Męczarnie trwały około 2 godzin. Jednak wszyscy sobie poradziliśmy i ogarnęliśmy dom. Najgorzej było jak sądzę w łazience która przed dwoma godzinami 'pływała'. W czasie sprzątanie dostałam sms'a od mamy z informacją że zostaje u swojej koleżanki na noc twierdząc że jest już późno a na na nogach nie będzie chciało jej się wracać bo jest za daleko i z taką samą informacją tylko jeśli chodzi o Zack'a. W sumie to fajnie bo nie będę musiała jak zawsze kłócić się o wszystko z bratem choć jeden dzień.
Właśnie wszyscy odpoczywaliśmy na kanapie oglądając jakąś komedię która szczerze mówiąc nie była tak bardzo ciekawa.
- Rocky chyba mam dla ciebie karę. - powiedziałam odwracając wzrok od telewizji. Wszystkie pary oczu skierowały się na mnie.
- Okey.. Ale błagam oszczędź mnie ja nic takiego nie zrobiłem. - powiedział ze skruchą
- Dla ciebie zalanie mojej łazienki i 'NIC'? - dała nacisk na to słowo. - To ja nie chce wiedzieć co to dla ciebie 'COŚ'. - odpowiedziałam udając złą. Oczywiście nie byłam na niego wkurzona ale chciałam żeby tak pomyślał, ponieważ wszystko ma swoje granice i że za błędy trzeba płacić.
- Och, dobra, dobra! Teraz gadaj co za kara.. - powiedział zrezygnowany.
- Jestem głodna więc ty gotujesz kolacje! - krzyknęłam.
- Czekaj, ale ty jesteś tego pewna? - zapytał Ross. - Przecież my się otrujemy. On nawet kanapki sobie zrobić nie potrafi!
- Ej! Tyle to ja jeszcze potrafię! - oburzył się. Wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę i pokręcili przecząco głowami.
- Po tym co teraz słyszę to boje się puścić Rocky'ego do mojej kuchni. - oznajmiłam. - Zamówimy pizze ale nie bój się kara cię nie ominie. - zwróciłam się do chłopaka. Wszyscy zgodzili się ze mną a po kilku minutach siedzieliśmy w salonie zajadając się pizzą.
- Dziewczyny chcecie zostać u mnie na nic bo mama nocuje u koleżanki a brat u kolegi? Proszę! - zrobiłam słynne oczka ze szreka i złączyłam ręce jak do modlitwy.
- Okey! - krzyknęły oby dwie i na raz zerwały się z kanapy by zadzwonić do rodziców. wróciły po kilku minutach z wielkimi bananami na twarzy oznajmiając że zostają.
- A my?! Czuję się pokrzywdzony! - zaczął wydzierać się Ellington a po chwili wtulił się w Rocky'ego i udawał że płaczę. Rocky postanowił zrobić to samo i skończyło się ta tym że pozwoliłam zostać chłopcom. Ale nie dlatego że 'płakali' tylko dlatego że nie mogłam znieść ich wycia.
- Ej mam pomysł! - krzyknął Riker. Wszyscy spojrzeli na niego wyczekująco. - Spróbujmy dzisiaj przez całą noc nie spać. Róbmy cokolwiek żeby nie spać. Kto jednak zaśnie jak się obudzi to nie wiem.,. Wymyślimy coś w trakcie. I jak? - spytał.
- Dla mnie okey. - powiedziałam. Nie mam pojęcia czy dam radę ale wolę jutro nie obudzić się na jakimś odludziu albo gdzieś. Czasami zadziwia mnie myślenie chłopaków. Z jedne strony fajny pomysł z drugiej się ich boje. Wszyscy jednak zgodzili się i zaczęliśmy na razie od oglądania horroru ,,Wzgórza mają oczy'' (Szczerze polecam ten horror. Sama oglądałam. Nie słaby nie straszny. ~ od aut.<3). Oczywiście nie obyło się bez krzyków na kilku scenach ale zadziwi mnie to że tym razem wszyscy krzyczeliśmy nawet chłopcy. Po skończonym horrorze widać było po niektórych że ledwo utrzymują powieki. Postanowiłam napisać do Natalie sms'a.
Olivia: Natt. Siedźmy teraz cicho. Może zasną i w ogóle jaką karę im damy jak zasną?
