czwartek, 21 stycznia 2016

Rozdział 11

Ulga... To jedyne uczucie, jakie możesz odczuć po wyjawieniu czegoś co dusiłeś w sobie bardzo długo. Co niszczyło cię od środka i nie dawało spokoju, sprawiało przykrość za każdym razem kiedy się o ty pomyślało.
Ja wiem co to znaczy cierpieć i wiem jak to jest ukrywać coś bardzo ważnego. Ale ból towarzyszy mi każdego dnia, idzie się przyzwyczaić.

   Siedzę na parapecie w pokoju rozmyślając. Czy życie zawsze jest takie okrutne? Dlaczego to tak boli? Co się stanie kiedy odejdę? I najważniejsze pytanie:

 Dlaczego ja?

Niestety na to pytanie sama nie jestem w stanie odpowiedzieć. Ale możecie mi wierzyć bardzo bym chciała.

Nie zorientowałam się nawet kiedy samotne łza spłynęła po moim policzku a za nią kolejne i kolejna. Każda następna łza była bardziej bolesna.
Tym razem powracały dawne wspomnienia. Dzieciństwo. Na samą myśl uśmiechnęłam się przez łzy.

*Wspomnienie*

Obudziłam się w środku nocy. Na dworze panowała straszna burza. Błysk a za nim straszliwy huk. Płakałam. Straszliwie bałam się burzy. Usłyszałam ciche skrzypienie drzwi.
- Księżniczko, boisz się? - powiedział cicho mój tata wchodząc do mojego pokoiku. pokiwałam prawie niezauważalnie głową, po czym znów wybuchłam płaczem słysząc kolejny głośny huk. - Nie bój się jestem przy tobie. - tata podszedł do moje łóżka i mocno mnie przytulił. Objęłam go mocno swoimi malutkimi paluszkami szlochając w jego koszulkę nocną.
- Kocham cię tatusiu. - powiedziałam gdy trochę uspokoiłam się w jego ramionach.
- Ja ciebie też księżniczko. Pamiętaj że zawsze będę cię kochał i zawsze będę przy tobie. A jeśli mnie zabraknie to zawsze będę tutaj. - wskazał paluszkiem na moje serduszko.
- Tatusiu, dlaczego miało by cię zabraknąć? Broszę nie zostawiaj mnie. - mocniej objęłam go ramionami.
 - Nie zostawię cię, obiecuję...

*Koniec wspomnień*


Tak bardzo  mi go brakuje. Jego uspokajających słów, ciepła a przede wszystkim obecności. Chciałam bym żeby teraz był przy mnie. Żebym chociaż ten jeden, ostatni raz usłyszała to że mnie kocha i że zawsze będzie przy mnie.

  Usłyszałam, że ktoś wchodzi do mojego pokoju.
- Co się dzieje siostra? - zapytał Zack wchodząc do mojego pokoju. Podszedł do mnie i starł wszystkie łzy i objął mnie.
- Wspominam. - powiedziałam ledwo słyszalnie. Nie powiedziałam już nic więcej On zrozumiał. Wiedział o co mi chodzi choć wcale nie powiedziałam nic istotnego.
- Wiem że cierpisz Oli. Ja też. Często go wspominam. To jak uczył mnie jazdy na rowerze, jak wkurzył się na mnie kiedy wrzuciłem do basenu jego kluczyki od auta... Nawet kiedyś powiedział mi że naszym pierwszym słowem było 'tata'. - w jego głowie wyczuć można było smutek, i żal.
Odwróciłam się w jego kierunku i mocno go przytuliłam. Oboje potrzebowaliśmy tego w tym momencie. Wsparcia. Wsparcia drugiej osoby.
- Kocham cię Zack. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła. - wychlipałam.
- Ja ciebie też siostra. - głębiej schował głowę w zagłębieniu mojej szyi. - Pamiętaj nigdy nie będziesz sama. Zawsze możesz na mnie liczyć. - Tym razem rozkleiłam się całkowicie. Porcje łez wylewały się z moich oczu, coraz bardziej mocząc koszulkę chłopaka. Teraz nie byłam silna.




