niedziela, 18 października 2015

Rozdział 5

  ROZDZIAŁ NIE SPRAWDZONY! ZROBIĘ TO W WOLNEJ CHWILI! ;D



Zastanawialiście się kiedyś jak to jest być zakochanym ale wiedzieć że nie można być z tą osobą na zawsze? Wiedzieć że w każdej chwili można zostawić tą ukochaną osobę i odejść już na zawsze? Żyć w niepewności że to może ten dzień będzie tym ostatnim? Każda minuta może niebezpiecznie zbliżyć cię do końca.. Wszyscy dookoła kłamią mówiąc że 'będzie dobrze'... Nigdy nie jest pięknie.  Wielu uważa że miłość może przezwyciężyć wszystko ale czy miłość może przezwyciężyć śmierć? Wątpię.. Ja doskonale wiem jak to jest czuć to wszystko.. Wiem co to znaczy cierpieć i nie mieć siły już na nic. Budzić się i zasypiać z pytaniem 'Dlaczego to muszę być ja?' To pytanie ciągle krąży mi po głowie.. Ale to było mi pisane nie mogę tego zmienić.. Takie życie...
     Siedzę na parapecie wbijając wzrok w kręte uliczki Los Angeles. Jak zwykle piękna pogoda, wysokie temperatury dają o sobie znaki. Ale nie tym się przejmuję. Dzisiaj jest ten dzień kiedy mam randkę z Ross'em. Ciągle jednak przed oczami mam jego twarz zbliżającą się do mojej. Czuję jego ciepłe warki na moich. Nie mogę wymazać tego zdarzenia z pamięci. Nawet nie próbuję. Czułam wtedy coś czego jeszcze nigdy nie doświadczyłam. Miliony motyli latających w moim brzuchu...
   Godzina 14;00 właśnie wybiła na moim naściennym zegarku dając mi znać że nie mam dużo czasu na przygotowanie się do wyjścia. Zeskoczyłam z parapetu udając się w kierunku szafy. Jak zwykle gdy nie wiem w co się ubrać wywalam całą szafę. Dzisiaj musiało być tak samo. Żadne ubranie nie dostosowało się do moich wymagań... No bez żartów przecież coś musi się znaleźć! Przekopałam jeszcze raz szafę w końcu znajdując coś stosownego. Białe spodenki do tego niebieska bokserka i baleriny. Mam ubrać się wygodnie więc wolę nie ryzykować.