Natalie wyjęła telefon, jak sądzę przeczytała sms'a i spojrzała na mnie.
Natalie: Okey. A karę? Masz kosmetyki?
Pisałam z Natalie jeszcze dobre pół godziny i w tym czasie szeptałam także z Rydel. Po godzinie spojrzałyśmy na słodko śpiących chłopaków. Czyli wygrałyśmy.
- Oli idź po kosmetyczkę. - szepnęła mi na ucho Rydel. Wykonałam jej polecenie. Cicho poszłam do pokoju wyjęłam kosmetyczkę wróciłam. Chłopcy nadal spali. Rozłożyłam wszystkie kosmetyki na stole. Po czym z dziewczynami wzięłyśmy się do roboty. Nasz kara polegała na zrobieniu makijażu chłopakom. I to nie lekkiego makijażu. Po skończonej robocie byłyśmy z siebie zadowolone. Chłopcy byli nie do poznania a najlepsze było to że ani jeden się nie obudził. Niestety jak na moje nieszczęście zbierając wszystko ze stołu przypadkowo strąciłam flakonik z perfumami robiąc lekki hałas. Jedak wystarczyło to by obudzić wszystkich.
- Co?! Gdzie?! Jak?!! - zaczęli krzyczeć przez siebie zaspani. Widząc ich wybuchnęłyśmy śmiechem. Widok czterech chłopców w make-upie to już za wiele. Tarzałyśmy się z dziewczynami po podłodze nadal rechocząc gdy nagle głos zabrał Riker.
- Stary co ty masz na twarzy? - spytał Rocky'ego. - I wy też. - wskazał palcem na resztę. Wszyscy zerwali się i podbiegli do lustra wiszącego na ścianie.
- Ja pierdole. - usłyszałam głos Ross'a. Tym razem my szybko zerwałyśmy się z miejsca i popędziłyśmy się przed nimi schować.
** Ross **
- Ja pierdole. - to jedyne co mogłem powiedzieć. Moja twarz świeciła i bolała z nadmiaru świecidełek dziewczyn. Z chłopakami postanowiliśmy najpierw zmyć to wszystko z twarzy a potem znaleźć dziewczyny. Nie zwlekając ani chwili pobiegliśmy do łazienki i zaczęliśmy czyścić twarze. Było bardzo trudno bo to gówno nie chciało się zmyć! A moja twarz nadal ma na sobie jakiś brokat! Mniej więcej wyczyszczeni pobiegliśmy szukać dziewczyn. Nigdzie och nie było.
- Dobre zagranie uciekły. - powiedział Riker.
- To co teraz zrobimy? Ona mogły uciec gdziekolwiek. Mogły nawet uciec z domu! - krzyknąłem.
- Cicho bo je wystraszysz. Spróbujmy spokojnie przeszukać dom a jak nie to pójdziemy ich szukać na dwór. Jest ciemno a same daleko nie uciekły. - oznajmił. Ma rację. Po tych słowach rozdzieliliśmy się. Ja sprawdzałem pokój Olivi i pokój Zack'a. Rocky sprawdzał kuchnię i sypialnię mamy Oli. Riker szukał w łazience i na strychu. A Ell'owi zostały wszystkie inne pomieszczenia. Po piętnastu minutach wszyscy spotkaliśmy się w holu.
- Widział je ktoś? - spytał Riker. Wszyscy pokręciliśmy przecząco głowami. - Zakładać kurtki idziemy ich szukać.
**Natalie**
Po naszym wybryku postanowiłyśmy wyjść z domu. Tak będzie bezpieczniej niż w domu gdyby nas znaleźli.
- Dziewczyny gdzie my idziemy? - spytała Olivia.
- Powiem ci że sama nie wiem. - oznajmiłam po chwili. Nagle usłyszałyśmy dźwięk telefonu.
- To mój, Riker dzwoni. Co zrobić? - spytała Oli.
- Nie odbieraj. Pewnie skapnęli się że nie ma nas w domu. - powiedziała Rydel.
- Wyśle mu sms'a okey? Może z jakąś wskazówką? Dajmy im się pomęczyć..
**Riker**
- Chłopaki mam sms'a ok Olivi.
- Co pisze? - zaciekawili się.
- '' Szukajcie wskazówki tam gdzie na świeżym powietrzu usiąść można". - przeczytałem na głos.
