranić. Co ja teraz powinnam zrobić? Przyznać się? Ja nie potrafię. To jest dla mnie cholernie trudny temat. Nie mogę mu tego powiedzieć, nie chcę. A może teraz powinnam być zołzą? Udawać niedostępną sukę, która nie ma uczuć? Może wtedy gdy zobaczy że nie jestem taka milutka i słodziutka trochę się ode mnie odsunie? Sama nie wiem czy tak potrafię. Ale chyba warto próbować.

Już drugi dzień siedzę w domu. Ross oraz jego rodzeństwo mają dużo obowiązków w domu a Natalie pojechałam w odwiedziny do dziadków, powinna wrócić dzisiaj wieczorem. Nie miała jeszcze okazji wypróbować nowego planu. Mam co do niego wątpliwości. A jeśli on przez to mnie znienawidzi i zostawi? To było by jeszcze gorsze rozwiązanie od odsunięcia go ode mnie. Ale ja muszę. Robię to dla jego dobra. By po moim odejściu nie cierpiał. Nie chcę by ktokolwiek cierpiał.
   Leżę w łóżku rozmyślając nad sensem życia. Nagle czuję wibracje w tylnej kieszeni jeansów. Dostałam SMS'a.
Natalie; Hey ;) Właśnie wróciłam od dziadków. Spotkamy się? ;)
To jest jest moment kiedy muszę zacząć udawać obojętną. Tak bardzo nie chcę zranić mojej najlepszej przyjaciółki ale muszę.
Ja: Ta.. Spoko. Jak chcesz to wpadnij do mnie.
Tak trudno było nacisnąć ikonkę 'wyślij'.
Natalie; Olivia stało się coś? Będę za 10 minut.
Postanowiłam już nic nie odpisywać. Bałam się. Bałam się że zacznę płakać lub coś gorszego. Wpatrywałam się tępo w 3 wiadomości. Już teraz wiedziałam że będzie trudno...
10 minut później usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam na dół nie zapominając by nie przybrać obojętnego wyrazu twarzy. Otworzyłam drzwi od razu dostrzegając roześmianą twarz Natalie. Tak bardzo chciałam odwzajemnić jej uśmiech. Ale wtedy wszystko by się zepsuło.
- Olivia co się dzieje? - uśmiech zszedł jej z twarzy.
- Nic. - odpowiedziałam krótko, przepuszczając dziewczynę w drzwiach. - Ściągnij kurtkę i chodź do salonu. - dziewczyna wykonałam moje polecenie po czym szybko usiadła koło mnie na kanapie.
- Oli.. Proszę powiedz mi o co chodzi. - powiedziała błagalnie. Widziałam w jej oczach smutek. Tak bardzo chciałam się do niej teraz przytulić.
- Natalie nic się nie stało. - powiedziałam stanowczo po czym udałam się do kuchni napić się soku. Nie mogłam dłużej na nią patrzeć. Nie mogłam patrzeć na to jak bardzo ją ranię. Wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy, po czym wlałam go do szklanki i wypiłam jednych duszkiem. Czułam że moje oczy pieką. Nie! Nie mogę się teraz rozpłakać! Zamrugałam kilka razy oczami i ruszyłam w kierunku salonu. Natalie wciąż siedziała na kanapie. Wpatrywała się tępo w ścianę na przeciwko.
- Olivia.. - przeniosła na mnie swój wzrok. - Czemu nie chcesz powiedzieć o co chodzi? Nie ufasz mi? - mogłam wyczuć że jej głos się łamie.
- Natalie.. Ja ci ufam ale na prawdę nic się na dzieje. - mój głos nie był już takie pewny jak wcześniej. Popatrzyłam jej w oczy. Widziałam w nich smutne, żal. Dlaczego ja potrafię tylko ranić ludzi? Dlaczego nie potrafię żyć jak inni? Wszyscy na moim miejscu pewnie korzystali by z życia do puki mogą, a ja? Ja ranię ludzi których na prawdę kocham. Dlaczego życie jest tak cholernie trudne? Dlaczego nic nigdy nie układa się po naszej myśli? Nie potrafię. Nie potrafię żyć tak jak każdy. Jak mam żyć ze świadomością że za niedługo mnie tutaj nie będzie. Zostawię wszystkich w bólu i cierpieniu. To jest dla mnie za wiele. Każdy marzy by w przyszłości znaleźć dobrą pracę, mieć męża, dzieci, ciepły dom. A ja nawet nie zdążę znaleźć sobie chłopaka. Nie poczuję co to znaczy być kochanym. I nie chodzi tutaj o relację rodzinną czy przyjacielską. Chodzi tu o miłość kogoś z kim chciałabym spędzić resztę swojego życia. Jednak ja tego nie doświadczę.