***
Zeszłam na dół dostając jednocześnie sms'a od blondyna z treścią że czeka już przed domem. Szybko wybiegłam z domu nie zwracając uwagi na to że wybiegłam w cienkim sweterku nie łapiąc nawet kurtki. Ross stał  opierając się o maskę swojego czarnego BMW. Podniósł lekko głowę a na jego twarzy widniał słodki, zadziorny uśmieszek. Był ubrany w standardowo czarne lekko podarte rurki, czarny T-shirt z napisem, na to bluza i oczywiście czarne vansy.
- Cześć - odezwałam się pierwsza oraz objęłam chłopaka w lekkim uścisku.
- Cześć księżniczko. - odezwał się po chwili. Księżniczko? Że on tak serio?
- Księżniczko? Czemu akurat tak? - zapytałam lekko się rumieniąc. Ten chłopak potrafi być romantyczny ale i wkurzający. W tej chwili był słodki. Patrzył na mnie tymi swoimi czekoladowymi oczami i szczerzył się jak głupi.
- A nie wiem, tak mi się jakoś powiedziało. - wzruszył ramionami. - To jedziemy? - zapytał. Siknęłam głową, wsiadając na przednie siedzenie obok chłopaka.
- Gdzie my w ogóle jedziemy? - zapytałam, zwracając się do chłopaka.
- Niespodzianka. - odpowiedział nie odrywając wzroku od drogi.
- Nie lubię niespodzianek. - powiedziałam szturchając blondyna w ramię.
- Jakaś ty niecierpliwa, księżniczko. - uśmiechnął się. Tia.. Ile razy ja to słyszałam. Po prostu nie lubię niespodzianek. Postanowiłam już nie nękać blondyna i spokojnie siedziałam na swoim fotelu. Przez całą drogę nie miałam pojęcia gdzie jesteśmy. Jechaliśmy jaką dróżką leśną, prowadzącą jak dla mnie donikąd. Zaczęło się lekko ściemniać a ja nadal zastanawiałam się po co on jedzie do lasu. Chce mnie zabić, poćwiartować i zakopać?! Nie Ross taki nie jest. Może jest szalony ale chyba nie do takiego stopnia.
- Gdzie jedziemy i daleko jeszcze? - jęknęłam i zaczęłam tupać nogą.
- Już nie daleko. Nie denerwuj się . - powiedział. Resztę drogi byliśmy cicho. Blondyn zaparkował auto, wyszedł z samochodu i udał się w kierunku drzwi od strony pasażera tak gdzie siedziałam ja. Otworzył je i pomógł wyjść. Stanęłam na równym podłożu obserwując blondyna. Sięgał po coś z bagażnika.  Tym 'czymś' okazał się być koszyk piknikowy. Czuje że będzie fajnie. Chłopak złapał mnie za rękę kierując w przeciwną stronę od samochodu. Poprosił bym przytrzymała przez chwile koszyk aby on mógł zawiązać mi oczy. Bez wahania zgodziłam się choć nie wiedziałam co może siedzieć m w głowie. Zawiązał mi oczy bandamką po czym odebrał ode mnie koszyk. Złapał moją dłoń i zaczął iść. Nie mam pojęcia jedynie gdzie.
- Ross zaraz się wywrócę nic nie widzę. - powiedziałam o mało nie potykając się o swoje własne nogi.
- To cię złapie. - powiedział zaciskając mocniej moją dłoń. Dam sobie rękę uciąć że teraz zaczął się szczerzyć. Ten jego denny, śliczny uśmieszek. Nie odezwałam się już. Nie wiem ile szliśmy i gdzie szliśmy nie wiedziałam nic! W końcu stanęliśmy w miejscu. Ross kazał  mi się nie ruszać, nawet nie ściągać opaski. Słyszałam że coś rozkłada ale wyciąga. ciekawość zżerała mnie od środka. Dyskretnie podciągnęłam bandamkę do góry tak by blondyn tego nie zauważył. Widziałam że rozkłada koc i wykłada różne jedzenie na koc. Jaki romantyczny..
- Ej! Mówiłam że masz nie podglądać! - oburzył się.
- Oj nie gniewaj się - powiedziałam podchodząc do niego i całując lekko jego policzek. Uśmiechnął się.
- I tak już skończyłem. - powiedział spoglądając na mnie. Ściągnął mi opaskę z oczu. Zaniemówiłam. Koc i jedzenie już widziałam ale widoki... Staliśmy na wysokim wzniesieniu z którego widać było piękną Californię. Może nie całą ale to wystarczało by zadowolić każdego człowieka. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu.
- Pięknie, co? - zapytał. A ja tylko kiwnęłam głową. Nie mogłam wydać z siebie nawet najkrótszego wyrazu.
- Zjemy coś? - kolejne pytanie padło z jego ust.
- Pewnie. - w końcu coś z siebie wydusiłam..

***
Wierzycie w to że jedna osoba może dać ci więcej szczęścia co dziesięć innych? Ja owszem. Piknik z Ross'em to zdecydowanie najlepszego co mnie w życiu spotkało. Chłopak jest na prawdę szalony, zabawny.. i mogę wymieniać w nieskończoność. Jest idealny. Przede wszystkim romantyczny.
     Teraz leżymy na kocu i patrzymy w gwieździste niebo. Lekki wietrzyk muska moje policzki powodując przyjemny dreszczyk. Jestem szczęśliwa jak nigdy wcześniej. Nigdy nie marzyłam o takim czymś. W jednej chwili sen stał się rzeczywistością.
- Widzisz spadająca gwiazda. - odezwał się blondyn. Faktycznie.. Po niebie szybko przesunął się jasny punkcik. - pomyśl życzenie. - wyszeptał do mojego ucha. "Niech życie zacznie mnie zaskakiwać". Może nie typowe marzenie ale chcę przez ten krótki czas zaszaleć. Nie zostało mi go dużo więc trzeba korzystać z życia puki się je ma.
- A ty pomyślałeś? - zapytałam. Chłopak kiwnął głową. - Jakie masz życzenie?
- Nie mogę ci powiedzieć bo się nie spełni. - uśmiechnął się. - Widzisz tamtą gwiazdę? - spytał. Tiaa.. Widzę pełno gwiazd.
- Jest ich dużo. - oznajmiłam i zachichotałam.
- No ale tą największą. Co tak błyszczy. - Próbowałam ją dostrzec nie wiem czy mi się to udało ale namierzyłam wzrokiem jedną.
- No widzę ale nie wiem czy to ta. - popatrzyłam na blondyna.
- Nie ważne.. Może mówimy o tej samej.. Ale od teraz nazywa się Olivia. - skierował wzrok na mnie. Jego tęczówki błysnęły. Nie wiem jak to dostrzegłam ale wiem że tak było.
- Dlaczego nazwałeś ją moim imieniem? - zapytałam.
- Bo jest tak samo piękna jak właścicielka tego imienia. - dobrze że było ciemn bo tak słowo że moje policzki było koloru czerwieni. Uśmiechnęłam się w jego stronę. Nagle nasze spojrzenia się spotkały. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Po raz kolejny. Byliśmy niebezpiecznie blisko. W pewnym momencie jego usta dotknęły moich. znów mogłam poczuć ich smak...