- Co? Nie rozumiem. - odparł Rocky.
- Idioci. 'Gdzie na świeżym powietrzu usiąść można'. To musi być jakaś ławka na podwórku ale gdzie? - w końcu Ross zabrał głos.
- Park! Wskazówka musi być w parku! - wydarł się Ell.
- Dobry pomysł! Kierunek park. - potwierdził Rocky.
- Chwila a dom zostawiamy otwarty? - spytałem.
- Tu są chyba klucze od domu. - Ross wskazał palcem na przedmiot na półce. Złapałem klucze zamknąłem dom i wszyscy ruszyliśmy w kierunku parku.
Dotarliśmy na miejsce po pięciu minutach. Każdy z nas musiał przejrzeć każdą ławkę. Na jednej na końcu parku ujrzeliśmy karteczkę. Skąd one wzięły do jasnej cholery kartkę?! I skąd długopis?!
- ' Dobra chłopaki koniec tych wskazówek. Jeśli to czytacie to nie jesteście tacy głupi jak myślałyśmy bo znaleźliście ją. BRAVO! A teraz się odwróćcie' - przeczytałem.
- BUU! - krzyknął ktoś za nami. Wszyscy jak na raz krzyknęliśmy z przerażenia.
- Ja pierdziele chłopaki to my. - powiedziała Rydel.
- Nigdy więcej nas nie straszcie! I za ten makijaż się zemścimy! - krzyknąłem.
- I mówi to gość co sam sobie wymyślił tą grę! - tym razem głos zabrała Olivia.
- Oj dobra! Teraz chodźmy to domu bo mi nogi odpadają! - Znów tym razem zwartą i pełną grupą ruszyliśmy do domu. Po kolei ustaliliśmy kto idzie do łazienki. Gdy wszyscy byliśmy gotowi poszliśmy spać. Dziewczyny do pokoju Olivi a my spaliśmy w salonie. Ale niech sobie nie myślą my i tak się zemścimy. A nasze zemsta będzie o wiele, wiele gorsza. Mogę im to obiecać...
***
Rozdział 7! <3 Nie wiem czy wam sie podoba
czy nie ale mi wcale! ;C
Ale nie o to!
Dzisiaj urodziny obchodzi nasz kochamy Riker <3
Matko to już 24! <33
Chłopak tak szybko dorasta :c
Mi nie zostało nic innego jak życzyć mu
dalszych sukcesów z zespołem,
szczęścia z Savannah, no i wszystkiego
co najlepsze <33
To do następnego! Całuski <3 :*
~ Tulimiś
niedziela, 8 listopada 2015
niedziela, 1 listopada 2015
Rozdział 6
Kolejny dzień spędzony w łóżku. Pogoda jak na złość nie sprzyja nawet w Californii. Burzowe chmury pokrywają całe niebo, a z chmur pada lekki deszczyk. Idealna pogoda na leniuchowanie. Mama wyszła spotkać się z jakąś koleżanką a brat jest gdzieś na mieście z nowo poznanym kolegą jak się nie mylę i dobrze usłyszałam nazywa się Lucas i ma 19 lat. Fajnie że mój brat koleguje się z kimś. Może nie będzie mnie już tak kontrolował. Robi się wkurzający. Nawet bardzo.
Wciąż nie mogę zapomnieć chwili spędzonych z Ross'em. Naszej pierwszej randki.. Było wręcz idealnie. Moje uczucia są mieszane. Z jeden strony bardzo chcę z nim być ale z drugiej nie będę mogła patrzeć jak cierpi gdy dowie się o chorobie. Życie jest nie sprawiedliwe. Będąc małym myślisz że wszystko będzie idealnie. Cudowna rodzina, rodzeństwo, przyjaciele. Gówno prawda! Z wiekiem dowiadujesz się że życie to niezła suka. Problemy stają się większe, a gdy najbardziej potrzebujesz wsparcia nigdy go nie dostajesz. Samotność to uczucie które doskwiera ci najczęściej. Z czasem próbujesz wszystko odbudować ale czy jest łatwo? Nigdy nie jest. W końcu osiągasz cel. Jesteś szczęśliwy ale ktoś zawsze czeka aż coś ci się nie uda. Ale jak to mówią : Trzeba doceniać to co się ma, bo życie może zabrać o wiele więcej.
Leżąc w łóżku poczuła lekkie mrowienie w tylnej kieszeni. Wiadomość.
Natalie; Hey. Co robisz? ;)
Olivia: Śpię. Daj mi spać.
Może i nie śpię ale nie mam ochoty na spotkanie.
Natalie: Otwórz drzwi.
Olivia: Dlaczego?
Natalie: Otwórz te drzwi cholerne bo marzniemy!
Co?! Czy ona tutaj jest? Ale że 'my' marzniemy?! To ona nie jest sama? Super! Miał być samotny dzień a teraz cała banda stoi za moimi drzwiami. Kocham ich oczywiście ale nie potrafią przeżyć beze mnie jednego dnia? Ech.. Właśnie! Oni stoją przed drzwiami.
Szybko zwlekłam się z łóżka i podreptałam do drzwi. Lekko je uchyliłam chcąc się z nimi podroczyć.
- Kto tam? - zapytałam próbując ukryć uśmiech.
- To my! Otwórz te cholerne drzwi bo marznę. - wykrzyknęła Natalie. Chyba jest nieźle zła. Postanowiłam nie ryzykować. Otworzyłam drzwi wpuszczając całą bandę. Natalie, Rydel, Ross'a, Riker'a, Rocky'ego i Ellington'a.
- Po co przyszliście? - spytałam spadając na miękką kanapę.
- My tutaj przychodzimy bo zbiera się na burzę. Chcemy z tobą posiedzieć bo wiem że się jej boisz. - Natalie mrugnęła do mnie. Mają rację trochę boje się burzy a na zewnątrz już się ściemnia - A ty cię pytasz 'po co przyszliśmy'? Czuję się urażona. - prychnęła.
- On no nie wkurzaj się. - powiedziałam i przytuliłam ją. Po tym wszyscy usiedliśmy na kanapie zastanawiając się co robić.
- Może oglądniemy telewizję? - spytał Ellington.
- Ell jesteś taki ułomny czy tylko udajesz?- spytała bruneta Natalie.
- Co? Czemu? - zapytał kompletnie zdezorientowany.
- Bo jakbyś nie zauważył na zewnątrz jest burza jak cholera!- wykrzyczała.
- No fakt. - burknął pod nosem a my wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Skończyło się na tym że chłopcy zwijali się po ziemi bez powodu a robiłyśmy im fotki. Czasami zastanawiam się czy oni kiedykolwiek dorosną. Choć w ogóle czego ja oczekuję? Że oni zmądrzeją? Nie możliwe.
- Chłopaki z czego wy się tak w ogóle śmiejecie? - zapytała Rydel.
- Nie wiemy. - odrzekli chórem. Teraz to my śmiałyśmy się z nich. Po ogarnięciu się postanowiliśmy normalnie porozmawiać.
Siedzieliśmy w salonie rozmawiając w najlepsze. Gdy w pewnym momencie w całym domu zapadła ciemność.
- Aaa! - ktoś pisnął jak mała dziewczynka. To pewnie Rydel albo Natalie.
- Kurwa mać, Rocky pokaż że jesteś facetem i się nie drzyj! Musieli wyłączyć prąd z powodu burzy idioto! - Krzyknął Riker, Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Byłam pewna że to któraś z dziewczyna ale Rocky? Życie jednak potrafi zaskakiwać.
- Sorry stary, tak jakoś wyszło. - oznajmił brunet.
- Wiecie co? Jestem głodna a wy? - spytałam. Wszyscy zgodzili się ze mną dlatego postanowiłam iść po chipsy. Stąpałam po woli po zimnych kafelkach próbując odnaleźć chipsy które wcześniej zostawiłam na blacie. Znalazłam moją zgubę i ruszyłam w kierunku salonu. Idąc jednak wpadłam na kogoś i obuje runęliśmy na ziemię.
- Aaa! Kto to? - spytałam próbując rozpoznać tajemniczą postać.
- To ja Ross. - odpowiedział. Podniosłam się z podłogi po czym otrzepałam swoje rurki.
- Gdzie reszta? - spytałam próbując namierzyć kogoś w ciemności.
- Nie wiem. Byłem w toalecie a jak wróciłem to ich nie było. - oznajmił od razu. Tylko mi nie mówcie że oni coś kombinują... Pozabijam ich gołymi rękami jeśli coś zrobią. - Mamy przerąbane. Bo jeżeli oni zniknęli to znaczy że mają jakiś zjebany plan. pewnie na to żeby nas wystraszyć. - oznajmił. Czyli moje przypuszczenia się sprawdziły.
- To co teraz zrobimy? - tym razem wyszeptałam.
- Spróbuj zachowywać się normalnie. - oznajmił także szeptem. Szliśmy pomału korytarzem. Postanowiliśmy ich poszukać. Ale raczej nam to nie wyjdzie bo prędzej pozabijamy się o własne nogi. Jest całkowicie ciemno a jedynie co nam daje światło to błyskawice co kilka minut. Scena jak z jakiegoś głupiego horroru. Zaraz coś wyskoczy z szafy albo z za ściany i nas zje. Znaczy z głodnym Rocky'm nic nie wiadomo, bo jak jest głody może zrobić wszystko.
Idąc ciemnym korytarzem nagle usłyszeliśmy huk.
- Słyszałeś? - szepnęłam do blondyna. Pokiwał jedynie twierdząco głową.
- Ten dźwięk dochodził z łazienki. Sprawdzamy? - spytał. Tym razem ma skinęłam głową na znak zgody. Powoli zbliżaliśmy się do celu. Im bliżej byliśmy tym wyraźniejsze szepty słyszeliśmy. Ross chwycił klamkę i jednym zwinnym ruchem wszedł do środka jednocześnie zapalając światło a szczęście prąd wrócił...
- Ja pierdole. - to jedyny wyraz jaki przeszedł mi przez gardło. Łazienka wyglądała jakby przeszło prze nią tornado. Mało tego ona pływała! Dosłownie pływała! Ludzie oni mi zalali łazienkę!
- Kto to zrobił? - wysyczałam przez zęby patrząc na każdego po kolei. Wszyscy praktycznie w tym samym momencie wskazali palcami na Rocky'ego.
- No, no Rocky.. Kto by przypuszczał że nie dożyjesz swojej 20.. - zbliżałam się powoli do niego. Widok jego przestraszonej miny był bezcenny.
- Dlaczego mam nie dożyć 20-stki? - spytał z przerażeniem na co ja jedynie się zaśmiałam.
- Zastanawiałeś się jak by to było gdyby ktoś znalazł cię martwego w zalanej łazience?
- Ym.. Trudne pytanie.. Ale Nie! - krzyknął i uciekł z łazienki a reszta za nim. Chciałam ruszyć w pogoń z nimi lecz poczułam silne ręce na mojej tali.
- Nie goń ich, nie warto. - Ross szepnął mi na ucho. Poczułam przyjemny dreszcz. Czy to możliwe że Ross tak na mnie działa?
- Ross. On zalał mi łazienkę. Matka mnie zabije. - powiedziałam cicho próbując oswobodzić się z jego uścisku. Na marne. Blondyn ma dwa razy więcej siły niż ja.
- Posprzątamy to. - zapewnił po czym sam rozluźnił uścisk. Razem udaliśmy się do salonu gdzie reszta siedziała jak na szpilkach.
- Dobra.. Teraz na poważnie musicie pomóc mi posprzątać łazienkę. - powiedziałam stanowczo. Wszyscy od razu się zgodzili. Czuje że to będzie ciężki wieczór.
**
Rozdział 6 jest! Nawet nie wiecie jak trudno było
mi się pofatygować żeby go napisać! ISTNY KOSZMAR!
Ale nie o tym! Jak wiecie może i nie dzisiaj URODZINY
OBCHODZI NASZ KOCHANY I NIE POWTARZALNY
ROCKY MARK LYNCH! Matko już 21 urodziny! Jak tyn czas
szybko leci. Niedawno mały chłopczyk *nie będę płakać*
No to jedynie co mi zostaje to życzyć mu 100 lat <3
Wciąż nie mogę zapomnieć chwili spędzonych z Ross'em. Naszej pierwszej randki.. Było wręcz idealnie. Moje uczucia są mieszane. Z jeden strony bardzo chcę z nim być ale z drugiej nie będę mogła patrzeć jak cierpi gdy dowie się o chorobie. Życie jest nie sprawiedliwe. Będąc małym myślisz że wszystko będzie idealnie. Cudowna rodzina, rodzeństwo, przyjaciele. Gówno prawda! Z wiekiem dowiadujesz się że życie to niezła suka. Problemy stają się większe, a gdy najbardziej potrzebujesz wsparcia nigdy go nie dostajesz. Samotność to uczucie które doskwiera ci najczęściej. Z czasem próbujesz wszystko odbudować ale czy jest łatwo? Nigdy nie jest. W końcu osiągasz cel. Jesteś szczęśliwy ale ktoś zawsze czeka aż coś ci się nie uda. Ale jak to mówią : Trzeba doceniać to co się ma, bo życie może zabrać o wiele więcej.
