niedziela, 1 maja 2016

Informacja!

Cześć! Ta informacja nie będzie dotyczyła bloga "Let's talk about what's on your mind". Mianowicie przychodzę do Was z informacją, że zaczęłam wraz z moją przyjaciółką pisać nowy blog na Wattpad'zie. Dla odmiany jest on o Luke'u Hemmings'ie w roli szkolnego bad boy'a ;) Serdecznie zapraszam do czytania, dawania gwiazdek i komentowania. Link do prologu znajduje się na dole ;)

https://www.wattpad.com/251396286-girl-with-scars-l-h-prolog

Miłego czytania! ;)

~ Tulimiś

środa, 23 marca 2016

Rozdział 13

 W TYM ROZDZIALE BĘDZIE TROCHĘ SMS'OWANIA 
WIĘC TAK TO... POWODZENIA W CZYTANIU ;)


***

*Olivia*

Biegłam przed siebie nie zwracając uwagi na nikogo w ogół. Łzy lały się po moich policzkach strumieniami ale nie to teraz było ważne. Ważne było znalezienie się najszybciej w domu. Gdy biegłam przez park poczułam na policzku krople i to wcale nie były moje łzy. Cholerny deszcz! Dlaczego akurat teraz?! Do domu zostało mi jakieś 5 minut biegiem. Byłam blisko wybiegnięcia z parku lecz poczułam dość mocne szarpnięcie za ramię. Byłam na prawdę przerażona. A jak to jakiś 40-letni gość, który zaciągnie mnie to ciemnego zaułka i zgwałci?!  Ten gwałciciel okazał się być wysokim blondynem z czekoladowymi oczami. No to tą są jakieś żarty. Widząc Ross'a przestraszyłam się bardziej niż na myśl o jakimś obcym gościu. Nie powiem mu prawdy. Jeśli przybiegł tutaj z myślą, że mu to powiem, to się chłopak grubo pomylił. Otarłam resztę łez ale nie spojrzałam mu z oczy. Moje czubki butów wydawały się w tym momencie o wiele ciekawsze.
- Dlaczego uciekłaś? - wydawał się być lekko wkurzony. Spojrzałam na niego.
- Źle się poczułam? - bardziej zapytałam niż stwierdziłam.
- Chcesz przekonać mnie czy siebie? A poza tym marszczysz nos gdy kłamiesz - odrzekł łapiąc mnie za dłoń. - Dlaczego ode mnie uciekasz? Dlaczego ty wciąż uciekasz? - zapytał już spokojniej.
- Może taka już jestem? Może uciekanie od problemów to moje hobby? - szepnęłam ledwo słyszalnie.
- Ale od jakich problemów? Zawsze jesteś pełna energii ale od kilku może nawet kilkunastu dni jesteś przygaszona. Jesteś bezproblemowa.
- No to może mnie nie znasz? Nie wiesz kim  jestem i ile problemów mogę mieć. - powiedziałam głośniej. Korzystając z okazji, że Ross nie trzymał już moich rąk ruszyłam biegiem w stronę domu. Słyszałam za sobą jego kroki dlatego przyśpieszyłam skręcając w uliczkę dzięki czemu szybciej go zgubiłam. Gdy rozejrzałam się dookoła nie spostrzegłam go dlatego szybkim krokiem ruszyłam do domu.

***
15;21
OD : Rossy ;* 

Olivia, dlaczego znowu uciekłaś?!

15;29
OD ; Rossy ;*

No odpisz mi do cholery!

15;36
OD; Rossy ;*

Olivia, co się z tobą dzieje? Martwię się.

16;01
OD: Rossy ;*

Dobra nie odpisujesz dość długo. Weź, że no odpisz!

16;08
OD: Rossy ;*

Ja pierdole Olivia co się dzieje?! Mam ci tak spamować wiadomościami?!

16;10
OD: Rossy ;*

Nie wątpię, że twój telefon zamieniła się teraz w wibrator no ale
odpisz chociaż tą jebaną kropkę.

16;12
DO: Rossy ;*

...
16;14
OD: Rossy ;*

Satysfakcjonująca odpowiedź ale ważne że żyjesz! Matko myślałem,
że ktoś ci coś zrobił. Dzięki Ci Boże. Możemy się spotkać?

16;17
DO: Rossy ;*

Przepraszam, Ross daj mi trochę czasu. Ja muszę wszystko przemyśleć.

Z każdą wiadomością z pod moich powiek wypływało coraz więcej łez. On się martwi a ja co? Mogę to nazwać bawieniem się jego uczuciami? Ale dlaczego nie mogę mu powiedzieć całej cholernej prawdy.
- Bo się boję. - szepnęłam sama do siebie leżąc na łóżku. - Tak cholernie się boje, że go stracę.