***
Jest i rozdział 5. :*
Nie rozpisuje się ;*
To do następnego!
Całuski <3

~ Tulimiś

piątek, 9 października 2015

Rozdział 4


Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila
Dla mnie ogromny uśmiech na twarzy! <3




*Olivia*
   Minął już tydzień. Codzienne spotykanie się z Natalie i jej paczką utwierdzają mnie w tym że ich lubię. Nawet bardzo. Z Rossem jestem coraz bliżej. Nie chcę tego ale gdy jestem przy nim zapominam o Bożym Świecie. Nie wiem co się ze mną po prostu dzieje. Przy nikim nie czuje się tak bezpiecznie i wyjątkowo jak przy nim. Traktuje mnie jak księżniczkę. Najgorsze w tym jest to że mi się to podoba.
    Dzisiaj znów mam się z nim spotkać. Szybko wygramoliłam się z łóżka. Oczywiście nie zapominając o tym by zaliczyć upadek. Podniosłam się i podreptałam do szafy. Mam się ładnie ubrać choć nie wiem dlaczego. Spotykamy się na jednej naszej potajemnej miejscówce w parku. Odkryłam to miejsce oczywiście z Ross'em. Nikt o niej nie wie prócz nas. I właśnie to jest w tym magiczne. Odkryliśmy to miejsce idąc na spacer. Ross przypadkowo potknął się wpadając w krzaki. Pociągnął mnie za sobą po czym sturlaliśmy się po małej górce lądując na miękkiej trawie. A gdy wstaliśmy zobaczyliśmy że jesteśmy w miejscu otoczonym pięknymi wierzbami. Były tak zasadzone jakby na środku miało zostać kółko. Parę razy przyszłam tam sama by wszystko przemyśleć. Gdy nie było mnie w domu on dobrze wiedział gdzie mnie szukać... Dzisiaj mamy się tam spotkać i pogadać a później coś tam porobić.
     Szybko wybrałam zestaw który składał się z białego crop top'a, czarnej spódniczki oraz balerinek. Zeszłam na dół podśpiewując sobie cicho. Weszłam do kuchni stając przed lodówką.
- Hej siostra jak się spało? - spytał mój brat przeciągając się ospale we framudze drzwi.
- Wyśmienicie. - odpowiedziałam wyciągając z szafki mleko. Wyciągnęłam płatki i zalałam je mlekiem.
- coś ty taka z skowronkach i dla kogo się tak odstawiłaś? - spytał z uśmiechem. Teraz zrozumiałam że nawet nie wiem dlaczego się tak ciesze. Przecież to kolejne spotkanie ze znajomymi...
- A wiesz że nie wiem? - odpowiedziałam. - I tak nie pytaj wiem że to ma sens.. - zaśmiałam się jedząc swoje śniadanie.
- Ale ja też nie wiem.. - powiedział przeżuwając swoje śniadanie.
- Ach.. Jesteś głupi wiesz? - powiedziałam żartobliwie odkładając miskę do zmywarki.
- Tak wiem.. Ty też! - po tych słowach pobiegłam do salonu łapiąc najbliższą poduszkę. Cicho zakradłam się znów do kuchni zamachując się i uderzając brata w głowę. Zamach chyba był silny bo upadł na ziemię.
- Ejj! Pogięło cię? - krzyknął.
- Może.. - odpowiedziałam podchodząc do niego i podając mu rękę. Jednak Zack zamiast wstać pociągnął mnie za rękę. Upadłam prosto na niego. Dlaczego on musi taki być?! Gr..
- Idiota.. - mruknęłam podnosząc się z podłogi. Usłyszałam jeszcze krótkie 'dziękuje' i wyszłam z kuchni.
                                                                                                    **