- Przecież widzę. Jesteś taka.. taka inna. Taka obojętna. A obojętność boli najbardziej. - wypowiadając te słowa samotna łza spłynęła jej po policzku. Jej łza była moim ciosem. Doprowadziłam ją do płaczu. Tym razem nie potrafiłam zatrzymać swoich łez. Jedna po drugiej spływały po moim policzku następnie kapiąc na dywan. Miałam sobie to za złe. Co ja sobie wyobrażałam raniąc ją?
- Na.Natalie - wyjąkałam. - Ja..ta..tak bardzo cię prze..przepraszam. - powiedziałam chowając twarz w ręce. Widząc jej cierpienie czułam że serce mi się kraje.  Natalie bez słowa wstała po czym podeszła do mnie i mocno przytuliła. Tego teraz bez wątpienia oboje potrzebowałyśmy.  Wsparcia drugiej osoby.
  Uspokoiłyśmy się po dobrych 5 minutach. widziałam zaschnięty tusz do rzęs na policzkach Natalie. Pewnie nie wyglądałam lepiej. Usiadłyśmy wspólnie na kanapie patrząc na siebie.
- Oli.. Proszę powiedz mi o co chodzi. - odezwała się pierwsza. Chciałabym. Ale czy wtedy musiałabym wyjawić jej mój największy sekret? Powiedzieć że jestem chora? Nie potrafię tego już dłużej w sobie dusić. Ona znała wszystkie moje sekrety. Prócz tego. Może to czas by pierwsza osoba dowiedziała się co tak na prawdę w sobie duszę?
- Natalie.. - zaczęłam nie pewnie. - Powiem ci wszystko.. Ale najpierw obiecaj mi że nigdy mnie nie zostawisz. - dodałam smutna. Co jeśli ona mnie zostawi? Wkurzy się i odejdzie?
- Czemu miałabym? - spytała,
- I obiecaj że nikomu nie powiesz.
- Obiecuję.
- No bo.. Ja.. Ja jestem śmiertelnie chora. Mam białaczkę. - łzy znów spływały po moim policzkach. - Nie da się mnie wyleczyć. Zostało mi nie wiele czasu. Przepraszam że ci nie powiedziałam. Bałam się. Bałam się że jak się dowiesz to mnie zostawisz. A obojętna udawałam dlatego że chciałam was zniechęcić do mnie rozumiesz? Może wtedy po mojej śmierci mniej byście cierpieli. - płakałam. Płakałam jak nigdy dotąd mi się nie zdarzyło. W końcu wyznałam komuś mój największy sekret. - Przepraszam. - spojrzałam na Natalie płakała razem ze mną.
- Dlaczego nie powiedziałaś od razu? - powiedziała kilka razy pociągając nosem.
- Mówiłam, bałam się że mnie zostawisz. - emocje buzowały we mnie. Żal, czułam żal ukrywając wszystko przed nią. - Teraz już wiem, że nie chcesz mnie znać. Zataiłam przed tobą coś tak ważnego. Rozumiem. Rozumiem że teraz mnie zostawisz. - głos łamał mi się niemiłosiernie.
- Nie zostawię cię. - oznajmia po chwili. - Ale czy Ross i wszyscy o tym wiedzą?
- Nie! Oczywiście że nie! I nie chcę by na razie wiedzieli. Ja.. Ja nie chcę by cierpieli. Dlatego nadal zamierzam udawać obojętną. - powiedziałam cicho.
- Olivia.. Nie możesz tak... Przecież wiesz że Ross coś do ciebie czuje. Nie możesz go olewać. Przecież on się załamie..
- Bardziej załamie się gdy się dowie że jestem chora i nie da się mnie uratować. Natt.. Zrozum próbuje to robić dla jego dobra. - wciąż nie potrafiłam się opanować.
- Olivia jaa.. Nie mogę decydować co masz robić. Będę wspierała cię w twoim wyborze, nawet jeśli robisz źle. - oznajmiła po chwili.
- I proszę cię nie mów im nic, udawaj że nie wiesz o co chodzi. - powiedziałam błagalnie. Natalie skinęła głową. - Dziękuje ci że jesteś. - powiedziałam przytulając ją.
- Była tutaj, jestem tutaj i zawsze będę przy tobie. Aż do samego końca. - wtuliłam się w nią jeszcze mocniej. Jej słowa były dla mnie bardzo ważne. Cieszę się że nie zostawiła mnie jak pewnie większość osób by to zrobiła. Ona jest inna. Mieć takich przyjaciół to prawdziwy skarb...

***
Postanowiłam że ten rozdział będzie smutniejszy.
i był czy nie? W tym rozdziale dominują Natalie i Olivia!
Może jakieś połączenie ich imion? Tylko nie mam pojęcia jakie..
Może wy coś macie jeśli tak proszę w komentarzu napisać!! :D
i WOW Olivia wyjawiła swój sekret! myślicie że dobrze zrobiła?
Czy raczej nie?
Nie rozpisuję się!
No następnego ;* pozdrawiam :)

~ Tulimiś