***

Nie wychodziłam z pokoju już jakiś tydzień. Moja mama niepokoiła się moim stanem. Przynosiłam mi jedzenie codziennie ale nawet na nie nie spojrzałam. Czy to wszystko musi być takie trudne?! Przez ten tydzień mój telefon był na prawdę istnym wibratorem. Czy to normalne?! Wstaje. Wiadomość. Jestem w łazience. Wiadomość. Przebieram się. Wiadomość. Idę spać. Wiadomość! To jest irytujące! Ale to może przez to, że się martwią?
Taa... No jasne że się martwią! Jesteś ich przyjaciółką! - mówił głos w mojej głowie.
-Spierdalaj - burknęłam pod nosem. Już nie długo nie będą się martwić! Nikt nie będzie się martwić. U końcu każdy będzie miał już swój upragniony spokój ode mnie. Potrafię być tylko ciężarem dla innych. Nikomu nie potrzebną przylepą.

***

Postanowiłam włączyć swój telefon, który wyłączony był od 3 dni. Nie wątpię, że to co na nim zostanę nie będzie ciekawe.

Nieprzeczytane wiadomości; 254

Nieodebrane połączenia; 104

Że co?! Nie było mnie na telefonie 3 dni ale cały miesiąc! Wiadomości oraz połączenia były od rodziny Lynch'ów i Natalie co było oczywiste. Postanowiłam je zignorować. Mam czytać jak bardzo beznadziejną przyjaciółką jestem? Że nie powinnam tak robić? Nie chcę słuchać tych oszczerstw. Gdy zamierzałam wyciszyć dźwięk w telefonie zobaczyłam nową wiadomość. Nie wiem co mnie podkusiło ale odczytałam ją.

OD: Rossy ;*

Olivia! Wiem, że jesteś dostępna proszę powiedz mi dlaczego się nie odzywałaś!?
Byłem przed twoim domem ale twoja mama ani twój brat nie chcieli mnie wpuścić!
Co się z tobą dzieje?! Martwimy się! Natalie za niedługo eksploduje! Odezwij się proszę.
PS. Wiem, że czytasz tą wiadomość. Wiedz, że tak łatwo nie odpuszczę xx

Schowałam twarz w poduszkę. Co znaczy,że ''nigdy nie odpuści"? Ja bym odpuściła. Bo po co walczyć o kogoś kto w niedługim czasie odejdzie? I czy byłoby w ogóle o co walczyć?

*Ross*

Dlaczego ona nie może zrozumieć, że nam zależy? Że mi zależy? I najważniejsze pytanie co ona ukrywa? Jest cholernie tajemnicza co bardzo mnie wkurza i w jakiś sposób nawet podnieca... SKOŃCZ! Muszę się dowiedzieć co się dzieje. Choć z drugiej strony gdyby była gotowa może by mi powiedziała. Nie ufa mi? Kurwa... Jedna mała osoba potrafi namieszać w głowie ale ja się nie poddam bo wiem, że jest warto.

***

Pechowa 13 ;o
Ee.. tam *o*
To to co sądzicie o zachowaniu Olivi?
Powinna porozmawiać z przyjaciółmi?
To z next rozdziałach. ;)

~ Tulimiś

poniedziałek, 29 lutego 2016

Rozdział 12

ROZDZIAŁ NIE SPRAWDZONY!


 Przez ostanie trzy dni starałam się unikać całej zgrai Lynch'ów ale także Natalie. To nie tak, że nie chcę ich widywać czy coś w tym rodzaju. Po prostu nie chcę stanąć z nimi twarzą w twarz jako ''nowa ja''. Wbrew pozorom trudno jest udawać kogoś kim się nie jest, szczególnie kiedy można tym kogoś zranić. A wtedy odzywa się zjebane sumienie z pytaniem;

"A czy ktoś cię do tego zmusza?"

I właśnie wtedy zastanawiam się nad sensem tego co robię. No ale chcę dobrze, prawda? Nie chcę nikogo zranić. Ale czy to jest lepsze rozwiązanie niż wyjawienie prawdy? Sama nie wiem. Życie to pieprzony labirynt, w którym gubię się za każdym razem gdy chcę dobrze. I wiecie co? Nie jest jak w bajkach. Nie znajduję dobrej drogi, która mi pomoże. Błądzę po zaułkach, w których jest ciężko jak mała dziewczynka z utratą pamięci i tak przez całe marne, pieprzone życie.

  Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi mojego pokoju. Poprawiłam się niespokojnie, przygotowując się w najgorszym przypadku na natknięcie się na Lynch'ów lecz nic takiego się nie stało. Przez drzwi, które lekko się otwarły zauważyłam twarz przyjaciółki. Teraz jedynie przed nią i przed rodziną nie muszę udawać.
- Mogę wejść? - zapytał cicho z uśmiechem.
- Jasne wchodź - odwzajemniłam jej gest. Dziewczyna weszła do pokoju i usiadła koło mnie.
- Jak się czujesz? - zapytała.
- Dobrze ale proszę cię nie chcę, żebyś teraz gdy poznałaś prawdę pytała mnie ciągle jak się czuje. Jest dobrze - powiedziałam. - Na razie - dodałam cicho tak aby tego nie usłyszała.
- Olivia ja po prostu się o ciebie martwię, okey? Nie chcę cię stracić - wyszeptała. Widziałam jak jej łza spada na pościel. Przysunęłam się do niej i mocno przytuliłam. Też nie chcę jej stracić ale co ja mogę poradzić? Czy prosiłam się o takie życie?
- Też nie chcę cię stracić - wyszeptałam. Rozmawiałyśmy jeszcze jakieś pół godziny, gdy na telefon Natalie przyszedł sms.
- Kto pisze? - zapytałam.
-  Ups? - zaśmiała się nerwowo. - Zapomniałam że miałam iść dzisiaj do Lynch'ów. Rydel pisze czy wpadnę z tobą. - spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
- Ze mną? No ten wiesz... Idź sama a im powiedz, że jestem chora czy coś. Na ściemniaj.  - odpowiedziałam szybko.
- Livi no. - jęknęła Nat. - Nie możesz ich ciągle unikać.
- Dlaczego? To by było najlepsze rozwiązanie.
- Najlepsze twoim zdaniem. - burknęła pod nosem.
- Nie idę. - powiedziałam twardo. Co da to że tam pójdę? Nic nie da.
- Idziesz. - odpowiedziała szybko, ciągnąc mnie za rękę. Wywlokła mnie z łóżka o mało mnie z niego nie zrzucając. Dlaczego ona musi być taka uparta? Czy ona nie zna znaczenia słowa ''nie. Jeśli nie zna to z chęcią kupię jej słownik.
- Dobra pójdę tylko puść! - krzyknęłam. Natalie uśmiechnęła się po czym wskazała drzwi do łazienki. Podeszłam do szafy po czym wyciągnęłam pierwsze lepsze ciuchy czyli Czarne, ciasne rurki, białą bokserkę z napisem ''I'm Princess" i do tego dżinsową kurteczkę. Przebrałam się po czym związałam włosy w niechlujnego koka. Opuściłam łazienkę stając koło Nat, która z niecierpliwością na mnie czekała.
- Gotowa? - skinęłam głową po czym zgarnęłam swoje czarne supry. Szybko je założyłam po czym opuściłyśmy dom.
Droga do Lynch'ów minęła nam bardzo szybko. Nim się obejrzałam stałyśmy już przed drzwiami do ich domu. Natalie nacisnęła dzwonek do drzwi,
Pamiętaj bądź suką, bądź suką, bądź suką.
Drzwi otworzyły się po czy stanęła w nich Rydel. Szybko przywitałyśmy się po czym wpuściła nas do środka. W holu stała już cała zgraja Lynch'ów wraz z Ell'em. Ross podszedł do mnie po czym mnie przytulił. Odwzajemniłam jego gest dosłownie na kilka sekund po czym stanęłam jak słup soli. Chłopak odsunął mnie od siebie na długość jego ramion nadal za nie trzymając.
- Co się stało? - zapytał.
- Nic. - odpowiedziałam ponuro. 'Muszę dać radę' mówiłam sobie w myślach.
- Dooobra. - odpowiedział z zdezorientowaniem jednak uśmiech znów zagościł na jego twarzy. - Ludzie oglądamy film! - krzyknął ciągnąc mnie za rękę do salonu.
- Co oglądamy? - zapytał Rocky.
- Horror! - krzyknął od razu Riker. - Mamy ich dużo na płytach. Idę czegoś poszukać. - szybko zniknął za framugą drzwi. Tylko nie horror, tylko nie horror. Zawsze bałam się ich oglądać a teraz gdy nie będę mogła się do kogoś przytulić to wykituję.
- Mam! Oglądamy 'Sinister'. - powiedział podchodząc to telewizji. Włożył płytę do odtwarzacza po czym usiadł na kanapie. Wszystkie miejsca były zajęte tylko nie koło Ross'a na kanapie. Szybko usiadłam i przyciągnęłam swoje nogi pod brodę owijając je ramionami.
Film trwał już dobre pół godziny a ja miałam już dość. Nienawidzę horror'ów! W najgorszych momentach zasłaniałam oczy dłońmi. Tak się nie da! Natalie tuliła się do Riker'a, Rydel do Ellingtona a Rocky do poduszki tylko ja i Ross siedzieliśmy normalnie z tym, że ja cała trzęsłam się ze strachu.
- Jeśli się boisz możesz się do mnie przytulić - wyszeptał mi na ucho Ross.
- Nie trzeba. To wcale nie jest straszne. - także szepnęłam. Chłopak jedynie wzruszył ramionami wracając do oglądania filmu. Kto go oszukuje? Film jest straszny jak cholera! Ale ja dam radę!
Wdech.
Wydech.
Wdech.
Wydech.
Już lepiej. Próbowałam uspokoić swój oddech lecz mi się nie udawało. Jeśli jeszcze przez chwilę będę to oglądała to będą wieźli mnie do szpitala , przysięgam. Muszę coś wymyślić.
- Ja.. Ja idę do łazienki. - powiedziałam po czym zerwałam się z kanapy. Szybko ruszyłam w stronę toalety, zamykając się w niej. Oparłam się o blat umywalki, głęboko oddychając. Przemyłam twarzy zimną wodą po czym ją wytarłam. Otworzyłam drzwi wychodząc z pomieszczenia jednak szybko zostałam znów do niego zaciągnięta. Obróciłam głowę by spojrzeć kto to. Napotkałam spojrzenie czekoladowych tęczówek. Ross. Teraz to będzie ciekawie. Poczujcie ten sarkazm.
\- Olivia co się dzieje? - zapytał zatroskany.
- Nic. - powiedziałam sucho.
- Widzę że coś się dzieje.
- Nic się nie dzieje. - powiedziałam trochę zdenerwowana.
- Dlaczego taka jesteś? - zaskoczył mnie tym pytaniem.
- Taka, czyli jaka?- zapytałam zdezorientowana.
- Taka cholernie obojętna i oschła a w środku taka cholernie krucha i czuła? - zaskoczył mnie. Patrzył na mnie smutnym spojrzeniem a ja poczułam szczypanie pod powiekami.
- Ty nic nie rozumiesz. - wyszeptałam.
- To mi wytłumacz. - powiedział zbliżając się do mnie.
- To nie jest takie łatwe. - ostatni raz spojrzałam w jego oczy po czym szybko go ominęłam. Zbiegłam po schodach na dół zgarniając kurteczkę i zakładając supry. Szybko krzyknęłam ''WYCHODZĘ!'' po czym ruszyłam biegiem w kierunku domu. To wszystko jest takie niesprawiedliwe...


***
Rozdział 12! <3
Lol niby wolno ale szybko to leci ;')
Aż dziwię się że chciało mi się pisać ten
rozdział, ponieważ jestem chora. 39.1 stopni
gorączki to nie zbyt ciekawie ;c
Dobra to do następnego Kochani! :*

~ Tulimiś


czwartek, 28 stycznia 2016

Ponad Tysiąc wyświetleń!

OMG! Mój blog ma już ponad tysiąc wyświetleń! Dziękuje! Nie mogę w to po prostu uwierzyć! Bloga założyłam tak od siebie z nudów i nadal go prowadzę ale nie myślałam że uda mi się zdobyć choć kilku czytelników! OMGF! Dziękuje Wam bardzo! ♥

~ Tulimiś

czwartek, 21 stycznia 2016

Rozdział 11

Ulga... To jedyne uczucie, jakie możesz odczuć po wyjawieniu czegoś co dusiłeś w sobie bardzo długo. Co niszczyło cię od środka i nie dawało spokoju, sprawiało przykrość za każdym razem kiedy się o ty pomyślało.
Ja wiem co to znaczy cierpieć i wiem jak to jest ukrywać coś bardzo ważnego. Ale ból towarzyszy mi każdego dnia, idzie się przyzwyczaić.

   Siedzę na parapecie w pokoju rozmyślając. Czy życie zawsze jest takie okrutne? Dlaczego to tak boli? Co się stanie kiedy odejdę? I najważniejsze pytanie:

 Dlaczego ja?

Niestety na to pytanie sama nie jestem w stanie odpowiedzieć. Ale możecie mi wierzyć bardzo bym chciała.

Nie zorientowałam się nawet kiedy samotne łza spłynęła po moim policzku a za nią kolejne i kolejna. Każda następna łza była bardziej bolesna.
Tym razem powracały dawne wspomnienia. Dzieciństwo. Na samą myśl uśmiechnęłam się przez łzy.

*Wspomnienie*

Obudziłam się w środku nocy. Na dworze panowała straszna burza. Błysk a za nim straszliwy huk. Płakałam. Straszliwie bałam się burzy. Usłyszałam ciche skrzypienie drzwi.
- Księżniczko, boisz się? - powiedział cicho mój tata wchodząc do mojego pokoiku. pokiwałam prawie niezauważalnie głową, po czym znów wybuchłam płaczem słysząc kolejny głośny huk. - Nie bój się jestem przy tobie. - tata podszedł do moje łóżka i mocno mnie przytulił. Objęłam go mocno swoimi malutkimi paluszkami szlochając w jego koszulkę nocną.
- Kocham cię tatusiu. - powiedziałam gdy trochę uspokoiłam się w jego ramionach.
- Ja ciebie też księżniczko. Pamiętaj że zawsze będę cię kochał i zawsze będę przy tobie. A jeśli mnie zabraknie to zawsze będę tutaj. - wskazał paluszkiem na moje serduszko.
- Tatusiu, dlaczego miało by cię zabraknąć? Broszę nie zostawiaj mnie. - mocniej objęłam go ramionami.
 - Nie zostawię cię, obiecuję...

*Koniec wspomnień*


Tak bardzo  mi go brakuje. Jego uspokajających słów, ciepła a przede wszystkim obecności. Chciałam bym żeby teraz był przy mnie. Żebym chociaż ten jeden, ostatni raz usłyszała to że mnie kocha i że zawsze będzie przy mnie.

  Usłyszałam, że ktoś wchodzi do mojego pokoju.
- Co się dzieje siostra? - zapytał Zack wchodząc do mojego pokoju. Podszedł do mnie i starł wszystkie łzy i objął mnie.
- Wspominam. - powiedziałam ledwo słyszalnie. Nie powiedziałam już nic więcej On zrozumiał. Wiedział o co mi chodzi choć wcale nie powiedziałam nic istotnego.
- Wiem że cierpisz Oli. Ja też. Często go wspominam. To jak uczył mnie jazdy na rowerze, jak wkurzył się na mnie kiedy wrzuciłem do basenu jego kluczyki od auta... Nawet kiedyś powiedział mi że naszym pierwszym słowem było 'tata'. - w jego głowie wyczuć można było smutek, i żal.
Odwróciłam się w jego kierunku i mocno go przytuliłam. Oboje potrzebowaliśmy tego w tym momencie. Wsparcia. Wsparcia drugiej osoby.
- Kocham cię Zack. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. - wychlipałam.
- Ja ciebie też siostra. - głębiej schował głowę w zagłębieniu mojej szyi. - Pamiętaj nigdy nie będziesz sama. Zawsze możesz na mnie liczyć. - Tym razem rozkleiłam się całkowicie. Porcje łez wylewały się z moich oczu, coraz bardziej mocząc koszulkę chłopaka. Teraz nie byłam silna.




 W jego ramionach byłam krucha, słaba.  Byłam kimś kto nie potrafi sobie radzić, kto okazuje swoją słabość i nie potrafi się ogarnąć. Nie potrafiłam być taka jak inni, Podnieść się i nie poddawać. Pokazać że może się osiągnąć coś, jeśli się tego chce.
- Nie płacz już. - odezwał się Zack. Powoli wydostałam się z jego objęć, wycierając ostatnie łzy. Spojrzałam w jego oczy. On też płakał. Nie bał się okazywać swoich uczuć tak jak większość osób. On był wyjątkowy. Był i jest kimś kto zawsze mnie pociesza i zawsze jest przy mnie. o on próbuje zastąpić mi ojca. To on pokazuje mi że warto żyć dalej, choć czasami sam sobie nie radzi. Jemu zawdzięczam to że jeszcze nie wącham kwiatów od spodu.
Jest oczywiście jeszcze moja mama, która także mi pomaga.
Ale chyba raczej lepiej dogaduje się z kimś kto jest w twoim wieku albo coś koło tego, prawda? Ja tak mam. Ale niestety mogę wyżalić się tylko mojemu bratu lub Natalie, która wie już o całej sprawie. Dobre i to że w ogóle mam kogoś koło siebie prawda? Nie wyobrażam sobie życie bez moich bliskich osób. Ale już niedługo... To wszystko może się skończyć. A ja nie wiem kiedy, o której godzinie, gdzie.. To jest w tym wszystkim najgorsze! Odejście znienacka.
 - Oli o czym tak myślisz? - spytał Zack lekko odrywając się ode mnie.
- Bo..bo ja odejdę. Wcześniej niż powinnam i ja nie wiem kiedy to będzie, nie wiem gdzie, o której godzinie. Ja się boje że to może stać się nawet jutro. - zaszlochałam.
- Nawet tak nie mów! Będziesz żyła. Oli.. - jego głos się łamał. Tak bardzo nie chcę go zostawiać. Chcę być przy nim, mamie, Natalie... Ross'ie. Dlaczego to wszystko jest tak cholernie skomplikowane i trudne?! Dlaczego życie nie może być jak w bajce?! Motylki, tęcze, jednorożce i inne duperele?! Ale każda bajka ma swoje ciemne i mroczne wątki.
- Zack proszę cię nie okłamuj się. Musisz się z tym pogodzić ja też. - szepnęłam ledwo słyszalnie.
- Ale kiedy ja nie mogę! Jesteś moją jedyną siostrą, moim oczkiem w głowie! Ja nie chcę cię stracić! Nie kolejną osobę którą kocham! - powiedział trochę głośniej, znów przyciągając mnie do siebie. Nie powiedziałam już nic. Nie chciałam kolejnymi słowami bardziej go ranić. Ale czy taka nie jest prawda? Przecież lepiej pogodzić się wcześniej z myślą że ktoś bliski odejdzie i nigdy już nie wróci. Wiem że jest mu trudno. Mi też jest ciężko. Ale dokąd będę chodzić po tej ziemi będę go wspierać jak tylko mogę.
  - Oli idź już spać, na pewno jesteś zmęczona. - oznajmił chłopak po czym podniósł się w parapetu na którym siedzieliśmy i otarł łzy. Każda jego łza była sztyletem w moim sercu. Dlaczego ja potrafię tylko ranić?!
- Tak. Dziękuje ci Zack. - posłałam mu blady uśmiech.
- To dobranoc. - powiedział. Pocałował mnie w czoło po czym wyszedł w mojego pokoju z opuszczoną głową.
- Dobranoc. - wyszeptałam gdy wyszedł z pokoju.
  Wstałam z parapetu, wzięłam czystą bieliznę oraz piżamę, która składała się z szarych dresowych spodenek oraz niebieskiej, krótkiej koszuli na ramiączkach





 i udałam się do łazienki.
Szybko rozebrałam się po czym wskoczyłam pod prysznic. Umyłam swoje ciało cytrusowym żelem pod prysznic i zakręciłam kurek z wodą. Wychodząc owinęłam swoje ciało puchatym ręcznikiem. Wytarłam się po czym założyłam bieliznę a na to piżamę. Szybko zmyłam resztki rozmazanego makijażu i umyłam zęby.
Wyszłam w łazienki i szybko rzuciłam się na łóżku. Zanim jednak odpłynęłam do krainy Morfeusza usłyszałam przychodzącego sms'a.

OD ; Rossy ;*

Dobranoc Księżniczko ;* Ross xx

Uśmiechnęła się po czym ogarnął mnie błogi sen.


***
Jest i rozdział 11! Tym razem
postawiłam na nasze kochane rodzeństwo!
Tak smutno ;'(
No nie rozpisuje się bo nie wiem co pisać xd
To do następnego <3

~ Tulimiś

piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział 10

**Olivia**

Cały tydzień spędziłam w szpitalu. Oczywiście nawet jednego dnia nie byłam sama. Najczęściej bywał u mnie Ross oraz moja rodzina czyli Zack i mama. Natalie oraz rodzeństwo Ross'a również odwiedzało mnie ale znacznie rzadziej. Choć długi czas spędziłam w szpitalu nie mogłam narzekać na nudę. Jednego dnia kiedy Ross zachowywał się zbyt głośno lekarz nie pozwolił mu wejść do mnie na co on zaczął 'płakać' jednak lekarz był nie ugięty. Kiedy się oddalił Ross szybko wszedł do mojej sali a gdy pielęgniarka przyszła na kontrolę szybko wskoczył pod szpitalne łóżko prosząc żebym opuściła lekko kołdrę by nie było go widać. Wyglądało to dość śmiesznie. Ten pobyt w szpitalu był lepszy od tych w New York'u.  Mieć kogoś przy sobie, kto zawsze cie pocieszy podnosi na duchu. Fakt, faktem. Była tam moja mama i Zack ale oni byli bardzo opiekuńczy. Ross też jest ale nie aż tak bardzo a to tylko dlatego że on nie wie o chorobie.
   Przez ten pobyt w szpitalu bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Ale czy powinniśmy? Powinnam być tak blisko niego? Ja na prawdę nie chcę go zranić. Co ja teraz powinnam zrobić? Przyznać się? Ja nie potrafię. To jest dla mnie cholernie trudny temat. Nie mogę mu tego powiedzieć, nie chcę. A może teraz powinnam być zołzą? Udawać niedostępną sukę, która nie ma uczuć? Może wtedy gdy zobaczy że nie jestem taka milutka i słodziutka trochę się ode mnie odsunie? Sama nie wiem czy tak potrafię. Ale chyba warto próbować.

Już drugi dzień siedzę w domu. Ross oraz jego rodzeństwo mają dużo obowiązków w domu a Natalie pojechałam w odwiedziny do dziadków, powinna wrócić dzisiaj wieczorem. Nie miała jeszcze okazji wypróbować nowego planu. Mam co do niego wątpliwości. A jeśli on przez to mnie znienawidzi i zostawi? To było by jeszcze gorsze rozwiązanie od odsunięcia go ode mnie. Ale ja muszę. Robię to dla jego dobra. By po moim odejściu nie cierpiał. Nie chcę by ktokolwiek cierpiał.
   Leżę w łóżku rozmyślając nad sensem życia. Nagle czuję wibracje w tylnej kieszeni jeansów. Dostałam SMS'a.
Natalie; Hey ;) Właśnie wróciłam od dziadków. Spotkamy się? ;)
To jest jest moment kiedy muszę zacząć udawać obojętną. Tak bardzo nie chcę zranić mojej najlepszej przyjaciółki ale muszę.
Ja: Ta.. Spoko. Jak chcesz to wpadnij do mnie.
Tak trudno było nacisnąć ikonkę 'wyślij'.
Natalie; Olivia stało się coś? Będę za 10 minut.
Postanowiłam już nic nie odpisywać. Bałam się. Bałam się że zacznę płakać lub coś gorszego. Wpatrywałam się tępo w 3 wiadomości. Już teraz wiedziałam że będzie trudno...
10 minut później usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam na dół nie zapominając by nie przybrać obojętnego wyrazu twarzy. Otworzyłam drzwi od razu dostrzegając roześmianą twarz Natalie. Tak bardzo chciałam odwzajemnić jej uśmiech. Ale wtedy wszystko by się zepsuło.
- Olivia co się dzieje? - uśmiech zszedł jej z twarzy.
- Nic. - odpowiedziałam krótko, przepuszczając dziewczynę w drzwiach. - Ściągnij kurtkę i chodź do salonu. - dziewczyna wykonałam moje polecenie po czym szybko usiadła koło mnie na kanapie.
- Oli.. Proszę powiedz mi o co chodzi. - powiedziała błagalnie. Widziałam w jej oczach smutek. Tak bardzo chciałam się do niej teraz przytulić.
- Natalie nic się nie stało. - powiedziałam stanowczo po czym udałam się do kuchni napić się soku. Nie mogłam dłużej na nią patrzeć. Nie mogłam patrzeć na to jak bardzo ją ranię. Wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy, po czym wlałam go do szklanki i wypiłam jednych duszkiem. Czułam że moje oczy pieką. Nie! Nie mogę się teraz rozpłakać! Zamrugałam kilka razy oczami i ruszyłam w kierunku salonu. Natalie wciąż siedziała na kanapie. Wpatrywała się tępo w ścianę na przeciwko.
- Olivia.. - przeniosła na mnie swój wzrok. - Czemu nie chcesz powiedzieć o co chodzi? Nie ufasz mi? - mogłam wyczuć że jej głos się łamie.
- Natalie.. Ja ci ufam ale na prawdę nic się na dzieje. - mój głos nie był już takie pewny jak wcześniej. Popatrzyłam jej w oczy. Widziałam w nich smutne, żal. Dlaczego ja potrafię tylko ranić ludzi? Dlaczego nie potrafię żyć jak inni? Wszyscy na moim miejscu pewnie korzystali by z życia do puki mogą, a ja? Ja ranię ludzi których na prawdę kocham. Dlaczego życie jest tak cholernie trudne? Dlaczego nic nigdy nie układa się po naszej myśli? Nie potrafię. Nie potrafię żyć tak jak każdy. Jak mam żyć ze świadomością że za niedługo mnie tutaj nie będzie. Zostawię wszystkich w bólu i cierpieniu. To jest dla mnie za wiele. Każdy marzy by w przyszłości znaleźć dobrą pracę, mieć męża, dzieci, ciepły dom. A ja nawet nie zdążę znaleźć sobie chłopaka. Nie poczuję co to znaczy być kochanym. I nie chodzi tutaj o relację rodzinną czy przyjacielską. Chodzi tu o miłość kogoś z kim chciałabym spędzić resztę swojego życia. Jednak ja tego nie doświadczę.
- Przecież widzę. Jesteś taka.. taka inna. Taka obojętna. A obojętność boli najbardziej. - wypowiadając te słowa samotna łza spłynęła jej po policzku. Jej łza była moim ciosem. Doprowadziłam ją do płaczu. Tym razem nie potrafiłam zatrzymać swoich łez. Jedna po drugiej spływały po moim policzku następnie kapiąc na dywan. Miałam sobie to za złe. Co ja sobie wyobrażałam raniąc ją?
- Na.Natalie - wyjąkałam. - Ja..ta..tak bardzo cię prze..przepraszam. - powiedziałam chowając twarz w ręce. Widząc jej cierpienie czułam że serce mi się kraje.  Natalie bez słowa wstała po czym podeszła do mnie i mocno przytuliła. Tego teraz bez wątpienia oboje potrzebowałyśmy.  Wsparcia drugiej osoby.
  Uspokoiłyśmy się po dobrych 5 minutach. widziałam zaschnięty tusz do rzęs na policzkach Natalie. Pewnie nie wyglądałam lepiej. Usiadłyśmy wspólnie na kanapie patrząc na siebie.
- Oli.. Proszę powiedz mi o co chodzi. - odezwała się pierwsza. Chciałabym. Ale czy wtedy musiałabym wyjawić jej mój największy sekret? Powiedzieć że jestem chora? Nie potrafię tego już dłużej w sobie dusić. Ona znała wszystkie moje sekrety. Prócz tego. Może to czas by pierwsza osoba dowiedziała się co tak na prawdę w sobie duszę?
- Natalie.. - zaczęłam nie pewnie. - Powiem ci wszystko.. Ale najpierw obiecaj mi że nigdy mnie nie zostawisz. - dodałam smutna. Co jeśli ona mnie zostawi? Wkurzy się i odejdzie?
- Czemu miałabym? - spytała,
- I obiecaj że nikomu nie powiesz.
- Obiecuję.
- No bo.. Ja.. Ja jestem śmiertelnie chora. Mam białaczkę. - łzy znów spływały po moim policzkach. - Nie da się mnie wyleczyć. Zostało mi nie wiele czasu. Przepraszam że ci nie powiedziałam. Bałam się. Bałam się że jak się dowiesz to mnie zostawisz. A obojętna udawałam dlatego że chciałam was zniechęcić do mnie rozumiesz? Może wtedy po mojej śmierci mniej byście cierpieli. - płakałam. Płakałam jak nigdy dotąd mi się nie zdarzyło. W końcu wyznałam komuś mój największy sekret. - Przepraszam. - spojrzałam na Natalie płakała razem ze mną.
- Dlaczego nie powiedziałaś od razu? - powiedziała kilka razy pociągając nosem.
- Mówiłam, bałam się że mnie zostawisz. - emocje buzowały we mnie. Żal, czułam żal ukrywając wszystko przed nią. - Teraz już wiem, że nie chcesz mnie znać. Zataiłam przed tobą coś tak ważnego. Rozumiem. Rozumiem że teraz mnie zostawisz. - głos łamał mi się niemiłosiernie.
- Nie zostawię cię. - oznajmia po chwili. - Ale czy Ross i wszyscy o tym wiedzą?
- Nie! Oczywiście że nie! I nie chcę by na razie wiedzieli. Ja.. Ja nie chcę by cierpieli. Dlatego nadal zamierzam udawać obojętną. - powiedziałam cicho.
- Olivia.. Nie możesz tak... Przecież wiesz że Ross coś do ciebie czuje. Nie możesz go olewać. Przecież on się załamie..
- Bardziej załamie się gdy się dowie że jestem chora i nie da się mnie uratować. Natt.. Zrozum próbuje to robić dla jego dobra. - wciąż nie potrafiłam się opanować.
- Olivia jaa.. Nie mogę decydować co masz robić. Będę wspierała cię w twoim wyborze, nawet jeśli robisz źle. - oznajmiła po chwili.
- I proszę cię nie mów im nic, udawaj że nie wiesz o co chodzi. - powiedziałam błagalnie. Natalie skinęła głową. - Dziękuje ci że jesteś. - powiedziałam przytulając ją.
- Była tutaj, jestem tutaj i zawsze będę przy tobie. Aż do samego końca. - wtuliłam się w nią jeszcze mocniej. Jej słowa były dla mnie bardzo ważne. Cieszę się że nie zostawiła mnie jak pewnie większość osób by to zrobiła. Ona jest inna. Mieć takich przyjaciół to prawdziwy skarb...