Leżąc w łóżku poczuła lekkie mrowienie w tylnej kieszeni. Wiadomość.
Natalie; Hey. Co robisz? ;)
Olivia: Śpię. Daj mi spać.
Może i nie śpię ale nie mam ochoty na spotkanie.
Natalie: Otwórz drzwi.
Olivia: Dlaczego?
Natalie: Otwórz te drzwi cholerne bo marzniemy!
Co?! Czy ona tutaj jest? Ale że 'my' marzniemy?! To ona nie jest sama? Super! Miał być samotny dzień a teraz cała banda stoi za moimi drzwiami. Kocham ich oczywiście ale nie potrafią przeżyć beze mnie jednego dnia? Ech.. Właśnie! Oni stoją przed drzwiami.
Szybko zwlekłam się z łóżka i podreptałam do drzwi. Lekko je uchyliłam chcąc się z nimi podroczyć.
- Kto tam? - zapytałam próbując ukryć uśmiech.
- To my! Otwórz te cholerne drzwi bo marznę. - wykrzyknęła Natalie. Chyba jest nieźle zła. Postanowiłam nie ryzykować. Otworzyłam drzwi wpuszczając całą bandę. Natalie, Rydel, Ross'a, Riker'a, Rocky'ego i Ellington'a.
- Po co przyszliście? - spytałam spadając na miękką kanapę.
- My tutaj przychodzimy bo zbiera się na burzę. Chcemy z tobą posiedzieć bo wiem że się jej boisz. - Natalie mrugnęła do mnie. Mają rację trochę boje się burzy a na zewnątrz już się ściemnia - A ty cię pytasz 'po co przyszliśmy'? Czuję się urażona. - prychnęła.
- On no nie wkurzaj się. - powiedziałam i przytuliłam ją. Po tym wszyscy usiedliśmy na kanapie zastanawiając się co robić.
- Może oglądniemy telewizję? - spytał Ellington.
- Ell jesteś taki ułomny czy tylko udajesz?- spytała bruneta Natalie.
- Co? Czemu? - zapytał kompletnie zdezorientowany.
- Bo jakbyś nie zauważył na zewnątrz jest burza jak cholera!- wykrzyczała.
- No fakt. - burknął pod nosem a my wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Skończyło się na tym że chłopcy zwijali się po ziemi bez powodu a robiłyśmy im fotki. Czasami zastanawiam się czy oni kiedykolwiek dorosną. Choć w ogóle czego ja oczekuję? Że oni zmądrzeją? Nie możliwe.
- Chłopaki z czego wy się tak w ogóle śmiejecie? - zapytała Rydel.
- Nie wiemy. - odrzekli chórem. Teraz to my śmiałyśmy się z nich. Po ogarnięciu się postanowiliśmy normalnie porozmawiać.
Siedzieliśmy w salonie rozmawiając w najlepsze. Gdy w pewnym momencie w całym domu zapadła ciemność.
- Aaa! - ktoś pisnął jak mała dziewczynka. To pewnie Rydel albo Natalie.
- Kurwa mać, Rocky pokaż że jesteś facetem i się nie drzyj! Musieli wyłączyć prąd z powodu burzy idioto! - Krzyknął Riker, Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Byłam pewna że to któraś z dziewczyna ale Rocky? Życie jednak potrafi zaskakiwać.
- Sorry stary, tak jakoś wyszło. - oznajmił brunet.
- Wiecie co? Jestem głodna a wy? - spytałam. Wszyscy zgodzili się ze mną dlatego postanowiłam iść po chipsy. Stąpałam po woli po zimnych kafelkach próbując odnaleźć chipsy które wcześniej zostawiłam na blacie. Znalazłam moją zgubę i ruszyłam w kierunku salonu. Idąc jednak wpadłam na kogoś i obuje runęliśmy na ziemię.