 Zegarek wskazywał godzinę 15;24. Siedziałam w pokoju przyglądając się plakatom wiszącym przede mną na ścianie. Cicho westchnęłam tym razem spoglądając na sufit. Z Ross'em umówiłam się o 16. Mam masę czasu... Ale warto czekać. Nie wiem czemu ale w środku czuje dziwne ciepło. To normalne? Ech.. Nie wiem.. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam..
    Postanowiłam teraz się tym nie przejmować. Wstałam z łóżka podchodząc do okna. Pogoda była idealna. Wyszłam na balkon. Przeszedł po mnie przyjemny dreszcz czując lekki wietrzyk. Pełno ludzi chodziło po mieście. Jedni spacerowali, drudzy pośpiesznie spoglądali na zegarek pewnie by się nie spóźnić. Całe miasto tętniło życiem.. Ostatni raz spojrzałam w dół. Potem weszłam do domu znów spoglądając na zegarek. 15;48. No trochę sobie popatrzyłam na tych ludzi. Mam jeszcze 12 minut. Spokojnie zdążę dojście do naszej tajemnej miejscówki. Złapałam małą torebkę po czym wpakowałam do niej telefon, portfel, małą szczotkę do włosów oraz błyszczyk. Gdy się już ogarnęłam zeszłam na dół, i wyszłam z domu. Oczywiście baleriny miałam od początku na sobie. Ruszyłam wolnym krokiem z stronę parku. Lekki wietrzyk rozwiewał moje włosy. Coraz bliżej byłam mojego celu tym bardziej dziwnie się czułam. Stanęłam przed małymi krzaczkami. Odgarnęłam je ręką i po pomału zeszłam po górce. Przeszłam pomiędzy liśćmi wierzby i zamarłam. Na środku można powiedzieć 'kółka' wierzb stał mały stolik z dwoma krzesłami a na nim ciasto, dwa talerze oraz szampan. A kto obok tego? Ross! Stałam w bez ruchu nie wiedząc co po prostu zrobić. To co zrobił było piękne. Samotna łezka spłynęła mi po policzku. Jeszcze nikt nie zrobił czegoś takiego dla mnie.
- Podoba się? - spytał podchodząc do mnie. Poczułam ogarniające mnie ciepło.
- Ja.jaa nie wiem co powiedzieć.. - wyjąkałam się.
- Nic nie mów.. Choć no tu. - powiedział rozkładając swoje ręce. Podeszłam do  niego mocno ściskając. Jego ciepły oddech na mojej szyi poczułam od razu. Ross lekko gładził moje włosy. Czułam się wyjątkowo. Niechętnie oderwałam się od niego spoglądając w jego czekoladowe oczy.
- Masz ochotę na ciasto? - spytał promiennie. Siknęłam głową. Chłopak złapał mnie za rękę pociągając w stronę stolika. Odsunął mi krzesło. Usiadłam na nim a on szybko wskoczyła na drugie. Zaczęliśmy pałaszować. Boże jakie to ciasto było dobre!
- Emm.. Ross? Jakim cudem przytachałeś tu ten stolik i krzesełka? - spytałam kończąc ciasto.
- No nie powiem łatwo nie było ale się udało. - powiedział szczerząc się. Odwzajemniłam jego gest. W jednej chwili wstałam i wolnym krokiem ruszyłam w stronę wierzb, Odgarnęłam rękami liście a moim oczom ukazał się mały strumyczek. Jeszcze nigdy nie widziałam równie pięknego miejsca. W moich snach nawet takich nie było. Poczułam czyjeś ręce na biodrach.
- Pięknie tu prawda? - spytał Ross. Jak tylko kiwnęłam głową. Nie mogłam po prostu nic powiedzieć. Byłam w szoku. - Olivia.. - przeciągnął odwracając mnie w swoją stronę ale nie spojrzałam na niego. Bałam się.. - Olivia spójrz na mnie... - nic.. Nie podniosłam głowy nawet na centymetr. Patrzyłam jedynie na czubki swoich balerinek. Chłopak widząc to podniósł lekko mój podbródek. Musiałam wtedy na niego spojrzeć. Jego czekoladowe oczy było już praktycznie czarne. - Olivia.. Ja chciałem... Ech.. Wiem że wcześniej mi nie wyszło ale proszę cię daj mi szansę. Na prawdę mi się podobasz. Proszę umów się ze mną. Ja.. Jaa daj mi jeszcze jedną szansę.. - powiedział wciąż na mnie patrząc. Znów zamarłam. On na prawdę się stara a ja go po prostu olewam..
- Ross... Jaa.. - wyjąkałam.
- Takk. Wiem nie chcesz. Przepraszam nie pow.. - nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Ross zgadzam się.. Umówię się z tobą. - sama nie wierzyłam w to co mówię. Ale on mi się podoba. Nawet bardzo nie mogę go odtrącać.
- Na prawdę? - pisnął jak mała dziewczynka.
- Tak, na prawdę. - powiedziałam z uśmiechem. Chłopak złapał mnie za biodra lekko podnosząc i obracając kilka razy. Śmiałam się jak najęta. Mocno zakręciło mi się w głowie. Chłopak przestał i postawił nie znów na równym podłożu. Próbowałam prosto ustać ale mi się to nie udało. Gdy próbowałam ruszyć z miejsca zachwiałam się i wpadłam prosto w ramiona blondyna. Znów spojrzałam w jego oczy. Jego źrenice gwałtownie się powiększyły. Zaczął się do mnie powoli zbliżać. Tak jak ja do niego. Nie panowałam nad swoim ciałem. Byliśmy milimetry od siebie. Nasze czoła się stykały. W końcu to nastąpiło. Nie wierze pocałowałam Ross'a.  Chłopaka którego nie dawno odtrącałam. On jest wyjątkowy teraz to wiem..


***
Ka bum ludzie! <3 Jest rozdział 4! ;*
Mamuśku udało się xD :D Taki na spontana.
Ostatnia tylko takie piszę xd
I co sądzicie o tym pocałunku?
Olivia powinna zaufać Ross'owi?
Ale to może nie teraz xd :*
Jak już wcześniej pisałam krótkie cytaty
no to teraz też. Proszę ;

'' Wszytko się kończy..
Wszystko przemija..
Sen się kończy....
Marzenie omija...
Jednak jest coś co nigdy nie opuści
To nadzieja , która do ostatnich chwil
Twojego życia nie odpuści" ~ Ja ♥

~ Tulimiś


    

piątek, 2 października 2015

Rozdział 3

 ** Ross **
  Dlaczego ona uciekła? Zrobiłem coś nie tak? Nie wiem.. Wszystko zrypałem. Może się wystraszyła? Przecież znam ją jakieś 3 może 4 godziny! Po co tak szybko pytałem? Ale ona była jakaś wystraszona.. Boi się mnie? Tysiące myśli przebiegało mi teraz przez głowę. Dziwne uczucie dostać kosza. Ale ja się nie poddam! Jak mi na czymś zależy to się nie poddam! A teraz zależy mi bardzo. Choć nie wiem dlaczego.. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia? Ach.. Nie wiem. Ale ona jest taka piękna, słodka i pachnie owocami leśnymi.. Kurde ale ja jestem głupi! Zawaliłem to!
Z takimi oto rozmyśleniami postanowiłem wrócić do reszty. Ale co ja im powiem? Że uciekła ode mnie? Nie no coś wymyśle. Właśnie stąpałem po zimnym już piasku. Wszyscy wciąż siedzieli przy lekko gasnącym ognisku. Podszedłem do nich i usiadłem koło Riker'a.
- Gdzie Olivia? Przecież pobiegłeś za nią. - Kurde! Musiała zapytać.. Myśl Ross, myśl!
- Emm.. No,, Ona się źle poczuła! Tak źle się poczuła i poszła do domu! - krzyknąłem. Ech.. Ma się głowę do wymówek.
- Na pewno? Coś się długo zastanawiałeś. - zapytała podejrzliwie Rydel.
- Na pewno. - potwierdziłem. Choć wiem że to kłamstwo.
- No dobra. Powiedzmy że ci wierze. - powiedziała już spokojna. Upiekło mi się! Uff! Tylko żeby Olivia miała taką samą wersję jak ja! Wiem co zrobić.
- Natalie.. Pożyczysz mi telefon? - zapytałem. Niech się zgodzi, niech się zgodzi!
- Ymm. Tak.. Ale po co ci? - spytała podając mi komórkę.
- Chcę zadzwonić.. Wiesz mi się kasa na koncie skończyła. - wyznałem. Heh.. Kolejna wymówka.
- Ross? - zwróciła się do mnie Rydel. - Przecież rano doładowywałeś za 50.. - była zaskoczona. Fakt doładowywałem. Moje wymówki się już psują!
- Wiesz Rydel - zawahałem się. - wygadałem już. - powiedziałem i odbiegłem od reszty. Szybko odblokowałem telefon przyjaciółki. Wszedłem na kontakty i zacząłem przeglądać kontakty. Tak nie chcę nigdzie dzwonić. Muszę znaleźć numer Olivi! Przewijam, przewijam i nic! Kolejne kilka kontaktów i jest! Szybko zapisałem go sobie a potem udawałem tylko że prowadzę rozmowę. Niby się rozłączyłem i wróciłem na miejsce. Oddałem telefon Natt i zaczęliśmy normalnie rozmawiać.

** Olivia **

Jestem już w swoim domku. Ech.. Wiem spanikowałam. Źle zrobiła że tek uciekłam i go zostawiłam ale ja się wystraszyłam. Ross mi się podoba ale ja nie mogę się z nim umówić. Nie lubię ranić ludzi i z nim będzie tak samo. Nie ma wyjątków. Wystarczy że po mojej śmierci cierpieć będzie mam i Zack.
- Hey Oli. - przywitał się ze mną właśnie przed chwilą wspomniany chłopak.
- Hey - uśmiechnęłam się ciepło. Ech jego obecność jest dla mnie ważna. Przy nim czuję się dobrze. Mam najlepszego brata pod słońce.
- Co dzisiaj robiłaś? Słyszałem od mamy że długo cię nie było. - powiedział zaciekawiony. A co mi tam powiem mu.
- No zaczęło się tak *...* I to tyle. - powiedziałam. Ech opowiedziałam mu wszystko nawet to o Ross'ie! Ufam bratu i wiem że nie powie mamie.
- Łoł! Natalie? Ciekawe. - ucieszył się.- Ale dlaczego nie zgodziłaś się na randkę z tym Ross'em? - zapytał. - Bo z tego co opowiedziałaś to on ci się sis podoba! - znów jego uśmieszek. Łoł Zack nie wkurzył się że jakiś chłopak w ogóle ze mną rozmawiał! Robi chłopak postępy! Zawsze wszystkich spławiał a tu proszę!
- Wiesz dlaczego.. - posmutniałam. Chłopak widząc to od razu mnie przytulił.
- Oli.. Nie poddawał się to da się wyleczyć. - powiedział.
- Nie Zack! Jest już za późno! Mam padaczkę a wykryto ją za późno! Nie ma dla mnie ratunku zrozum to w końcu! Ja odejdę i to w niedługim czasie! - krzyknęłam i zaczęłam głośniej płakać.  Dlaczego on tego w końcu nie zrozumie?! Wiem że mu ciężko mnie też ale on ma całe życie przed sobą!  Może założyć szczęśliwą rodzinę, może pracować! a ja? Ja nic! Brat już nic nie powiedział. Posiedzieliśmy jeszcze chwile po czym pożegnał się i wyszedł. Ja siedziałam na kanapie i myślałam nad wszystkim. Nad życiem, które za niedługo skończę na tej ziemi. O Rossie chłopaku którego tak brzydko potraktowałam. O rodzinie, która będzie przeze mnie cierpiała. I tak w kółko. Lecz usłyszałam dźwięk przychodzącego Sms'a. Zdziwiłam się. Nieznany numer. Ale i tak odczytałam wiadomość:

** Hey, przepraszam cię. Wiem że zepsułem wszytko tym pytaniem. Nie chciałem cię wystraszyć albo coś. Po prostu mi się spodobałaś.. Wybaczysz mi kiedyś? - Ross♥ **

Ło! Czy on dał serduszko na końcu? No nie źle nie wiem odpisać czy nie.
- Odpisz mu. - usłyszałam głos nad sobą. Podniosłam głowę i zobaczyła Zack'a.
- Dlaczego wyszedłeś bez pukania?! I dlaczego czytasz moje wiadomości?! - wkurzyła się ale i lekko speszyłam. Jak on może?! Kurcze przeczytał ta wiadomość!
- No przepraszam! Tylko zerknąłem. - bronił się. Ja tylko pokręciłam zrezygnowana głowa.
- Ale co ja mam mu odpisać? - spytałam brata. On wyrwał mi telefon z ręki i zaczął coś pisać. Chciałam mu go wyrwać ale był za wysoki. Nienawidzę go! Nie wiem co on mu nawet pisze! Po mich nieudanych próbach chłopak w końcu oddał mi telefon. Przeczytałam wiadomość;

** Ross nie się nie stało. Oczywiście że ci wybaczę. Przepraszam za moją reakcję. - Olivia♥ **

Czy jego porąbało!? I jeszcze to serce?!
- Człowieku powaliło cię?! - wykrzyczałam. - Treść jeszcze spoko ale to serce mogłeś oszczędzić! Przecież on może sobie coś pomyśleć!
- Ym.. Z tego co wiem to on ci się podoba! Chciałem ci pomoc.. - powiedział cicho.
- Ale ja nie chce żeby on cierpiał! Nie chce żeby ktokolwiek cierpiał! - dodałam kolejnego sms'a. Znów od Ross'a brat podszedł do mnie i przeczytał treść

** Ulżyło mi. Jeszcze nigdy mi na nikim tak nie zależało jak na tobie ;) Przepraszam teraz muszę kończyć idę pomóc Rydel. Dobranoc. Kolorowych ;* **

Nie powiem jest słodki. Ech.. Tym razem to ja mu odpisze nie Zack! Nie dam mu już nigdy telefonu do ręki! Przecież on jest nie obliczalny! Odpisze mu:

** Powodzenia ci życzę :) Tobie też kolorowych :* **

I wyślij! Chwila, chwila chwila! Czy ja mu właśnie wysłałam buziaczka?! Dobra bije mi na głowę. Wyprosiłam brata z pokoju. Przez całą drogę do drzwi kreślił serduszka w powietrzu. Co za dureń! Szybko złapałam piżamę, wieczorna toaleta i ciepła kołderka! Spać...

** Ross **

Nie wierze! Jeszcze nie wszystko stracone! I jeszcze to serduszko i buziaczek! Czyli mam jeszcze szansę! Boże dziękuje ci! Ze szczęścia to ja nawet przez tydzień na X-box'ie mogę nie grać! Nie no chyba się zapędziłem.. Wiadomo że będę grał ale nie teraz! Teraz idę pomóc Rydel.
Po skończonej pomocy szybko wziąłem prysznic, umyłem zęby i rzuciłem się na łóżko. Byłem padnięty ale nie mogłem spać! Dlaczego? Myślałem o Olivi.. Dała mi drugą szansę.. Kurczę! Musze napisać do Olivi i ta moją wymówkę! Bierzemy się do roboty:

** Hey, Olivia :) Sorki że tak późno piszę ale mam sprawę. No bo wiesz po tym jak uciekłaś z plaży to ja wróciłem do reszty i pytali się o ciebie. Powiedziałem im że się źle poczułaś.. Zostaniemy przy tej wersji? Nie chcę żeby zaczęli się czepiać.. To jak? ~ Ross :* **


Chwile potem odpisała:

** Okey, możemy zostać przy tej wersji :) Na pewno nie zaczęli by się czepiać.. Chyba :) Heh.. Dobra jeśli się zgodzisz to pójdę spać :) Dobranoc znów ;* **

** Dobranoc ;* **

Ostatnia moja wiadomość i głęboki sen...

***
Bum, bum! Jest rozdział 3! <3
Co myślicie o chorobie Oli? :( Kurczę
A co myślicie.. Ross powinien mieć nadzieje?
Ross rozkocha w sobie Olivię? :)
Dowiecie się w przyszłych rozdziałach!
Teraz proszę o komentarze! <3
Do następnego! Pozdrawiam <3

~ Tulimiś