***
Postanowiłam że ten rozdział będzie smutniejszy.
i był czy nie? W tym rozdziale dominują Natalie i Olivia!
Może jakieś połączenie ich imion? Tylko nie mam pojęcia jakie..
Może wy coś macie jeśli tak proszę w komentarzu napisać!! :D
i WOW Olivia wyjawiła swój sekret! myślicie że dobrze zrobiła?
Czy raczej nie?
Nie rozpisuję się!
No następnego ;* pozdrawiam :)

~ Tulimiś

wtorek, 29 grudnia 2015

Happy Birthday Ross.


Jak wam wiadomo może i nie dzisiaj URODZINY OBCHODZI NASZ GŁÓWNY BOHATER OPOWIADANIA ALE I NASZ IDOL ROSS LYNCH! <33
To już dwudzieste urodziny! Nie wierze... Ten czas tak szybko leci :'( 
Doszły mnie słuchy że nasz solenizant ma spędzić swoje urodziny w Las Vegas! To na pewno będą szalone urodziny!
Nie zostaje mi nic innego jak życzyć mu wszystkiego najlepszego, rozwoju swojej kariery, szczęścia z Courtney <3, i oczywiście by zawsze byli taką zgraną ekipą jak są <3
HAPPY BIRTHDAY ROSS <3! 







~ Tulimiś