wtorek, 29 grudnia 2015

Happy Birthday Ross.


Jak wam wiadomo może i nie dzisiaj URODZINY OBCHODZI NASZ GŁÓWNY BOHATER OPOWIADANIA ALE I NASZ IDOL ROSS LYNCH! <33
To już dwudzieste urodziny! Nie wierze... Ten czas tak szybko leci :'( 
Doszły mnie słuchy że nasz solenizant ma spędzić swoje urodziny w Las Vegas! To na pewno będą szalone urodziny!
Nie zostaje mi nic innego jak życzyć mu wszystkiego najlepszego, rozwoju swojej kariery, szczęścia z Courtney <3, i oczywiście by zawsze byli taką zgraną ekipą jak są <3
HAPPY BIRTHDAY ROSS <3! 







~ Tulimiś






poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział 9

** Ross **

Kiedyś nie miałem pojęcia jak to jest być zakochanym. Czuć te wszystkie motylki w brzuchu, tęsknotę za kimś lub coś podobnego. Były to kompletnie obce dla mnie uczucia. Ale wtedy pojawiła się ona. Urocza blondynka, która nieświadomie poprzewracała mi w głowie. Zakochałem się  w niej? Nie mam pojęcia. Może jednak? Jej śmiech jest muzyką dla moich uszu. Uwielbiam jak się śmieje, jak na mnie patrzy, jaka jest wesoła. Czasami jednak wiedzę w jej oczach smutek. Ale dlaczego? Przecież ona jest idealna więc dlaczego jest smutna? Będę musiał z nią porozmawiać. Jest 18;00 więc czemu się do niej nie wybrać.
  Szybko przebrałem się w czarno-czerwoną koszulę w kratę oraz czarne rurki. Wychodząc z domu założyłem czarne vans'y i powiedziałem krótkie 'wychodzę' do chłopaków którzy grali na konsoli w salonie.
  Przemierzałem uliczki Californii napawając się ciepłymi promieniami słonecznymi. Było bardzo gorąco. Nie rozumiałem dlaczego nie przemyślałem tego wcześniej i dlaczego ubrałem się na czarno? Moje myślenie przerasta wszystkich.
  Rozmyślają dotarłem w końcu pod dom Olivii. Ale co ja mam jej powiedzieć? Wejść i rzucić 'Cześć, widzę że choć się śmiejesz jesteś smutna dlaczego?'. Przecież na pewno nie powie mi od razu. Ja ją przekonam.
  Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem dzwonkiem. Musiałem trochę poczekać lecz w końcu usłyszałem dźwięk przekręcanego zamka. Drzwi otworzyły się a w nich stanął jakiś wysoki brunet. Może to jej chłopak? Poczułem dziwne ukłucie w okolicach serca. To zazdrość? Tak, chyba jestem o nią trochę zazdrosny trochę bardzo.
- Cześć, co cię tu sprowadza? - zapytał nieznajomy.
- Ymm.. Cześć jest może Olivia? - spytałem trochę poddenerwowany.
- Tak jest u siebie. Tak w ogóle jestem Zack brat Oli. - przedstawił się. Poczułem ulgę. To jej brat. Tylko i wyłącznie brat.
- Ross. - wyciągnąłem do niego rękę którą od razu uścisnął. - To gdzie mogę znaleźć Olivię?
- Po schodach do góry. Szukaj fioletowych drzwi. - zaśmiał się i mnie przepuścił. Wszedłem do góry zapominając nawet by ściągnąć buty. Odnalazłem wskazane przez chłopaka drzwi, wszedłem do środka i zamarłem.Olivia leżałam nieprzytomna na ziemie. Podbiegłem do niej i zacząłem krzyczeć oraz trząść nią aby się obudziła. Po chwili do pokoju wbiegł Zack. Gdy zobaczył swoją siostrę oznajmił mi abym wziął ją na ręce zaprowadził do samochodu. Od razu wykonałem polecenie i po kilku minutach byliśmy koło szpitala. Tym razem Zack przejął Olivię i wbiegł do środka. Ja stałem na parkingu opierając się o samochód. Nie mogłem się ruszyć. Strasznie się o nią bałem. A jeśli to coś poważnego? Nie wybaczę sobie jeśli coś jej się stanie. Nie wiem nawet ile ona tam leżała.
   Tym razem zerwałem się szybko i biegiem wszedłem do środka.
- Przepraszam gdzie jest teraz Olivia Evans? - spytałem pulchną recepcjonistkę to 50-siątce.
- Jest pan kimś z rodziny?
- Ymm... Jestem jej chłopakiem. - odpowiedziałem szybko.
- Dobrze. Jest na sali 153. - szybko podziękowałem kobiecie i udałem się pod odpowiednie drzwi. Gdy byłem pod salą zobaczyłem Zack'a skulonego na krześle. Głowę miał ukrytą w kolanach i słychać było cichy szloch.
- Zack? Co z nią? Co się stało że nagle zemdlała? - zapytałem go. Podniósł  głowę i spojrzał na mnie czerwonymi od płaczu tęczówkami.
- Nie powiedziała ci? - spytał przecierając oczy rękawem bluzy.
- Ale co miała mi powiedzieć? - spytałem zdezorientowany. O co mu chodzi? Co ona mi nie powiedziała?
- Yyy.. Ja ci nie mogę tego powiedzieć. Ona powinna to zrobić. I zrobi jeśli będzie na to gotowa proszę nie naciskaj na nią. - oznajmił. W tym momencie z sali dziewczyny wyszedł lekarz.
- Doktorze ci z nią? - spytał Zack.
- Jej stan jest stabilny. Jest bardzo zmęczona i osłabiona. - oznajmił po chwili. - Jest tu może matka pacjentki? - spytał.
- jeszcze nie. Dzwoniłem po nią. Zaraz powinna tu być. - znów odezwał się chłopak.
- Jeśli się zjawi proszę wezwać ją do mojego gabinetu. - Zack przytaknął głową.
- Można do niej wejść? - Tym razem ja zabrałem głos.
- Oczywiście. Tylko pojedynczo i na chwilę. Proszę jej nie męczyć. - pokiwaliśmy głowami na znak zrozumienia po czym lekarz znikł z naszego pola widzenia.
- Wejdź do niej pierwszy. Ja poczekam. - oznajmił Zack. Podziękowałem mu po czym otworzyłem drzwi do sali dziewczyny...

** Oczami Olivii**

Przed chwilą był u mnie lekarz. Nienawidzę szpitali, To miejsce kojarzy mi się tylko i wyłącznie z bólem i cierpieniem. Jesteś zamknięty  w czterech ścianach z tymi wszystkimi aparaturami, kablami i wszystkim. Ale już do tego przywykłam. W New York'u ciągle bywałam w szpitalu.
  Poje rozmyślenia przerwało skrzypnięcie drzwi. Do mojej sali wszedł nie kto inny jak Ross. Ale jakim cudem?
- Hey Olivia. - powiedział i usiadł koło mnie na krzesełku.
- Hey. - powiedziałam cicho.
- Jak się czujesz? Nic cię nie boli? Zawołać lekarza? - wystrzelił jak z procy. Może to trochę słodkie że się martwi ale przecież nic mi się nie stało prawda?
- Ross. Nie. Nic mi nie jest. - oznajmiłam od razu.
- Mam do ciebie jedno pytanie. - spojrzałam na niego. W jego oczach nie było już tych wesołych iskierek. Jego czy były przygaszone, był smutny. Przeze mnie.
- Pytaj.
- Bo przed salą, zapytałem Zack'a czy wszystko w tobą w porządku a on powiedział tylko tyle 'nie powiedziała ci?'. O co chodzi? O czym mi nie powiedziałaś/ - zapytał spokojnie. Zamurowało mnie. Przecież nie mogę mu wyznać prawdy. Choć bardzo bym chciała. Boję się jego reakcji. A jak się wkurzy i mnie zostawi? Albo po prostu będzie się nade mną litował? Nie chcę tego, choć wiem że nie mówiąc prawdy go ranię.
- Co? Nie wiem o czym mówisz. - powiedziałam nie pewnie.
- Olivia wiem że kłamiesz, proszę powiedz mi.
- To nic takiego. W New York'u często bywałam w szpitali po prostu często choruje. Nie jestem taka odporna jak wszyscy. - wyznałam już bardziej pewnie. Może kłamię ale nie potrafię, nie jestem gotowa by wyznać mu całą prawdę, mój sekret odkąd pamiętam. Tylko moja rodzina wie o moim stanie zdrowia i chcę by na razie tak zostało.
- Oh, okey. - odparł po chwili.
- Ross mam pytanie.. - chłopak skinął głową dając znak że mam kontynuować. - Jakim cudem dowiedziałeś się w jakim szpitalu leżę?
- Aa.. No bo tak na prawdę to ja cię znalazłem na podłodze i przyjechałem tutaj z twoim bratem i z tobą, tylko byłaś nie przytomna. A na recepcji to prostu powiedziałem że jesteś moją dziewczyną i powiedzieli mi gdzie dokładnie leżysz. - wyszczerzył się.
- Nie mogłeś powiedzieć że jestem twoją siostrą? - zapytałam. Siostra w sumie była by też dobrą opcją.
- No spanikowałem, okey? To pierwsze co mi na myśl przyszło. - wytłumaczył a uśmiechem. - Moja dziewczyno. - dodał po chwili.
- Wyjdź za drzwi i przemyśl swoje zachowanie. - wskazałam palce na drzwi. - 'Mój chłopaku' - zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
- Wiedziałem że mnie kochasz. - jego uśmiech stał się jeszcze większy.
- Tak, tak wmawiaj sobie a potem rozczarowanie. - dźgnęłam go palcem w brzuch. On jest niemożliwy. Ale może ma racje? Tak Ross mi się podoba. Ale czy ja go kocham? Nie mam pojęcia..
- Pff.. Ja i tak wiem swoje! - udawał obrażonego.
- Nie pffaj mi tu. - powiedziałam. - Tylko mnie przytul. - dodałam cicho, ponieważ miałam nadzieję że nie usłyszy.
- Co tylko chcesz księżniczko. - po chwili byłam w objęciach blondyna. To najlepsze co może cię spotkać w życiu. Czuć że jesteś kochana i bezpieczna. Jego ramiona są jak lek na cierpienie...


***

Elo, elo, elo! No to już 9 rozdział! <33
Nie ogarniam tylko jednego!
Ile osób z innych krajów odwiedziło mój blog!
Oto statystyki;
Polska - 570 wyświetleń
Kenia - 57 wyświetleń
Stany Zjednoczone - 37 wyświetleń
Holandia - 20 wyświetleń
Rosja - 15 wyświetleń
Francja - 2 wyświetlenia
Niemcy - 1 wyświetlenie
Wielka Brytania - 1 wyświetlenie
Indie - 1 wyświetlenie
Łotwa - 1 wyświetlenie
Singapur - 1 wyświetlenie

Po prostu DZIĘKUJĘ! i nie wierze
że tyle osób z innych krajów odwiedziło
mój blog! To na prawdę podnosi na duchu
i daje małą satysfakcję <3
To chyba tyle! Jeszcze raz dziękuje <3
Pozdrawiam :*

~ Tulimiś







piątek, 11 grudnia 2015

Rozdział 8

    Wstałam wcześnie rano, próbując nie obudzić nikogo. Wymknęłam się po cichu ze swojego pokoju, zeszłam po schodach stając na środku salonu. No tak chłopcy śpią w salonie. Dziwnie śpią w salonie. Ellington śpi na stole, Riker leży na Ross'ie na podłodze a Rocky rozłożony jest na całej kanapie. Ktoś tu chyba w nocy nieźle kopie.
   Weszłam do kuchni łapiąc patelnie i dużą drewniana łyżkę kuchenną. Może to co teraz zrobię jest straszne ale w końcu mój dom ja rządzę! Udałam się do salonu z narzędziami w ręce, ostrożnie podeszłam do śpiących chłopaków a następnie mocno uderzyłam łyżką op patelnię.
- Wstawać! Teraz! Już! - krzyknęłam na cały głos powtarzając wcześniejszą czynność. Udało mi się ich obudzić, jeśli tak to można nazwać.
- Co do kurwy?! - krzyczy Ross, z wystraszoną miną.
- Budzę was nie widać? - spytałam udając niewinną.
- Co się stało?! Co za huk?! Wszyscy cali?! Natalie leć po apteczkę! - Rydel zaczęła się wydzierać wbiegając do salonu.
- Spokojnie! Nikomu nic nie jest. Po prostu ich budziłam. - wzruszyłam ramionami. Chyba ją nieźle wystraszyłam.
   Natalie dołączyła do nas ze zdezorientowaną miną a ja zaczęłam się śmiać.
- Rocky mam pytanie. - oznajmiłam po chwili.
- Hmm? - wtula głowę w poduszkę próbując nadal spać.
- Czy ty czasem w nocy nie kopiesz? Tak choć troszeczkę? - pytam rozbawiona.
- To już wiem dlaczego mnie tak plecy bolą i dlaczego opałem na ziemi. - oznajmił Riker.
- Stary, na ziemi?! Spałeś na mnie! - krzyknął oburzony Ross. Riker jedynie kiwnął ręką i zaczął się śmiać. My razem z nim.
   Wszyscy zjedliśmy śniadanie przyrządzone przez Natalie. Od kiedy ona potrafi gotować?! Po skończonym posiłku razem z Natalie pożegnałyśmy Rydel i chłopaków, którzy musieli wracać do siebie.
- Fajnie było co? - spytałam Natalie zbierając brudne talerze i zanosząc je do zmywarki.
- Bardzo - zaśmiała się.
- Co robimy przez resztę dnia? - spytała brunetka rozsiadając się na dużej kanapie.
- Możemy iść na zakupy... Muszę sobie kupić jakąś sukienkę, spodenki czy coś... - oznajmiłam. Natalie wybałuszyła oczy patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Ty.. ty chcesz kupić sukienkę?! - zapytała ze śmiechem. Uderzyłam ją lekko w ramie kiwając głową.

**W centrum handlowym**

- A może ta? - spytałam znudzona. Już od 30 minut staram się znaleźć sobie jakąś sukienkę a otrzymuję tylko 'nie pasuje ci', 'ten kolor był modny w tamtym sezonie'. I tego typu podobne rzeczy.
- Ta! Ta będzie dla ciebie idealna! - przypatrzyłam się białej sukience , z gdzie nie gdzie koronkowymi wstawkami.


Szybko udałam się do przymierzalni.
- Pokaż się! - usłyszałam po chwili.
- Idę już! - wyszłam z przymierzalni z wielkim uśmiechem. Jednak nie zastałam tak tylko Natalie. Obok dziewczyny stali także Ross i Riker. Spuściłam wzrok czując na sobie ich wzrok.
- Łał.. - powiedział Ross.
- Ślicznie wyglądasz.- odezwał się tym razem Riker.
- Ross? - zwróciła się do niego Natalie.
- Ta..? - zapytał wciąż na mnie patrząc.
-  Ślinisz się.. - zaczęła się śmiać z Riker wraz z nią. Poczułam jak moje policzki płoną jeszcze bardziej.
- Co?! Ja nie! - powiedział przecierając rękawem buzię.
- Taa.. Wcale.. Olivia bierzemy ją! Idź się przebrać i przyjdź do kasy, będę tam na ciebie czekała. - oznajmiła a ja odwróciłam się wchodząc do przymierzalni. Szybko ubrałam się we wcześniejsze ciuchy, odsłoniłam zasłonę (no to coś w przymierzalni czy się zasłania. xd Uznajmy - od aut.) dostrzegając prosto przeze mną uśmiechniętego Ross'a.
- Część - powiedział z zadziornym uśmieszkiem.
- Um.. Hej. - powiedziałam spuszczając głowę.

Dlaczego on tak na mnie działa?! Za jakie grzechy?!