 W jego ramionach byłam krucha, słaba.  Byłam kimś kto nie potrafi sobie radzić, kto okazuje swoją słabość i nie potrafi się ogarnąć. Nie potrafiłam być taka jak inni, Podnieść się i nie poddawać. Pokazać że może się osiągnąć coś, jeśli się tego chce.
- Nie płacz już. - odezwał się Zack. Powoli wydostałam się z jego objęć, wycierając ostatnie łzy. Spojrzałam w jego oczy. On też płakał. Nie bał się okazywać swoich uczuć tak jak większość osób. On był wyjątkowy. Był i jest kimś kto zawsze mnie pociesza i zawsze jest przy mnie. o on próbuje zastąpić mi ojca. To on pokazuje mi że warto żyć dalej, choć czasami sam sobie nie radzi. Jemu zawdzięczam to że jeszcze nie wącham kwiatów od spodu.
Jest oczywiście jeszcze moja mama, która także mi pomaga.
Ale chyba raczej lepiej dogaduje się z kimś kto jest w twoim wieku albo coś koło tego, prawda? Ja tak mam. Ale niestety mogę wyżalić się tylko mojemu bratu lub Natalie, która wie już o całej sprawie. Dobre i to że w ogóle mam kogoś koło siebie prawda? Nie wyobrażam sobie życie bez moich bliskich osób. Ale już niedługo... To wszystko może się skończyć. A ja nie wiem kiedy, o której godzinie, gdzie.. To jest w tym wszystkim najgorsze! Odejście znienacka.
 - Oli o czym tak myślisz? - spytał Zack lekko odrywając się ode mnie.
- Bo..bo ja odejdę. Wcześniej niż powinnam i ja nie wiem kiedy to będzie, nie wiem gdzie, o której godzinie. Ja się boje że to może stać się nawet jutro. - zaszlochałam.
- Nawet tak nie mów! Będziesz żyła. Oli.. - jego głos się łamał. Tak bardzo nie chcę go zostawiać. Chcę być przy nim, mamie, Natalie... Ross'ie. Dlaczego to wszystko jest tak cholernie skomplikowane i trudne?! Dlaczego życie nie może być jak w bajce?! Motylki, tęcze, jednorożce i inne duperele?! Ale każda bajka ma swoje ciemne i mroczne wątki.
- Zack proszę cię nie okłamuj się. Musisz się z tym pogodzić ja też. - szepnęłam ledwo słyszalnie.
- Ale kiedy ja nie mogę! Jesteś moją jedyną siostrą, moim oczkiem w głowie! Ja nie chcę cię stracić! Nie kolejną osobę którą kocham! - powiedział trochę głośniej, znów przyciągając mnie do siebie. Nie powiedziałam już nic. Nie chciałam kolejnymi słowami bardziej go ranić. Ale czy taka nie jest prawda? Przecież lepiej pogodzić się wcześniej z myślą że ktoś bliski odejdzie i nigdy już nie wróci. Wiem że jest mu trudno. Mi też jest ciężko. Ale dokąd będę chodzić po tej ziemi będę go wspierać jak tylko mogę.
  - Oli idź już spać, na pewno jesteś zmęczona. - oznajmił chłopak po czym podniósł się w parapetu na którym siedzieliśmy i otarł łzy. Każda jego łza była sztyletem w moim sercu. Dlaczego ja potrafię tylko ranić?!
- Tak. Dziękuje ci Zack. - posłałam mu blady uśmiech.
- To dobranoc. - powiedział. Pocałował mnie w czoło po czym wyszedł w mojego pokoju z opuszczoną głową.
- Dobranoc. - wyszeptałam gdy wyszedł z pokoju.
  Wstałam z parapetu, wzięłam czystą bieliznę oraz piżamę, która składała się z szarych dresowych spodenek oraz niebieskiej, krótkiej koszuli na ramiączkach





 i udałam się do łazienki.
Szybko rozebrałam się po czym wskoczyłam pod prysznic. Umyłam swoje ciało cytrusowym żelem pod prysznic i zakręciłam kurek z wodą. Wychodząc owinęłam swoje ciało puchatym ręcznikiem. Wytarłam się po czym założyłam bieliznę a na to piżamę. Szybko zmyłam resztki rozmazanego makijażu i umyłam zęby.
Wyszłam w łazienki i szybko rzuciłam się na łóżku. Zanim jednak odpłynęłam do krainy Morfeusza usłyszałam przychodzącego sms'a.

OD ; Rossy ;*

Dobranoc Księżniczko ;* Ross xx

Uśmiechnęła się po czym ogarnął mnie błogi sen.


***
Jest i rozdział 11! Tym razem
postawiłam na nasze kochane rodzeństwo!
Tak smutno ;'(
No nie rozpisuje się bo nie wiem co pisać xd
To do następnego <3

~ Tulimiś

1 komentarz:

  1. Ahh...Nocny marek ze mnie no nie powiem haha :D
    Tak jakoś w sumie przez przypadek weszłam na twojego bloga dziś i patrze "o rozdział, trzeba przeczytać" :)
    No i było warto :*
    Nie wiem czemu ale lubię w blogach takie sceny z rodzeństwem może to dla tego że sama mam trzech braci ?!? I ja sama jedna wsród nich Tiaa...hah :)
    Współczuje Olivi ... Wiedzieć że tak z dnia na dzień może cię zabraknąć i że tak to wszystko zostawisz i nie będziesz miała na to już jakiegokolwiek wpływu starszne :(...
    Rozdział bardzo fajny, przyjemnie się czytało :)
    No cóż...To życzę dużo,dużo weny :)
    Do następnego xoxo :*

    OdpowiedzUsuń