ROZDZIAŁ NIE SPRAWDZONY! ZROBIĘ TO W WOLNEJ CHWILI! ;D
Zastanawialiście się kiedyś jak to jest być zakochanym ale wiedzieć że nie można być z tą osobą na zawsze? Wiedzieć że w każdej chwili można zostawić tą ukochaną osobę i odejść już na zawsze? Żyć w niepewności że to może ten dzień będzie tym ostatnim? Każda minuta może niebezpiecznie zbliżyć cię do końca.. Wszyscy dookoła kłamią mówiąc że 'będzie dobrze'... Nigdy nie jest pięknie. Wielu uważa że miłość może przezwyciężyć wszystko ale czy miłość może przezwyciężyć śmierć? Wątpię.. Ja doskonale wiem jak to jest czuć to wszystko.. Wiem co to znaczy cierpieć i nie mieć siły już na nic. Budzić się i zasypiać z pytaniem 'Dlaczego to muszę być ja?' To pytanie ciągle krąży mi po głowie.. Ale to było mi pisane nie mogę tego zmienić.. Takie życie...
Siedzę na parapecie wbijając wzrok w kręte uliczki Los Angeles. Jak zwykle piękna pogoda, wysokie temperatury dają o sobie znaki. Ale nie tym się przejmuję. Dzisiaj jest ten dzień kiedy mam randkę z Ross'em. Ciągle jednak przed oczami mam jego twarz zbliżającą się do mojej. Czuję jego ciepłe warki na moich. Nie mogę wymazać tego zdarzenia z pamięci. Nawet nie próbuję. Czułam wtedy coś czego jeszcze nigdy nie doświadczyłam. Miliony motyli latających w moim brzuchu...
Godzina 14;00 właśnie wybiła na moim naściennym zegarku dając mi znać że nie mam dużo czasu na przygotowanie się do wyjścia. Zeskoczyłam z parapetu udając się w kierunku szafy. Jak zwykle gdy nie wiem w co się ubrać wywalam całą szafę. Dzisiaj musiało być tak samo. Żadne ubranie nie dostosowało się do moich wymagań... No bez żartów przecież coś musi się znaleźć! Przekopałam jeszcze raz szafę w końcu znajdując coś stosownego. Białe spodenki do tego niebieska bokserka i baleriny. Mam ubrać się wygodnie więc wolę nie ryzykować.
***
Zeszłam na dół dostając jednocześnie sms'a od blondyna z treścią że czeka już przed domem. Szybko wybiegłam z domu nie zwracając uwagi na to że wybiegłam w cienkim sweterku nie łapiąc nawet kurtki. Ross stał opierając się o maskę swojego czarnego BMW. Podniósł lekko głowę a na jego twarzy widniał słodki, zadziorny uśmieszek. Był ubrany w standardowo czarne lekko podarte rurki, czarny T-shirt z napisem, na to bluza i oczywiście czarne vansy.
- Cześć - odezwałam się pierwsza oraz objęłam chłopaka w lekkim uścisku.
- Cześć księżniczko. - odezwał się po chwili. Księżniczko? Że on tak serio?
- Księżniczko? Czemu akurat tak? - zapytałam lekko się rumieniąc. Ten chłopak potrafi być romantyczny ale i wkurzający. W tej chwili był słodki. Patrzył na mnie tymi swoimi czekoladowymi oczami i szczerzył się jak głupi.
- A nie wiem, tak mi się jakoś powiedziało. - wzruszył ramionami. - To jedziemy? - zapytał. Siknęłam głową, wsiadając na przednie siedzenie obok chłopaka.
- Gdzie my w ogóle jedziemy? - zapytałam, zwracając się do chłopaka.
- Niespodzianka. - odpowiedział nie odrywając wzroku od drogi.
- Nie lubię niespodzianek. - powiedziałam szturchając blondyna w ramię.
- Jakaś ty niecierpliwa, księżniczko. - uśmiechnął się. Tia.. Ile razy ja to słyszałam. Po prostu nie lubię niespodzianek. Postanowiłam już nie nękać blondyna i spokojnie siedziałam na swoim fotelu. Przez całą drogę nie miałam pojęcia gdzie jesteśmy. Jechaliśmy jaką dróżką leśną, prowadzącą jak dla mnie donikąd. Zaczęło się lekko ściemniać a ja nadal zastanawiałam się po co on jedzie do lasu. Chce mnie zabić, poćwiartować i zakopać?! Nie Ross taki nie jest. Może jest szalony ale chyba nie do takiego stopnia.
- Gdzie jedziemy i daleko jeszcze? - jęknęłam i zaczęłam tupać nogą.