- Nie ukrywaj ich.. - powiedział łapiąc mój podbródek dwoma palcami i unosząc go lekki o górę. Chcąc nie chcąc musiałam spojrzeć w jego piękne, czekoladowe oczy.  Mrugnął do mnie a ja znów poczułam piekące policzki. - Są piękne. - powiedział po chwili. - spojrzałam na niego pytająco. - No twoje rumieńce. - oznajmił z większym uśmiechem.
- Dziękuje. - powiedziałam cicho. - Ja.. umm.. Muszę iść, Natalie czeka..- oznajmiłam. Dlaczego ja się tak wstydzę?! Tylko on tak na mnie działa! Ugh..
Ruszyłam przed siebie niepewnym krokiem.
- Olivia! - krzyknął za mną Ross. Odwróciłam się krzyżując z nim wzrok. - A pożegnanie? - spytał radośnie nadstawiając policzek. Wywróciłam oczami podchodząc z powrotem. Lekko nachyliłam się do jego policzka lecz w ostatniej sekundzie przewrócił głowę całując mnie w usta. Byłam oszołomiona lecz po chwili zaczęłam oddawać pocałunki. Z każdą sekundą całował mnie bardziej zachłannie. Każdy pocałunek był wypełniony uczuciami.
- Eww! - usłyszeliśmy za sobą. Oderwałam się od chłopaka patrząc na małego chłopczyka z misiem w ręce patrzącego na nas swoimi słodkimi oczkami.
- Cześć jak masz na imię? - ukucnęłam przed nim uśmiechając się miło.
- Tony! - krzyknął z wielkim uśmiechem. Był taki słodki. - A ty?
- Olivia. - wyciągnęłam do niego dłoń którą leciutko uścisnął.
- Ile masz lat?
- Tsy! - pokazał mi trzy małe paluszki.
- A więc Tony, gdzie twoja mamusia? - wtrącił się tym razem Ross, podchodząc do chłopczyka. Oczy małego momentalnie zaszkliły się.
- Ja nie wiem. Posłem po zabawkę i się zgubiłem. - powiedział. Przytuliłam go podnosząc z ziemi.
- Nie martw się idziemy szukać twojej mamusi. - powiedziałam a on zaczął piszczeć z radości. Złapałam torbę z sukienką po czym zaczęliśmy rozglądać się po sklepie po tym jak Tony spróbował nam opisać swoją mamę.
- Boże Tony! - usłyszeliśmy z boku. Dostrzegłam starszą blond włosom  kobietę  zmierzającą z naszym kierunku.
- Mama! - krzyknął chłopczyk. Odstawiłam go za ziemię a on szybko podbiegł do swojej rodzicielki.
- Tak się bałam, że coś ci się stało! - krzyknęła z wielką ulgą w głosie. Po chwili podeszła do nas z uśmiechem.
- Dziękuje ci dziewczynko, że  się nim zaopiekowałaś i tobie chłopcze również.
- Ale to zasługa Olivi.. - powiedział mój towarzysz.
- Dziękuje dzieci  a teraz muszę iść.  Chłopcze dbaj o swoją dziewczynę. Wyrośnie z niej dobry człowiek.
- Ale my..
- Oczywiście. - powiedział szybko Ross Obejmując mnie w talii. - Do widzenia.
- Do widzenia dzieci. - pożegnała się i odeszła wraz z chłopczykiem.
- Ross ale my nie jesteśmy razem. - spojrzałam na niego.
- No wiem ale tak powiedziałem. - powiedział zadowolony.
- O Matko! Natalie! Zapomniałam o niej! Ross ja muszę iść.. - podeszłam do niego szybko przytuliłam mówiąc szybkie 'Cześć' i odeszłam.
- Pa księżniczko! - usłyszałam w zamian.

** Dwie godziny później **

Siedziałam na łóżku myśląc nad tym co się dzisiaj stało. 'Śliniący' się Ross, pocałunek, bycie jego 'dziewczyną'.  Po odejściu od niego poczułam dziwne uczucie. Tęsknotę? Nie na pewno nie. Jak mogę za nim tęsknić nie widząc go tylko 5 minut? To wszystko jest jakieś chore.
Postanowiłam już nie rozmyślać nad tym co było tylko udałam się do łazienki by trochę się ogarnąć. Spojrzałam w lustro. Wystraszyłam się. Moje włosy sterczały  w każdy możliwy kierunek. Wyglądałam okropnie. Szybko rozczesałam włosy wiążąc je w niechlujnego koka. Z tylnej kieszeni wyciągnęłam telefon i zrobiłam sobie selfie.
Wyszłam z łazienki powolnym krokiem. Kręciło mi się w głowie. Widziałam mroczki przed oczami. Lecz po chwili nie widziałam już nic...

***
Jak myślicie co się stało Olivi??!!
Hhe.. Tylko ja wiem xd ;*
Przepraszam za długą nieobecność. Tak jakoś wyszło.
Nie miałam weny na pisanie!
No to chyba tyle! Do następnego!
Pozdrawiam :*

~ Tulimiś