- Aaa! Kto to? - spytałam próbując rozpoznać tajemniczą postać.
- To ja Ross. - odpowiedział. Podniosłam się z podłogi po czym otrzepałam swoje rurki.
- Gdzie reszta? - spytałam próbując namierzyć kogoś w ciemności.
- Nie wiem. Byłem w toalecie a jak wróciłem to ich nie było. - oznajmił od razu. Tylko mi nie mówcie że oni coś kombinują... Pozabijam ich gołymi rękami jeśli coś zrobią. - Mamy przerąbane. Bo jeżeli oni zniknęli to znaczy że mają jakiś zjebany plan. pewnie na to żeby nas wystraszyć. - oznajmił. Czyli moje przypuszczenia się sprawdziły.
- To co teraz zrobimy? - tym razem wyszeptałam.
- Spróbuj zachowywać się normalnie. - oznajmił także szeptem. Szliśmy pomału korytarzem. Postanowiliśmy ich poszukać. Ale raczej nam to nie wyjdzie bo prędzej pozabijamy się o własne nogi. Jest całkowicie ciemno a jedynie co nam daje światło to błyskawice co kilka minut. Scena jak z jakiegoś głupiego horroru. Zaraz coś wyskoczy z szafy albo z za ściany i nas zje. Znaczy z głodnym Rocky'm nic nie wiadomo, bo jak jest głody może zrobić wszystko.
Idąc ciemnym korytarzem nagle usłyszeliśmy huk.
- Słyszałeś? - szepnęłam do blondyna. Pokiwał jedynie twierdząco głową.
- Ten dźwięk dochodził z łazienki. Sprawdzamy? - spytał. Tym razem ma skinęłam głową na znak zgody. Powoli zbliżaliśmy się do celu. Im bliżej byliśmy tym wyraźniejsze szepty słyszeliśmy. Ross chwycił klamkę i jednym zwinnym ruchem wszedł do środka jednocześnie zapalając światło a szczęście prąd wrócił...
- Ja pierdole. - to jedyny wyraz jaki przeszedł mi przez gardło. Łazienka wyglądała jakby przeszło prze nią tornado. Mało tego ona pływała! Dosłownie pływała! Ludzie oni mi zalali łazienkę!
- Kto to zrobił? - wysyczałam przez zęby patrząc na każdego po kolei. Wszyscy praktycznie w tym samym momencie wskazali palcami na Rocky'ego.
- No, no Rocky.. Kto by przypuszczał że nie dożyjesz swojej 20.. - zbliżałam się powoli do niego. Widok jego przestraszonej miny był bezcenny.
- Dlaczego mam nie dożyć 20-stki? - spytał z przerażeniem na co ja jedynie się zaśmiałam.
- Zastanawiałeś się jak by to było gdyby ktoś znalazł cię martwego w zalanej łazience?
- Ym.. Trudne pytanie.. Ale Nie! - krzyknął i uciekł z łazienki a reszta za nim. Chciałam ruszyć w pogoń z nimi lecz poczułam silne ręce na mojej tali.
- Nie goń ich, nie warto. - Ross szepnął mi na ucho. Poczułam przyjemny dreszcz. Czy to możliwe że Ross tak na mnie działa?
- Ross. On zalał mi łazienkę. Matka mnie zabije. - powiedziałam cicho próbując oswobodzić się z jego uścisku. Na marne. Blondyn ma dwa razy więcej siły niż ja.
- Posprzątamy to. - zapewnił po czym sam rozluźnił uścisk. Razem udaliśmy się do salonu gdzie reszta siedziała jak na szpilkach.
- Dobra.. Teraz na poważnie musicie pomóc mi posprzątać łazienkę. - powiedziałam stanowczo. Wszyscy od razu się zgodzili. Czuje że to będzie ciężki wieczór.
**
Rozdział 6 jest! Nawet nie wiecie jak trudno było
mi się pofatygować żeby go napisać! ISTNY KOSZMAR!
Ale nie o tym! Jak wiecie może i nie dzisiaj URODZINY
OBCHODZI NASZ KOCHANY I NIE POWTARZALNY
ROCKY MARK LYNCH! Matko już 21 urodziny! Jak tyn czas
szybko leci. Niedawno mały chłopczyk *nie będę płakać*
No to jedynie co mi zostaje to życzyć mu 100 lat <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