- Już nie daleko. Nie denerwuj się . - powiedział. Resztę drogi byliśmy cicho. Blondyn zaparkował auto, wyszedł z samochodu i udał się w kierunku drzwi od strony pasażera tak gdzie siedziałam ja. Otworzył je i pomógł wyjść. Stanęłam na równym podłożu obserwując blondyna. Sięgał po coś z bagażnika. Tym 'czymś' okazał się być koszyk piknikowy. Czuje że będzie fajnie. Chłopak złapał mnie za rękę kierując w przeciwną stronę od samochodu. Poprosił bym przytrzymała przez chwile koszyk aby on mógł zawiązać mi oczy. Bez wahania zgodziłam się choć nie wiedziałam co może siedzieć m w głowie. Zawiązał mi oczy bandamką po czym odebrał ode mnie koszyk. Złapał moją dłoń i zaczął iść. Nie mam pojęcia jedynie gdzie.
- Ross zaraz się wywrócę nic nie widzę. - powiedziałam o mało nie potykając się o swoje własne nogi.
- To cię złapie. - powiedział zaciskając mocniej moją dłoń. Dam sobie rękę uciąć że teraz zaczął się szczerzyć. Ten jego denny, śliczny uśmieszek. Nie odezwałam się już. Nie wiem ile szliśmy i gdzie szliśmy nie wiedziałam nic! W końcu stanęliśmy w miejscu. Ross kazał mi się nie ruszać, nawet nie ściągać opaski. Słyszałam że coś rozkłada ale wyciąga. ciekawość zżerała mnie od środka. Dyskretnie podciągnęłam bandamkę do góry tak by blondyn tego nie zauważył. Widziałam że rozkłada koc i wykłada różne jedzenie na koc. Jaki romantyczny..
- Ej! Mówiłam że masz nie podglądać! - oburzył się.
- Oj nie gniewaj się - powiedziałam podchodząc do niego i całując lekko jego policzek. Uśmiechnął się.
- I tak już skończyłem. - powiedział spoglądając na mnie. Ściągnął mi opaskę z oczu. Zaniemówiłam. Koc i jedzenie już widziałam ale widoki... Staliśmy na wysokim wzniesieniu z którego widać było piękną Californię. Może nie całą ale to wystarczało by zadowolić każdego człowieka. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu.
- Pięknie, co? - zapytał. A ja tylko kiwnęłam głową. Nie mogłam wydać z siebie nawet najkrótszego wyrazu.
- Zjemy coś? - kolejne pytanie padło z jego ust.
- Pewnie. - w końcu coś z siebie wydusiłam..
***
Wierzycie w to że jedna osoba może dać ci więcej szczęścia co dziesięć innych? Ja owszem. Piknik z Ross'em to zdecydowanie najlepszego co mnie w życiu spotkało. Chłopak jest na prawdę szalony, zabawny.. i mogę wymieniać w nieskończoność. Jest idealny. Przede wszystkim romantyczny.
Teraz leżymy na kocu i patrzymy w gwieździste niebo. Lekki wietrzyk muska moje policzki powodując przyjemny dreszczyk. Jestem szczęśliwa jak nigdy wcześniej. Nigdy nie marzyłam o takim czymś. W jednej chwili sen stał się rzeczywistością.
- Widzisz spadająca gwiazda. - odezwał się blondyn. Faktycznie.. Po niebie szybko przesunął się jasny punkcik. - pomyśl życzenie. - wyszeptał do mojego ucha. "Niech życie zacznie mnie zaskakiwać". Może nie typowe marzenie ale chcę przez ten krótki czas zaszaleć. Nie zostało mi go dużo więc trzeba korzystać z życia puki się je ma.
- A ty pomyślałeś? - zapytałam. Chłopak kiwnął głową. - Jakie masz życzenie?
- Nie mogę ci powiedzieć bo się nie spełni. - uśmiechnął się. - Widzisz tamtą gwiazdę? - spytał. Tiaa.. Widzę pełno gwiazd.
- Jest ich dużo. - oznajmiłam i zachichotałam.
- No ale tą największą. Co tak błyszczy. - Próbowałam ją dostrzec nie wiem czy mi się to udało ale namierzyłam wzrokiem jedną.
- No widzę ale nie wiem czy to ta. - popatrzyłam na blondyna.
- Nie ważne.. Może mówimy o tej samej.. Ale od teraz nazywa się Olivia. - skierował wzrok na mnie. Jego tęczówki błysnęły. Nie wiem jak to dostrzegłam ale wiem że tak było.
- Dlaczego nazwałeś ją moim imieniem? - zapytałam.
- Bo jest tak samo piękna jak właścicielka tego imienia. - dobrze że było ciemn bo tak słowo że moje policzki było koloru czerwieni. Uśmiechnęłam się w jego stronę. Nagle nasze spojrzenia się spotkały. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Po raz kolejny. Byliśmy niebezpiecznie blisko. W pewnym momencie jego usta dotknęły moich. znów mogłam poczuć ich smak...
***
Jest i rozdział 5. :*
Nie rozpisuje się ;*
To do następnego!
Całuski <3
~ Tulimiś
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz