wtorek, 29 grudnia 2015

Happy Birthday Ross.


Jak wam wiadomo może i nie dzisiaj URODZINY OBCHODZI NASZ GŁÓWNY BOHATER OPOWIADANIA ALE I NASZ IDOL ROSS LYNCH! <33
To już dwudzieste urodziny! Nie wierze... Ten czas tak szybko leci :'( 
Doszły mnie słuchy że nasz solenizant ma spędzić swoje urodziny w Las Vegas! To na pewno będą szalone urodziny!
Nie zostaje mi nic innego jak życzyć mu wszystkiego najlepszego, rozwoju swojej kariery, szczęścia z Courtney <3, i oczywiście by zawsze byli taką zgraną ekipą jak są <3
HAPPY BIRTHDAY ROSS <3! 







~ Tulimiś






poniedziałek, 28 grudnia 2015

Rozdział 9

** Ross **

Kiedyś nie miałem pojęcia jak to jest być zakochanym. Czuć te wszystkie motylki w brzuchu, tęsknotę za kimś lub coś podobnego. Były to kompletnie obce dla mnie uczucia. Ale wtedy pojawiła się ona. Urocza blondynka, która nieświadomie poprzewracała mi w głowie. Zakochałem się  w niej? Nie mam pojęcia. Może jednak? Jej śmiech jest muzyką dla moich uszu. Uwielbiam jak się śmieje, jak na mnie patrzy, jaka jest wesoła. Czasami jednak wiedzę w jej oczach smutek. Ale dlaczego? Przecież ona jest idealna więc dlaczego jest smutna? Będę musiał z nią porozmawiać. Jest 18;00 więc czemu się do niej nie wybrać.
  Szybko przebrałem się w czarno-czerwoną koszulę w kratę oraz czarne rurki. Wychodząc z domu założyłem czarne vans'y i powiedziałem krótkie 'wychodzę' do chłopaków którzy grali na konsoli w salonie.
  Przemierzałem uliczki Californii napawając się ciepłymi promieniami słonecznymi. Było bardzo gorąco. Nie rozumiałem dlaczego nie przemyślałem tego wcześniej i dlaczego ubrałem się na czarno? Moje myślenie przerasta wszystkich.
  Rozmyślają dotarłem w końcu pod dom Olivii. Ale co ja mam jej powiedzieć? Wejść i rzucić 'Cześć, widzę że choć się śmiejesz jesteś smutna dlaczego?'. Przecież na pewno nie powie mi od razu. Ja ją przekonam.
  Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem dzwonkiem. Musiałem trochę poczekać lecz w końcu usłyszałem dźwięk przekręcanego zamka. Drzwi otworzyły się a w nich stanął jakiś wysoki brunet. Może to jej chłopak? Poczułem dziwne ukłucie w okolicach serca. To zazdrość? Tak, chyba jestem o nią trochę zazdrosny trochę bardzo.
- Cześć, co cię tu sprowadza? - zapytał nieznajomy.
- Ymm.. Cześć jest może Olivia? - spytałem trochę poddenerwowany.
- Tak jest u siebie. Tak w ogóle jestem Zack brat Oli. - przedstawił się. Poczułem ulgę. To jej brat. Tylko i wyłącznie brat.
- Ross. - wyciągnąłem do niego rękę którą od razu uścisnął. - To gdzie mogę znaleźć Olivię?
- Po schodach do góry. Szukaj fioletowych drzwi. - zaśmiał się i mnie przepuścił. Wszedłem do góry zapominając nawet by ściągnąć buty. Odnalazłem wskazane przez chłopaka drzwi, wszedłem do środka i zamarłem.Olivia leżałam nieprzytomna na ziemie. Podbiegłem do niej i zacząłem krzyczeć oraz trząść nią aby się obudziła. Po chwili do pokoju wbiegł Zack. Gdy zobaczył swoją siostrę oznajmił mi abym wziął ją na ręce zaprowadził do samochodu. Od razu wykonałem polecenie i po kilku minutach byliśmy koło szpitala. Tym razem Zack przejął Olivię i wbiegł do środka. Ja stałem na parkingu opierając się o samochód. Nie mogłem się ruszyć. Strasznie się o nią bałem. A jeśli to coś poważnego? Nie wybaczę sobie jeśli coś jej się stanie. Nie wiem nawet ile ona tam leżała.
   Tym razem zerwałem się szybko i biegiem wszedłem do środka.
- Przepraszam gdzie jest teraz Olivia Evans? - spytałem pulchną recepcjonistkę to 50-siątce.
- Jest pan kimś z rodziny?
- Ymm... Jestem jej chłopakiem. - odpowiedziałem szybko.
- Dobrze. Jest na sali 153. - szybko podziękowałem kobiecie i udałem się pod odpowiednie drzwi. Gdy byłem pod salą zobaczyłem Zack'a skulonego na krześle. Głowę miał ukrytą w kolanach i słychać było cichy szloch.
- Zack? Co z nią? Co się stało że nagle zemdlała? - zapytałem go. Podniósł  głowę i spojrzał na mnie czerwonymi od płaczu tęczówkami.
- Nie powiedziała ci? - spytał przecierając oczy rękawem bluzy.
- Ale co miała mi powiedzieć? - spytałem zdezorientowany. O co mu chodzi? Co ona mi nie powiedziała?
- Yyy.. Ja ci nie mogę tego powiedzieć. Ona powinna to zrobić. I zrobi jeśli będzie na to gotowa proszę nie naciskaj na nią. - oznajmił. W tym momencie z sali dziewczyny wyszedł lekarz.
- Doktorze ci z nią? - spytał Zack.
- Jej stan jest stabilny. Jest bardzo zmęczona i osłabiona. - oznajmił po chwili. - Jest tu może matka pacjentki? - spytał.
- jeszcze nie. Dzwoniłem po nią. Zaraz powinna tu być. - znów odezwał się chłopak.
- Jeśli się zjawi proszę wezwać ją do mojego gabinetu. - Zack przytaknął głową.
- Można do niej wejść? - Tym razem ja zabrałem głos.
- Oczywiście. Tylko pojedynczo i na chwilę. Proszę jej nie męczyć. - pokiwaliśmy głowami na znak zrozumienia po czym lekarz znikł z naszego pola widzenia.
- Wejdź do niej pierwszy. Ja poczekam. - oznajmił Zack. Podziękowałem mu po czym otworzyłem drzwi do sali dziewczyny...

** Oczami Olivii**

Przed chwilą był u mnie lekarz. Nienawidzę szpitali, To miejsce kojarzy mi się tylko i wyłącznie z bólem i cierpieniem. Jesteś zamknięty  w czterech ścianach z tymi wszystkimi aparaturami, kablami i wszystkim. Ale już do tego przywykłam. W New York'u ciągle bywałam w szpitalu.
  Poje rozmyślenia przerwało skrzypnięcie drzwi. Do mojej sali wszedł nie kto inny jak Ross. Ale jakim cudem?
- Hey Olivia. - powiedział i usiadł koło mnie na krzesełku.
- Hey. - powiedziałam cicho.
- Jak się czujesz? Nic cię nie boli? Zawołać lekarza? - wystrzelił jak z procy. Może to trochę słodkie że się martwi ale przecież nic mi się nie stało prawda?
- Ross. Nie. Nic mi nie jest. - oznajmiłam od razu.
- Mam do ciebie jedno pytanie. - spojrzałam na niego. W jego oczach nie było już tych wesołych iskierek. Jego czy były przygaszone, był smutny. Przeze mnie.
- Pytaj.
- Bo przed salą, zapytałem Zack'a czy wszystko w tobą w porządku a on powiedział tylko tyle 'nie powiedziała ci?'. O co chodzi? O czym mi nie powiedziałaś/ - zapytał spokojnie. Zamurowało mnie. Przecież nie mogę mu wyznać prawdy. Choć bardzo bym chciała. Boję się jego reakcji. A jak się wkurzy i mnie zostawi? Albo po prostu będzie się nade mną litował? Nie chcę tego, choć wiem że nie mówiąc prawdy go ranię.
- Co? Nie wiem o czym mówisz. - powiedziałam nie pewnie.
- Olivia wiem że kłamiesz, proszę powiedz mi.
- To nic takiego. W New York'u często bywałam w szpitali po prostu często choruje. Nie jestem taka odporna jak wszyscy. - wyznałam już bardziej pewnie. Może kłamię ale nie potrafię, nie jestem gotowa by wyznać mu całą prawdę, mój sekret odkąd pamiętam. Tylko moja rodzina wie o moim stanie zdrowia i chcę by na razie tak zostało.
- Oh, okey. - odparł po chwili.
- Ross mam pytanie.. - chłopak skinął głową dając znak że mam kontynuować. - Jakim cudem dowiedziałeś się w jakim szpitalu leżę?
- Aa.. No bo tak na prawdę to ja cię znalazłem na podłodze i przyjechałem tutaj z twoim bratem i z tobą, tylko byłaś nie przytomna. A na recepcji to prostu powiedziałem że jesteś moją dziewczyną i powiedzieli mi gdzie dokładnie leżysz. - wyszczerzył się.
- Nie mogłeś powiedzieć że jestem twoją siostrą? - zapytałam. Siostra w sumie była by też dobrą opcją.
- No spanikowałem, okey? To pierwsze co mi na myśl przyszło. - wytłumaczył a uśmiechem. - Moja dziewczyno. - dodał po chwili.
- Wyjdź za drzwi i przemyśl swoje zachowanie. - wskazałam palce na drzwi. - 'Mój chłopaku' - zrobiłam cudzysłów w powietrzu.
- Wiedziałem że mnie kochasz. - jego uśmiech stał się jeszcze większy.
- Tak, tak wmawiaj sobie a potem rozczarowanie. - dźgnęłam go palcem w brzuch. On jest niemożliwy. Ale może ma racje? Tak Ross mi się podoba. Ale czy ja go kocham? Nie mam pojęcia..
- Pff.. Ja i tak wiem swoje! - udawał obrażonego.
- Nie pffaj mi tu. - powiedziałam. - Tylko mnie przytul. - dodałam cicho, ponieważ miałam nadzieję że nie usłyszy.
- Co tylko chcesz księżniczko. - po chwili byłam w objęciach blondyna. To najlepsze co może cię spotkać w życiu. Czuć że jesteś kochana i bezpieczna. Jego ramiona są jak lek na cierpienie...


***

Elo, elo, elo! No to już 9 rozdział! <33
Nie ogarniam tylko jednego!
Ile osób z innych krajów odwiedziło mój blog!
Oto statystyki;
Polska - 570 wyświetleń
Kenia - 57 wyświetleń
Stany Zjednoczone - 37 wyświetleń
Holandia - 20 wyświetleń
Rosja - 15 wyświetleń
Francja - 2 wyświetlenia
Niemcy - 1 wyświetlenie
Wielka Brytania - 1 wyświetlenie
Indie - 1 wyświetlenie
Łotwa - 1 wyświetlenie
Singapur - 1 wyświetlenie

Po prostu DZIĘKUJĘ! i nie wierze
że tyle osób z innych krajów odwiedziło
mój blog! To na prawdę podnosi na duchu
i daje małą satysfakcję <3
To chyba tyle! Jeszcze raz dziękuje <3
Pozdrawiam :*

~ Tulimiś







piątek, 11 grudnia 2015

Rozdział 8

    Wstałam wcześnie rano, próbując nie obudzić nikogo. Wymknęłam się po cichu ze swojego pokoju, zeszłam po schodach stając na środku salonu. No tak chłopcy śpią w salonie. Dziwnie śpią w salonie. Ellington śpi na stole, Riker leży na Ross'ie na podłodze a Rocky rozłożony jest na całej kanapie. Ktoś tu chyba w nocy nieźle kopie.
   Weszłam do kuchni łapiąc patelnie i dużą drewniana łyżkę kuchenną. Może to co teraz zrobię jest straszne ale w końcu mój dom ja rządzę! Udałam się do salonu z narzędziami w ręce, ostrożnie podeszłam do śpiących chłopaków a następnie mocno uderzyłam łyżką op patelnię.
- Wstawać! Teraz! Już! - krzyknęłam na cały głos powtarzając wcześniejszą czynność. Udało mi się ich obudzić, jeśli tak to można nazwać.
- Co do kurwy?! - krzyczy Ross, z wystraszoną miną.
- Budzę was nie widać? - spytałam udając niewinną.
- Co się stało?! Co za huk?! Wszyscy cali?! Natalie leć po apteczkę! - Rydel zaczęła się wydzierać wbiegając do salonu.
- Spokojnie! Nikomu nic nie jest. Po prostu ich budziłam. - wzruszyłam ramionami. Chyba ją nieźle wystraszyłam.
   Natalie dołączyła do nas ze zdezorientowaną miną a ja zaczęłam się śmiać.
- Rocky mam pytanie. - oznajmiłam po chwili.
- Hmm? - wtula głowę w poduszkę próbując nadal spać.
- Czy ty czasem w nocy nie kopiesz? Tak choć troszeczkę? - pytam rozbawiona.
- To już wiem dlaczego mnie tak plecy bolą i dlaczego opałem na ziemi. - oznajmił Riker.
- Stary, na ziemi?! Spałeś na mnie! - krzyknął oburzony Ross. Riker jedynie kiwnął ręką i zaczął się śmiać. My razem z nim.
   Wszyscy zjedliśmy śniadanie przyrządzone przez Natalie. Od kiedy ona potrafi gotować?! Po skończonym posiłku razem z Natalie pożegnałyśmy Rydel i chłopaków, którzy musieli wracać do siebie.
- Fajnie było co? - spytałam Natalie zbierając brudne talerze i zanosząc je do zmywarki.
- Bardzo - zaśmiała się.
- Co robimy przez resztę dnia? - spytała brunetka rozsiadając się na dużej kanapie.
- Możemy iść na zakupy... Muszę sobie kupić jakąś sukienkę, spodenki czy coś... - oznajmiłam. Natalie wybałuszyła oczy patrząc na mnie z niedowierzaniem.
- Ty.. ty chcesz kupić sukienkę?! - zapytała ze śmiechem. Uderzyłam ją lekko w ramie kiwając głową.

**W centrum handlowym**

- A może ta? - spytałam znudzona. Już od 30 minut staram się znaleźć sobie jakąś sukienkę a otrzymuję tylko 'nie pasuje ci', 'ten kolor był modny w tamtym sezonie'. I tego typu podobne rzeczy.
- Ta! Ta będzie dla ciebie idealna! - przypatrzyłam się białej sukience , z gdzie nie gdzie koronkowymi wstawkami.


Szybko udałam się do przymierzalni.
- Pokaż się! - usłyszałam po chwili.
- Idę już! - wyszłam z przymierzalni z wielkim uśmiechem. Jednak nie zastałam tak tylko Natalie. Obok dziewczyny stali także Ross i Riker. Spuściłam wzrok czując na sobie ich wzrok.
- Łał.. - powiedział Ross.
- Ślicznie wyglądasz.- odezwał się tym razem Riker.
- Ross? - zwróciła się do niego Natalie.
- Ta..? - zapytał wciąż na mnie patrząc.
-  Ślinisz się.. - zaczęła się śmiać z Riker wraz z nią. Poczułam jak moje policzki płoną jeszcze bardziej.
- Co?! Ja nie! - powiedział przecierając rękawem buzię.
- Taa.. Wcale.. Olivia bierzemy ją! Idź się przebrać i przyjdź do kasy, będę tam na ciebie czekała. - oznajmiła a ja odwróciłam się wchodząc do przymierzalni. Szybko ubrałam się we wcześniejsze ciuchy, odsłoniłam zasłonę (no to coś w przymierzalni czy się zasłania. xd Uznajmy - od aut.) dostrzegając prosto przeze mną uśmiechniętego Ross'a.
- Część - powiedział z zadziornym uśmieszkiem.
- Um.. Hej. - powiedziałam spuszczając głowę.

Dlaczego on tak na mnie działa?! Za jakie grzechy?!

- Nie ukrywaj ich.. - powiedział łapiąc mój podbródek dwoma palcami i unosząc go lekki o górę. Chcąc nie chcąc musiałam spojrzeć w jego piękne, czekoladowe oczy.  Mrugnął do mnie a ja znów poczułam piekące policzki. - Są piękne. - powiedział po chwili. - spojrzałam na niego pytająco. - No twoje rumieńce. - oznajmił z większym uśmiechem.
- Dziękuje. - powiedziałam cicho. - Ja.. umm.. Muszę iść, Natalie czeka..- oznajmiłam. Dlaczego ja się tak wstydzę?! Tylko on tak na mnie działa! Ugh..
Ruszyłam przed siebie niepewnym krokiem.
- Olivia! - krzyknął za mną Ross. Odwróciłam się krzyżując z nim wzrok. - A pożegnanie? - spytał radośnie nadstawiając policzek. Wywróciłam oczami podchodząc z powrotem. Lekko nachyliłam się do jego policzka lecz w ostatniej sekundzie przewrócił głowę całując mnie w usta. Byłam oszołomiona lecz po chwili zaczęłam oddawać pocałunki. Z każdą sekundą całował mnie bardziej zachłannie. Każdy pocałunek był wypełniony uczuciami.
- Eww! - usłyszeliśmy za sobą. Oderwałam się od chłopaka patrząc na małego chłopczyka z misiem w ręce patrzącego na nas swoimi słodkimi oczkami.
- Cześć jak masz na imię? - ukucnęłam przed nim uśmiechając się miło.
- Tony! - krzyknął z wielkim uśmiechem. Był taki słodki. - A ty?
- Olivia. - wyciągnęłam do niego dłoń którą leciutko uścisnął.
- Ile masz lat?
- Tsy! - pokazał mi trzy małe paluszki.
- A więc Tony, gdzie twoja mamusia? - wtrącił się tym razem Ross, podchodząc do chłopczyka. Oczy małego momentalnie zaszkliły się.
- Ja nie wiem. Posłem po zabawkę i się zgubiłem. - powiedział. Przytuliłam go podnosząc z ziemi.
- Nie martw się idziemy szukać twojej mamusi. - powiedziałam a on zaczął piszczeć z radości. Złapałam torbę z sukienką po czym zaczęliśmy rozglądać się po sklepie po tym jak Tony spróbował nam opisać swoją mamę.
- Boże Tony! - usłyszeliśmy z boku. Dostrzegłam starszą blond włosom  kobietę  zmierzającą z naszym kierunku.
- Mama! - krzyknął chłopczyk. Odstawiłam go za ziemię a on szybko podbiegł do swojej rodzicielki.
- Tak się bałam, że coś ci się stało! - krzyknęła z wielką ulgą w głosie. Po chwili podeszła do nas z uśmiechem.
- Dziękuje ci dziewczynko, że  się nim zaopiekowałaś i tobie chłopcze również.
- Ale to zasługa Olivi.. - powiedział mój towarzysz.
- Dziękuje dzieci  a teraz muszę iść.  Chłopcze dbaj o swoją dziewczynę. Wyrośnie z niej dobry człowiek.
- Ale my..
- Oczywiście. - powiedział szybko Ross Obejmując mnie w talii. - Do widzenia.
- Do widzenia dzieci. - pożegnała się i odeszła wraz z chłopczykiem.
- Ross ale my nie jesteśmy razem. - spojrzałam na niego.
- No wiem ale tak powiedziałem. - powiedział zadowolony.
- O Matko! Natalie! Zapomniałam o niej! Ross ja muszę iść.. - podeszłam do niego szybko przytuliłam mówiąc szybkie 'Cześć' i odeszłam.
- Pa księżniczko! - usłyszałam w zamian.

** Dwie godziny później **

Siedziałam na łóżku myśląc nad tym co się dzisiaj stało. 'Śliniący' się Ross, pocałunek, bycie jego 'dziewczyną'.  Po odejściu od niego poczułam dziwne uczucie. Tęsknotę? Nie na pewno nie. Jak mogę za nim tęsknić nie widząc go tylko 5 minut? To wszystko jest jakieś chore.
Postanowiłam już nie rozmyślać nad tym co było tylko udałam się do łazienki by trochę się ogarnąć. Spojrzałam w lustro. Wystraszyłam się. Moje włosy sterczały  w każdy możliwy kierunek. Wyglądałam okropnie. Szybko rozczesałam włosy wiążąc je w niechlujnego koka. Z tylnej kieszeni wyciągnęłam telefon i zrobiłam sobie selfie.
Wyszłam z łazienki powolnym krokiem. Kręciło mi się w głowie. Widziałam mroczki przed oczami. Lecz po chwili nie widziałam już nic...

***
Jak myślicie co się stało Olivi??!!
Hhe.. Tylko ja wiem xd ;*
Przepraszam za długą nieobecność. Tak jakoś wyszło.
Nie miałam weny na pisanie!
No to chyba tyle! Do następnego!
Pozdrawiam :*

~ Tulimiś

niedziela, 8 listopada 2015

Rozdział 7

   Męczarnie trwały około 2 godzin. Jednak wszyscy sobie poradziliśmy i ogarnęliśmy dom. Najgorzej było jak sądzę w łazience która przed dwoma godzinami 'pływała'. W czasie sprzątanie dostałam sms'a od mamy z informacją że zostaje u swojej koleżanki na noc twierdząc że jest już późno a na na nogach nie będzie chciało jej się wracać bo jest za daleko i z taką samą informacją tylko jeśli chodzi o Zack'a. W sumie to fajnie bo nie będę musiała jak zawsze kłócić się o wszystko z bratem choć jeden dzień.
   Właśnie wszyscy odpoczywaliśmy na kanapie oglądając jakąś komedię która szczerze mówiąc nie była tak bardzo ciekawa.
- Rocky chyba mam dla ciebie karę. - powiedziałam odwracając wzrok od telewizji. Wszystkie pary oczu skierowały się na mnie.
- Okey.. Ale błagam oszczędź mnie ja nic takiego nie zrobiłem. - powiedział ze skruchą
- Dla ciebie zalanie mojej łazienki i 'NIC'? - dała nacisk na to słowo. - To ja nie chce wiedzieć co to dla ciebie 'COŚ'. - odpowiedziałam udając złą. Oczywiście nie byłam na niego wkurzona ale chciałam żeby tak pomyślał, ponieważ wszystko ma swoje granice i że za błędy trzeba płacić.
- Och, dobra, dobra! Teraz gadaj co za kara.. - powiedział zrezygnowany.
- Jestem głodna więc ty gotujesz kolacje! - krzyknęłam.
- Czekaj, ale ty jesteś tego pewna? - zapytał Ross. - Przecież my się otrujemy. On nawet kanapki sobie zrobić nie potrafi!
- Ej! Tyle to ja jeszcze potrafię! - oburzył się. Wszyscy spojrzeli na niego jak na idiotę i pokręcili przecząco głowami.
- Po tym co teraz słyszę to boje się puścić Rocky'ego do mojej kuchni. - oznajmiłam. - Zamówimy pizze ale nie bój się kara cię nie ominie. - zwróciłam się do chłopaka. Wszyscy zgodzili się ze mną a po kilku minutach siedzieliśmy w salonie zajadając się pizzą.
- Dziewczyny chcecie zostać u mnie na nic bo mama nocuje u koleżanki a brat u kolegi? Proszę! - zrobiłam słynne oczka ze szreka i złączyłam ręce jak do modlitwy.
- Okey! - krzyknęły oby dwie i na raz zerwały się z kanapy by zadzwonić do rodziców. wróciły po kilku minutach z wielkimi bananami na twarzy oznajmiając że zostają.
- A my?! Czuję się pokrzywdzony! - zaczął wydzierać się Ellington a po chwili wtulił się w Rocky'ego i udawał że płaczę. Rocky postanowił zrobić to samo i skończyło się ta tym że pozwoliłam zostać chłopcom. Ale nie dlatego że 'płakali' tylko dlatego że nie mogłam znieść ich wycia.
- Ej mam pomysł! - krzyknął Riker. Wszyscy spojrzeli na niego wyczekująco. - Spróbujmy dzisiaj przez całą noc nie spać. Róbmy cokolwiek żeby nie spać. Kto jednak zaśnie jak się obudzi to nie wiem.,. Wymyślimy coś w trakcie. I jak? - spytał.
- Dla mnie okey. - powiedziałam. Nie mam pojęcia czy dam radę ale wolę jutro nie obudzić się na jakimś odludziu albo gdzieś. Czasami zadziwia mnie myślenie chłopaków. Z jedne strony fajny pomysł z drugiej się ich boje. Wszyscy jednak zgodzili się i zaczęliśmy na razie od oglądania horroru ,,Wzgórza mają oczy'' (Szczerze polecam ten horror. Sama oglądałam. Nie słaby nie straszny. ~ od aut.<3). Oczywiście nie obyło się bez krzyków na kilku scenach ale zadziwi mnie to że tym razem wszyscy krzyczeliśmy nawet chłopcy. Po skończonym horrorze widać było po niektórych że ledwo utrzymują powieki. Postanowiłam napisać do Natalie sms'a.
Olivia: Natt. Siedźmy teraz cicho. Może zasną i w ogóle jaką karę im damy jak zasną?
Natalie wyjęła telefon, jak sądzę przeczytała sms'a i spojrzała na mnie.
Natalie: Okey. A karę? Masz kosmetyki?
Pisałam z Natalie jeszcze dobre pół godziny i w tym czasie szeptałam także z Rydel. Po godzinie spojrzałyśmy na słodko śpiących chłopaków. Czyli wygrałyśmy.
- Oli idź po kosmetyczkę. - szepnęła mi na ucho Rydel. Wykonałam jej polecenie. Cicho poszłam do pokoju wyjęłam kosmetyczkę wróciłam. Chłopcy nadal spali. Rozłożyłam wszystkie kosmetyki na stole. Po czym z dziewczynami wzięłyśmy się do roboty. Nasz kara polegała na zrobieniu makijażu chłopakom. I to nie lekkiego makijażu. Po skończonej robocie byłyśmy z siebie zadowolone. Chłopcy byli nie do poznania a najlepsze było to że ani jeden się nie obudził. Niestety jak na moje nieszczęście zbierając wszystko ze stołu przypadkowo strąciłam flakonik z perfumami robiąc lekki hałas. Jedak wystarczyło to by obudzić wszystkich.
- Co?! Gdzie?! Jak?!! - zaczęli krzyczeć przez siebie zaspani. Widząc ich wybuchnęłyśmy śmiechem. Widok czterech chłopców w make-upie to już za wiele. Tarzałyśmy się z dziewczynami po podłodze nadal rechocząc gdy nagle głos zabrał Riker.
- Stary co ty masz na twarzy? - spytał Rocky'ego. - I wy też. - wskazał palcem na resztę. Wszyscy zerwali się i podbiegli do lustra wiszącego na ścianie.
- Ja pierdole. - usłyszałam głos Ross'a. Tym razem my szybko zerwałyśmy się z miejsca i popędziłyśmy się przed nimi schować.

** Ross **
- Ja pierdole. - to jedyne co mogłem powiedzieć. Moja twarz świeciła i bolała z nadmiaru świecidełek dziewczyn. Z chłopakami postanowiliśmy najpierw zmyć to wszystko z twarzy a potem znaleźć dziewczyny. Nie zwlekając ani chwili pobiegliśmy do łazienki i zaczęliśmy czyścić twarze. Było bardzo trudno bo to gówno nie chciało się zmyć! A moja twarz nadal ma na sobie jakiś brokat! Mniej więcej wyczyszczeni pobiegliśmy szukać dziewczyn. Nigdzie och nie było.
- Dobre zagranie uciekły. - powiedział Riker.
- To co teraz zrobimy? Ona mogły uciec gdziekolwiek. Mogły nawet uciec z domu! - krzyknąłem.
- Cicho bo je wystraszysz. Spróbujmy spokojnie przeszukać dom a jak nie to pójdziemy ich szukać na dwór. Jest ciemno a same daleko nie uciekły. - oznajmił. Ma rację. Po tych słowach rozdzieliliśmy się. Ja sprawdzałem pokój Olivi i pokój Zack'a. Rocky sprawdzał kuchnię i sypialnię mamy Oli. Riker szukał w łazience i na strychu. A Ell'owi zostały wszystkie inne pomieszczenia. Po piętnastu minutach wszyscy spotkaliśmy się w holu.
- Widział je ktoś? - spytał Riker. Wszyscy pokręciliśmy przecząco głowami. - Zakładać kurtki idziemy ich szukać.

**Natalie**
Po naszym wybryku postanowiłyśmy wyjść z domu. Tak będzie bezpieczniej niż w domu gdyby nas znaleźli.
- Dziewczyny gdzie my idziemy? - spytała Olivia.
- Powiem ci że sama nie wiem. - oznajmiłam po chwili. Nagle usłyszałyśmy dźwięk telefonu.
- To mój, Riker dzwoni. Co zrobić? - spytała Oli.
- Nie odbieraj. Pewnie skapnęli się że nie ma nas w domu. - powiedziała Rydel.
- Wyśle mu sms'a okey? Może z jakąś wskazówką? Dajmy im się pomęczyć..

**Riker**
- Chłopaki mam sms'a ok Olivi.
- Co pisze? - zaciekawili się.
- '' Szukajcie wskazówki tam gdzie na świeżym powietrzu usiąść można". - przeczytałem na głos.
- Co? Nie rozumiem. - odparł Rocky.
- Idioci. 'Gdzie na świeżym powietrzu usiąść można'. To musi być jakaś ławka na podwórku ale gdzie? - w końcu Ross zabrał głos.
- Park! Wskazówka musi być w parku! - wydarł się Ell.
- Dobry pomysł! Kierunek park. - potwierdził Rocky.
- Chwila a dom zostawiamy otwarty? - spytałem.
- Tu są chyba klucze od domu. - Ross wskazał palcem na przedmiot na półce. Złapałem klucze zamknąłem dom i wszyscy ruszyliśmy  w kierunku parku.
  Dotarliśmy na miejsce po pięciu minutach. Każdy z nas musiał przejrzeć każdą ławkę. Na jednej na końcu parku ujrzeliśmy karteczkę. Skąd one wzięły do jasnej cholery kartkę?! I skąd długopis?!
- ' Dobra chłopaki koniec tych wskazówek. Jeśli to czytacie to nie jesteście tacy głupi jak myślałyśmy bo znaleźliście ją. BRAVO! A teraz się odwróćcie' - przeczytałem.
- BUU! - krzyknął ktoś za nami. Wszyscy jak na raz krzyknęliśmy z przerażenia.
- Ja pierdziele chłopaki to my. - powiedziała Rydel.
- Nigdy więcej nas nie straszcie! I za ten makijaż się zemścimy! - krzyknąłem.
- I mówi to gość co sam sobie wymyślił tą grę! - tym razem głos zabrała Olivia.
- Oj dobra! Teraz chodźmy to domu bo mi nogi odpadają! - Znów tym razem zwartą i pełną grupą ruszyliśmy do domu. Po kolei ustaliliśmy kto idzie do łazienki. Gdy wszyscy byliśmy gotowi poszliśmy spać. Dziewczyny do pokoju Olivi a my spaliśmy w salonie. Ale niech sobie nie myślą my i tak się zemścimy. A nasze zemsta będzie o wiele, wiele gorsza. Mogę im to obiecać...

***
Rozdział 7! <3 Nie wiem czy wam sie podoba
czy nie ale mi wcale! ;C
Ale nie o to!
Dzisiaj urodziny obchodzi nasz kochamy Riker <3
Matko to już 24! <33
Chłopak tak szybko dorasta :c
Mi nie zostało nic innego jak życzyć mu
dalszych sukcesów z zespołem,
szczęścia z Savannah, no i wszystkiego
co najlepsze <33

To do następnego! Całuski <3 :*
~ Tulimiś




niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 6

     Kolejny dzień spędzony w łóżku. Pogoda jak na złość nie sprzyja nawet w Californii. Burzowe chmury pokrywają całe niebo, a z chmur pada lekki deszczyk. Idealna pogoda na leniuchowanie. Mama wyszła spotkać się z jakąś koleżanką a brat jest gdzieś na mieście z nowo poznanym kolegą jak się nie mylę i dobrze usłyszałam nazywa się Lucas i ma 19 lat. Fajnie że mój brat koleguje się z kimś. Może nie będzie mnie już tak kontrolował. Robi się wkurzający. Nawet bardzo.
   Wciąż nie mogę zapomnieć chwili spędzonych z Ross'em. Naszej pierwszej randki.. Było wręcz idealnie. Moje uczucia są mieszane. Z jeden strony bardzo chcę z nim być ale z drugiej nie będę mogła patrzeć jak cierpi gdy dowie się o chorobie. Życie jest nie sprawiedliwe. Będąc małym myślisz że wszystko będzie idealnie. Cudowna rodzina, rodzeństwo, przyjaciele.  Gówno prawda! Z wiekiem dowiadujesz się że życie to niezła suka. Problemy stają się większe, a gdy najbardziej potrzebujesz wsparcia nigdy go nie dostajesz. Samotność to uczucie które doskwiera ci najczęściej. Z czasem próbujesz wszystko odbudować ale czy jest łatwo? Nigdy nie jest. W końcu osiągasz cel. Jesteś szczęśliwy ale ktoś zawsze czeka aż coś ci się nie uda. Ale jak to mówią : Trzeba doceniać to co się ma, bo życie może zabrać o wiele więcej.
    Leżąc w łóżku poczuła lekkie mrowienie w tylnej kieszeni. Wiadomość.
NatalieHey. Co robisz? ;)
Olivia: Śpię. Daj mi spać.
Może i nie śpię ale nie mam ochoty na spotkanie.
Natalie: Otwórz drzwi.
Olivia: Dlaczego?
Natalie: Otwórz te drzwi cholerne bo marzniemy!
Co?! Czy ona tutaj jest? Ale że 'my' marzniemy?! To ona nie jest sama? Super! Miał być samotny dzień a teraz cała banda stoi za moimi drzwiami. Kocham ich oczywiście ale nie potrafią przeżyć beze mnie jednego dnia? Ech.. Właśnie! Oni stoją przed drzwiami.
   Szybko zwlekłam się z łóżka i podreptałam do drzwi. Lekko je uchyliłam chcąc się z nimi podroczyć.
- Kto tam? - zapytałam próbując ukryć uśmiech.
- To my! Otwórz te cholerne drzwi bo marznę. - wykrzyknęła Natalie. Chyba jest nieźle zła. Postanowiłam nie ryzykować. Otworzyłam drzwi wpuszczając całą bandę. Natalie, Rydel, Ross'a, Riker'a, Rocky'ego i Ellington'a.
- Po co przyszliście? - spytałam spadając na miękką kanapę.
- My tutaj przychodzimy bo zbiera się na burzę. Chcemy z tobą posiedzieć bo wiem że się jej boisz. - Natalie mrugnęła do mnie. Mają rację trochę boje się burzy a na zewnątrz już się ściemnia - A ty cię pytasz 'po co przyszliśmy'? Czuję się urażona. - prychnęła.
- On no nie wkurzaj się. - powiedziałam i przytuliłam ją. Po tym wszyscy usiedliśmy na kanapie zastanawiając się co robić.
- Może oglądniemy telewizję? - spytał Ellington.
- Ell jesteś taki ułomny czy tylko udajesz?- spytała bruneta Natalie.
- Co? Czemu? - zapytał kompletnie zdezorientowany.
- Bo jakbyś nie zauważył na zewnątrz jest burza jak cholera!- wykrzyczała.
- No fakt. - burknął pod nosem a my wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Skończyło się na tym że chłopcy zwijali się po ziemi bez powodu a robiłyśmy im fotki. Czasami zastanawiam się czy oni kiedykolwiek dorosną. Choć w ogóle czego ja oczekuję? Że oni zmądrzeją? Nie możliwe.
- Chłopaki z czego wy się tak w ogóle śmiejecie? - zapytała Rydel.
- Nie wiemy. - odrzekli chórem. Teraz to my śmiałyśmy się z nich. Po ogarnięciu się postanowiliśmy normalnie porozmawiać.
   Siedzieliśmy w salonie rozmawiając w najlepsze. Gdy w pewnym momencie w całym domu zapadła ciemność.
- Aaa! - ktoś pisnął jak mała dziewczynka. To pewnie Rydel albo Natalie.
- Kurwa mać, Rocky pokaż że jesteś facetem i się nie drzyj! Musieli wyłączyć prąd z powodu burzy idioto! - Krzyknął Riker, Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Byłam pewna że to któraś z dziewczyna ale Rocky? Życie jednak potrafi zaskakiwać.
- Sorry stary, tak jakoś wyszło. - oznajmił brunet.
- Wiecie co? Jestem głodna a wy? - spytałam. Wszyscy zgodzili się ze mną dlatego postanowiłam iść po chipsy. Stąpałam po woli po zimnych kafelkach próbując odnaleźć chipsy które wcześniej zostawiłam na blacie. Znalazłam moją zgubę i ruszyłam w kierunku salonu. Idąc jednak wpadłam na kogoś i obuje runęliśmy na ziemię.
- Aaa! Kto to? - spytałam próbując rozpoznać tajemniczą postać.
- To ja Ross. - odpowiedział. Podniosłam się z podłogi po czym otrzepałam swoje rurki.
- Gdzie reszta? - spytałam próbując namierzyć kogoś w ciemności.
- Nie wiem. Byłem w toalecie a jak wróciłem to ich nie było. - oznajmił od razu. Tylko mi nie mówcie że oni coś kombinują... Pozabijam ich gołymi rękami jeśli coś zrobią. - Mamy przerąbane. Bo jeżeli oni zniknęli to znaczy że mają jakiś zjebany plan. pewnie na to żeby nas wystraszyć.  - oznajmił. Czyli moje przypuszczenia się sprawdziły.
- To co teraz zrobimy? - tym razem wyszeptałam.
- Spróbuj zachowywać się normalnie. - oznajmił także szeptem. Szliśmy pomału korytarzem. Postanowiliśmy ich poszukać. Ale raczej nam to nie wyjdzie bo prędzej  pozabijamy się o własne nogi. Jest całkowicie ciemno a jedynie co nam daje światło to błyskawice co kilka minut. Scena jak z jakiegoś głupiego horroru. Zaraz coś wyskoczy z szafy albo z za ściany i nas zje. Znaczy z głodnym Rocky'm nic nie wiadomo, bo jak jest głody może zrobić wszystko.
   Idąc ciemnym korytarzem nagle usłyszeliśmy huk.
- Słyszałeś? - szepnęłam do blondyna. Pokiwał jedynie twierdząco głową.
- Ten dźwięk dochodził z łazienki. Sprawdzamy? - spytał. Tym razem ma skinęłam głową na znak zgody. Powoli zbliżaliśmy się do celu. Im bliżej byliśmy tym wyraźniejsze szepty słyszeliśmy. Ross chwycił klamkę i jednym zwinnym ruchem wszedł do środka jednocześnie zapalając światło a szczęście prąd wrócił...
- Ja pierdole. - to jedyny wyraz jaki przeszedł mi przez gardło. Łazienka wyglądała jakby przeszło prze nią tornado. Mało tego ona pływała! Dosłownie pływała! Ludzie oni mi zalali łazienkę!
- Kto to zrobił? - wysyczałam przez zęby patrząc na każdego po kolei. Wszyscy praktycznie w tym samym momencie wskazali palcami na Rocky'ego.
- No, no Rocky.. Kto by przypuszczał że nie dożyjesz swojej 20.. - zbliżałam się powoli do niego. Widok jego przestraszonej miny był bezcenny.
- Dlaczego mam nie dożyć 20-stki? - spytał z przerażeniem na co ja jedynie się zaśmiałam.
- Zastanawiałeś się jak by to było gdyby ktoś znalazł cię martwego w zalanej łazience?
- Ym.. Trudne pytanie.. Ale Nie! - krzyknął i uciekł z łazienki a reszta za nim. Chciałam ruszyć w pogoń z nimi lecz poczułam silne ręce na mojej tali.
- Nie goń ich, nie warto. - Ross szepnął mi na ucho. Poczułam przyjemny dreszcz. Czy to możliwe że Ross tak na mnie działa?
- Ross. On zalał mi łazienkę. Matka mnie zabije. - powiedziałam cicho próbując oswobodzić się z jego uścisku. Na marne. Blondyn ma dwa razy więcej siły niż ja.
- Posprzątamy to. - zapewnił po czym sam rozluźnił uścisk. Razem udaliśmy się do salonu gdzie reszta siedziała jak na szpilkach.
- Dobra.. Teraz na poważnie musicie pomóc mi posprzątać łazienkę. - powiedziałam stanowczo. Wszyscy od razu się zgodzili. Czuje że to będzie ciężki wieczór.

**
Rozdział 6 jest! Nawet nie wiecie jak trudno było
mi się pofatygować żeby go napisać! ISTNY KOSZMAR!
Ale nie o tym! Jak wiecie może i nie dzisiaj URODZINY
OBCHODZI NASZ KOCHANY I NIE POWTARZALNY
ROCKY MARK LYNCH! Matko już 21 urodziny! Jak tyn czas
szybko leci. Niedawno mały chłopczyk *nie będę płakać*
No to jedynie co mi zostaje to życzyć mu 100 lat <3


niedziela, 18 października 2015

Rozdział 5

  ROZDZIAŁ NIE SPRAWDZONY! ZROBIĘ TO W WOLNEJ CHWILI! ;D



Zastanawialiście się kiedyś jak to jest być zakochanym ale wiedzieć że nie można być z tą osobą na zawsze? Wiedzieć że w każdej chwili można zostawić tą ukochaną osobę i odejść już na zawsze? Żyć w niepewności że to może ten dzień będzie tym ostatnim? Każda minuta może niebezpiecznie zbliżyć cię do końca.. Wszyscy dookoła kłamią mówiąc że 'będzie dobrze'... Nigdy nie jest pięknie.  Wielu uważa że miłość może przezwyciężyć wszystko ale czy miłość może przezwyciężyć śmierć? Wątpię.. Ja doskonale wiem jak to jest czuć to wszystko.. Wiem co to znaczy cierpieć i nie mieć siły już na nic. Budzić się i zasypiać z pytaniem 'Dlaczego to muszę być ja?' To pytanie ciągle krąży mi po głowie.. Ale to było mi pisane nie mogę tego zmienić.. Takie życie...
     Siedzę na parapecie wbijając wzrok w kręte uliczki Los Angeles. Jak zwykle piękna pogoda, wysokie temperatury dają o sobie znaki. Ale nie tym się przejmuję. Dzisiaj jest ten dzień kiedy mam randkę z Ross'em. Ciągle jednak przed oczami mam jego twarz zbliżającą się do mojej. Czuję jego ciepłe warki na moich. Nie mogę wymazać tego zdarzenia z pamięci. Nawet nie próbuję. Czułam wtedy coś czego jeszcze nigdy nie doświadczyłam. Miliony motyli latających w moim brzuchu...
   Godzina 14;00 właśnie wybiła na moim naściennym zegarku dając mi znać że nie mam dużo czasu na przygotowanie się do wyjścia. Zeskoczyłam z parapetu udając się w kierunku szafy. Jak zwykle gdy nie wiem w co się ubrać wywalam całą szafę. Dzisiaj musiało być tak samo. Żadne ubranie nie dostosowało się do moich wymagań... No bez żartów przecież coś musi się znaleźć! Przekopałam jeszcze raz szafę w końcu znajdując coś stosownego. Białe spodenki do tego niebieska bokserka i baleriny. Mam ubrać się wygodnie więc wolę nie ryzykować.

***
Zeszłam na dół dostając jednocześnie sms'a od blondyna z treścią że czeka już przed domem. Szybko wybiegłam z domu nie zwracając uwagi na to że wybiegłam w cienkim sweterku nie łapiąc nawet kurtki. Ross stał  opierając się o maskę swojego czarnego BMW. Podniósł lekko głowę a na jego twarzy widniał słodki, zadziorny uśmieszek. Był ubrany w standardowo czarne lekko podarte rurki, czarny T-shirt z napisem, na to bluza i oczywiście czarne vansy.
- Cześć - odezwałam się pierwsza oraz objęłam chłopaka w lekkim uścisku.
- Cześć księżniczko. - odezwał się po chwili. Księżniczko? Że on tak serio?
- Księżniczko? Czemu akurat tak? - zapytałam lekko się rumieniąc. Ten chłopak potrafi być romantyczny ale i wkurzający. W tej chwili był słodki. Patrzył na mnie tymi swoimi czekoladowymi oczami i szczerzył się jak głupi.
- A nie wiem, tak mi się jakoś powiedziało. - wzruszył ramionami. - To jedziemy? - zapytał. Siknęłam głową, wsiadając na przednie siedzenie obok chłopaka.
- Gdzie my w ogóle jedziemy? - zapytałam, zwracając się do chłopaka.
- Niespodzianka. - odpowiedział nie odrywając wzroku od drogi.
- Nie lubię niespodzianek. - powiedziałam szturchając blondyna w ramię.
- Jakaś ty niecierpliwa, księżniczko. - uśmiechnął się. Tia.. Ile razy ja to słyszałam. Po prostu nie lubię niespodzianek. Postanowiłam już nie nękać blondyna i spokojnie siedziałam na swoim fotelu. Przez całą drogę nie miałam pojęcia gdzie jesteśmy. Jechaliśmy jaką dróżką leśną, prowadzącą jak dla mnie donikąd. Zaczęło się lekko ściemniać a ja nadal zastanawiałam się po co on jedzie do lasu. Chce mnie zabić, poćwiartować i zakopać?! Nie Ross taki nie jest. Może jest szalony ale chyba nie do takiego stopnia.
- Gdzie jedziemy i daleko jeszcze? - jęknęłam i zaczęłam tupać nogą.
- Już nie daleko. Nie denerwuj się . - powiedział. Resztę drogi byliśmy cicho. Blondyn zaparkował auto, wyszedł z samochodu i udał się w kierunku drzwi od strony pasażera tak gdzie siedziałam ja. Otworzył je i pomógł wyjść. Stanęłam na równym podłożu obserwując blondyna. Sięgał po coś z bagażnika.  Tym 'czymś' okazał się być koszyk piknikowy. Czuje że będzie fajnie. Chłopak złapał mnie za rękę kierując w przeciwną stronę od samochodu. Poprosił bym przytrzymała przez chwile koszyk aby on mógł zawiązać mi oczy. Bez wahania zgodziłam się choć nie wiedziałam co może siedzieć m w głowie. Zawiązał mi oczy bandamką po czym odebrał ode mnie koszyk. Złapał moją dłoń i zaczął iść. Nie mam pojęcia jedynie gdzie.
- Ross zaraz się wywrócę nic nie widzę. - powiedziałam o mało nie potykając się o swoje własne nogi.
- To cię złapie. - powiedział zaciskając mocniej moją dłoń. Dam sobie rękę uciąć że teraz zaczął się szczerzyć. Ten jego denny, śliczny uśmieszek. Nie odezwałam się już. Nie wiem ile szliśmy i gdzie szliśmy nie wiedziałam nic! W końcu stanęliśmy w miejscu. Ross kazał  mi się nie ruszać, nawet nie ściągać opaski. Słyszałam że coś rozkłada ale wyciąga. ciekawość zżerała mnie od środka. Dyskretnie podciągnęłam bandamkę do góry tak by blondyn tego nie zauważył. Widziałam że rozkłada koc i wykłada różne jedzenie na koc. Jaki romantyczny..
- Ej! Mówiłam że masz nie podglądać! - oburzył się.
- Oj nie gniewaj się - powiedziałam podchodząc do niego i całując lekko jego policzek. Uśmiechnął się.
- I tak już skończyłem. - powiedział spoglądając na mnie. Ściągnął mi opaskę z oczu. Zaniemówiłam. Koc i jedzenie już widziałam ale widoki... Staliśmy na wysokim wzniesieniu z którego widać było piękną Californię. Może nie całą ale to wystarczało by zadowolić każdego człowieka. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu.
- Pięknie, co? - zapytał. A ja tylko kiwnęłam głową. Nie mogłam wydać z siebie nawet najkrótszego wyrazu.
- Zjemy coś? - kolejne pytanie padło z jego ust.
- Pewnie. - w końcu coś z siebie wydusiłam..

***
Wierzycie w to że jedna osoba może dać ci więcej szczęścia co dziesięć innych? Ja owszem. Piknik z Ross'em to zdecydowanie najlepszego co mnie w życiu spotkało. Chłopak jest na prawdę szalony, zabawny.. i mogę wymieniać w nieskończoność. Jest idealny. Przede wszystkim romantyczny.
     Teraz leżymy na kocu i patrzymy w gwieździste niebo. Lekki wietrzyk muska moje policzki powodując przyjemny dreszczyk. Jestem szczęśliwa jak nigdy wcześniej. Nigdy nie marzyłam o takim czymś. W jednej chwili sen stał się rzeczywistością.
- Widzisz spadająca gwiazda. - odezwał się blondyn. Faktycznie.. Po niebie szybko przesunął się jasny punkcik. - pomyśl życzenie. - wyszeptał do mojego ucha. "Niech życie zacznie mnie zaskakiwać". Może nie typowe marzenie ale chcę przez ten krótki czas zaszaleć. Nie zostało mi go dużo więc trzeba korzystać z życia puki się je ma.
- A ty pomyślałeś? - zapytałam. Chłopak kiwnął głową. - Jakie masz życzenie?
- Nie mogę ci powiedzieć bo się nie spełni. - uśmiechnął się. - Widzisz tamtą gwiazdę? - spytał. Tiaa.. Widzę pełno gwiazd.
- Jest ich dużo. - oznajmiłam i zachichotałam.
- No ale tą największą. Co tak błyszczy. - Próbowałam ją dostrzec nie wiem czy mi się to udało ale namierzyłam wzrokiem jedną.
- No widzę ale nie wiem czy to ta. - popatrzyłam na blondyna.
- Nie ważne.. Może mówimy o tej samej.. Ale od teraz nazywa się Olivia. - skierował wzrok na mnie. Jego tęczówki błysnęły. Nie wiem jak to dostrzegłam ale wiem że tak było.
- Dlaczego nazwałeś ją moim imieniem? - zapytałam.
- Bo jest tak samo piękna jak właścicielka tego imienia. - dobrze że było ciemn bo tak słowo że moje policzki było koloru czerwieni. Uśmiechnęłam się w jego stronę. Nagle nasze spojrzenia się spotkały. Zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Po raz kolejny. Byliśmy niebezpiecznie blisko. W pewnym momencie jego usta dotknęły moich. znów mogłam poczuć ich smak...

***
Jest i rozdział 5. :*
Nie rozpisuje się ;*
To do następnego!
Całuski <3

~ Tulimiś

piątek, 9 października 2015

Rozdział 4


Zostaw komentarz. Dla Ciebie to chwila
Dla mnie ogromny uśmiech na twarzy! <3




*Olivia*
   Minął już tydzień. Codzienne spotykanie się z Natalie i jej paczką utwierdzają mnie w tym że ich lubię. Nawet bardzo. Z Rossem jestem coraz bliżej. Nie chcę tego ale gdy jestem przy nim zapominam o Bożym Świecie. Nie wiem co się ze mną po prostu dzieje. Przy nikim nie czuje się tak bezpiecznie i wyjątkowo jak przy nim. Traktuje mnie jak księżniczkę. Najgorsze w tym jest to że mi się to podoba.
    Dzisiaj znów mam się z nim spotkać. Szybko wygramoliłam się z łóżka. Oczywiście nie zapominając o tym by zaliczyć upadek. Podniosłam się i podreptałam do szafy. Mam się ładnie ubrać choć nie wiem dlaczego. Spotykamy się na jednej naszej potajemnej miejscówce w parku. Odkryłam to miejsce oczywiście z Ross'em. Nikt o niej nie wie prócz nas. I właśnie to jest w tym magiczne. Odkryliśmy to miejsce idąc na spacer. Ross przypadkowo potknął się wpadając w krzaki. Pociągnął mnie za sobą po czym sturlaliśmy się po małej górce lądując na miękkiej trawie. A gdy wstaliśmy zobaczyliśmy że jesteśmy w miejscu otoczonym pięknymi wierzbami. Były tak zasadzone jakby na środku miało zostać kółko. Parę razy przyszłam tam sama by wszystko przemyśleć. Gdy nie było mnie w domu on dobrze wiedział gdzie mnie szukać... Dzisiaj mamy się tam spotkać i pogadać a później coś tam porobić.
     Szybko wybrałam zestaw który składał się z białego crop top'a, czarnej spódniczki oraz balerinek. Zeszłam na dół podśpiewując sobie cicho. Weszłam do kuchni stając przed lodówką.
- Hej siostra jak się spało? - spytał mój brat przeciągając się ospale we framudze drzwi.
- Wyśmienicie. - odpowiedziałam wyciągając z szafki mleko. Wyciągnęłam płatki i zalałam je mlekiem.
- coś ty taka z skowronkach i dla kogo się tak odstawiłaś? - spytał z uśmiechem. Teraz zrozumiałam że nawet nie wiem dlaczego się tak ciesze. Przecież to kolejne spotkanie ze znajomymi...
- A wiesz że nie wiem? - odpowiedziałam. - I tak nie pytaj wiem że to ma sens.. - zaśmiałam się jedząc swoje śniadanie.
- Ale ja też nie wiem.. - powiedział przeżuwając swoje śniadanie.
- Ach.. Jesteś głupi wiesz? - powiedziałam żartobliwie odkładając miskę do zmywarki.
- Tak wiem.. Ty też! - po tych słowach pobiegłam do salonu łapiąc najbliższą poduszkę. Cicho zakradłam się znów do kuchni zamachując się i uderzając brata w głowę. Zamach chyba był silny bo upadł na ziemię.
- Ejj! Pogięło cię? - krzyknął.
- Może.. - odpowiedziałam podchodząc do niego i podając mu rękę. Jednak Zack zamiast wstać pociągnął mnie za rękę. Upadłam prosto na niego. Dlaczego on musi taki być?! Gr..
- Idiota.. - mruknęłam podnosząc się z podłogi. Usłyszałam jeszcze krótkie 'dziękuje' i wyszłam z kuchni.
                                                                                                    **

 Zegarek wskazywał godzinę 15;24. Siedziałam w pokoju przyglądając się plakatom wiszącym przede mną na ścianie. Cicho westchnęłam tym razem spoglądając na sufit. Z Ross'em umówiłam się o 16. Mam masę czasu... Ale warto czekać. Nie wiem czemu ale w środku czuje dziwne ciepło. To normalne? Ech.. Nie wiem.. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam..
    Postanowiłam teraz się tym nie przejmować. Wstałam z łóżka podchodząc do okna. Pogoda była idealna. Wyszłam na balkon. Przeszedł po mnie przyjemny dreszcz czując lekki wietrzyk. Pełno ludzi chodziło po mieście. Jedni spacerowali, drudzy pośpiesznie spoglądali na zegarek pewnie by się nie spóźnić. Całe miasto tętniło życiem.. Ostatni raz spojrzałam w dół. Potem weszłam do domu znów spoglądając na zegarek. 15;48. No trochę sobie popatrzyłam na tych ludzi. Mam jeszcze 12 minut. Spokojnie zdążę dojście do naszej tajemnej miejscówki. Złapałam małą torebkę po czym wpakowałam do niej telefon, portfel, małą szczotkę do włosów oraz błyszczyk. Gdy się już ogarnęłam zeszłam na dół, i wyszłam z domu. Oczywiście baleriny miałam od początku na sobie. Ruszyłam wolnym krokiem z stronę parku. Lekki wietrzyk rozwiewał moje włosy. Coraz bliżej byłam mojego celu tym bardziej dziwnie się czułam. Stanęłam przed małymi krzaczkami. Odgarnęłam je ręką i po pomału zeszłam po górce. Przeszłam pomiędzy liśćmi wierzby i zamarłam. Na środku można powiedzieć 'kółka' wierzb stał mały stolik z dwoma krzesłami a na nim ciasto, dwa talerze oraz szampan. A kto obok tego? Ross! Stałam w bez ruchu nie wiedząc co po prostu zrobić. To co zrobił było piękne. Samotna łezka spłynęła mi po policzku. Jeszcze nikt nie zrobił czegoś takiego dla mnie.
- Podoba się? - spytał podchodząc do mnie. Poczułam ogarniające mnie ciepło.
- Ja.jaa nie wiem co powiedzieć.. - wyjąkałam się.
- Nic nie mów.. Choć no tu. - powiedział rozkładając swoje ręce. Podeszłam do  niego mocno ściskając. Jego ciepły oddech na mojej szyi poczułam od razu. Ross lekko gładził moje włosy. Czułam się wyjątkowo. Niechętnie oderwałam się od niego spoglądając w jego czekoladowe oczy.
- Masz ochotę na ciasto? - spytał promiennie. Siknęłam głową. Chłopak złapał mnie za rękę pociągając w stronę stolika. Odsunął mi krzesło. Usiadłam na nim a on szybko wskoczyła na drugie. Zaczęliśmy pałaszować. Boże jakie to ciasto było dobre!
- Emm.. Ross? Jakim cudem przytachałeś tu ten stolik i krzesełka? - spytałam kończąc ciasto.
- No nie powiem łatwo nie było ale się udało. - powiedział szczerząc się. Odwzajemniłam jego gest. W jednej chwili wstałam i wolnym krokiem ruszyłam w stronę wierzb, Odgarnęłam rękami liście a moim oczom ukazał się mały strumyczek. Jeszcze nigdy nie widziałam równie pięknego miejsca. W moich snach nawet takich nie było. Poczułam czyjeś ręce na biodrach.
- Pięknie tu prawda? - spytał Ross. Jak tylko kiwnęłam głową. Nie mogłam po prostu nic powiedzieć. Byłam w szoku. - Olivia.. - przeciągnął odwracając mnie w swoją stronę ale nie spojrzałam na niego. Bałam się.. - Olivia spójrz na mnie... - nic.. Nie podniosłam głowy nawet na centymetr. Patrzyłam jedynie na czubki swoich balerinek. Chłopak widząc to podniósł lekko mój podbródek. Musiałam wtedy na niego spojrzeć. Jego czekoladowe oczy było już praktycznie czarne. - Olivia.. Ja chciałem... Ech.. Wiem że wcześniej mi nie wyszło ale proszę cię daj mi szansę. Na prawdę mi się podobasz. Proszę umów się ze mną. Ja.. Jaa daj mi jeszcze jedną szansę.. - powiedział wciąż na mnie patrząc. Znów zamarłam. On na prawdę się stara a ja go po prostu olewam..
- Ross... Jaa.. - wyjąkałam.
- Takk. Wiem nie chcesz. Przepraszam nie pow.. - nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Ross zgadzam się.. Umówię się z tobą. - sama nie wierzyłam w to co mówię. Ale on mi się podoba. Nawet bardzo nie mogę go odtrącać.
- Na prawdę? - pisnął jak mała dziewczynka.
- Tak, na prawdę. - powiedziałam z uśmiechem. Chłopak złapał mnie za biodra lekko podnosząc i obracając kilka razy. Śmiałam się jak najęta. Mocno zakręciło mi się w głowie. Chłopak przestał i postawił nie znów na równym podłożu. Próbowałam prosto ustać ale mi się to nie udało. Gdy próbowałam ruszyć z miejsca zachwiałam się i wpadłam prosto w ramiona blondyna. Znów spojrzałam w jego oczy. Jego źrenice gwałtownie się powiększyły. Zaczął się do mnie powoli zbliżać. Tak jak ja do niego. Nie panowałam nad swoim ciałem. Byliśmy milimetry od siebie. Nasze czoła się stykały. W końcu to nastąpiło. Nie wierze pocałowałam Ross'a.  Chłopaka którego nie dawno odtrącałam. On jest wyjątkowy teraz to wiem..


***
Ka bum ludzie! <3 Jest rozdział 4! ;*
Mamuśku udało się xD :D Taki na spontana.
Ostatnia tylko takie piszę xd
I co sądzicie o tym pocałunku?
Olivia powinna zaufać Ross'owi?
Ale to może nie teraz xd :*
Jak już wcześniej pisałam krótkie cytaty
no to teraz też. Proszę ;

'' Wszytko się kończy..
Wszystko przemija..
Sen się kończy....
Marzenie omija...
Jednak jest coś co nigdy nie opuści
To nadzieja , która do ostatnich chwil
Twojego życia nie odpuści" ~ Ja ♥

~ Tulimiś


    

piątek, 2 października 2015

Rozdział 3

 ** Ross **
  Dlaczego ona uciekła? Zrobiłem coś nie tak? Nie wiem.. Wszystko zrypałem. Może się wystraszyła? Przecież znam ją jakieś 3 może 4 godziny! Po co tak szybko pytałem? Ale ona była jakaś wystraszona.. Boi się mnie? Tysiące myśli przebiegało mi teraz przez głowę. Dziwne uczucie dostać kosza. Ale ja się nie poddam! Jak mi na czymś zależy to się nie poddam! A teraz zależy mi bardzo. Choć nie wiem dlaczego.. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia? Ach.. Nie wiem. Ale ona jest taka piękna, słodka i pachnie owocami leśnymi.. Kurde ale ja jestem głupi! Zawaliłem to!
Z takimi oto rozmyśleniami postanowiłem wrócić do reszty. Ale co ja im powiem? Że uciekła ode mnie? Nie no coś wymyśle. Właśnie stąpałem po zimnym już piasku. Wszyscy wciąż siedzieli przy lekko gasnącym ognisku. Podszedłem do nich i usiadłem koło Riker'a.
- Gdzie Olivia? Przecież pobiegłeś za nią. - Kurde! Musiała zapytać.. Myśl Ross, myśl!
- Emm.. No,, Ona się źle poczuła! Tak źle się poczuła i poszła do domu! - krzyknąłem. Ech.. Ma się głowę do wymówek.
- Na pewno? Coś się długo zastanawiałeś. - zapytała podejrzliwie Rydel.
- Na pewno. - potwierdziłem. Choć wiem że to kłamstwo.
- No dobra. Powiedzmy że ci wierze. - powiedziała już spokojna. Upiekło mi się! Uff! Tylko żeby Olivia miała taką samą wersję jak ja! Wiem co zrobić.
- Natalie.. Pożyczysz mi telefon? - zapytałem. Niech się zgodzi, niech się zgodzi!
- Ymm. Tak.. Ale po co ci? - spytała podając mi komórkę.
- Chcę zadzwonić.. Wiesz mi się kasa na koncie skończyła. - wyznałem. Heh.. Kolejna wymówka.
- Ross? - zwróciła się do mnie Rydel. - Przecież rano doładowywałeś za 50.. - była zaskoczona. Fakt doładowywałem. Moje wymówki się już psują!
- Wiesz Rydel - zawahałem się. - wygadałem już. - powiedziałem i odbiegłem od reszty. Szybko odblokowałem telefon przyjaciółki. Wszedłem na kontakty i zacząłem przeglądać kontakty. Tak nie chcę nigdzie dzwonić. Muszę znaleźć numer Olivi! Przewijam, przewijam i nic! Kolejne kilka kontaktów i jest! Szybko zapisałem go sobie a potem udawałem tylko że prowadzę rozmowę. Niby się rozłączyłem i wróciłem na miejsce. Oddałem telefon Natt i zaczęliśmy normalnie rozmawiać.

** Olivia **

Jestem już w swoim domku. Ech.. Wiem spanikowałam. Źle zrobiła że tek uciekłam i go zostawiłam ale ja się wystraszyłam. Ross mi się podoba ale ja nie mogę się z nim umówić. Nie lubię ranić ludzi i z nim będzie tak samo. Nie ma wyjątków. Wystarczy że po mojej śmierci cierpieć będzie mam i Zack.
- Hey Oli. - przywitał się ze mną właśnie przed chwilą wspomniany chłopak.
- Hey - uśmiechnęłam się ciepło. Ech jego obecność jest dla mnie ważna. Przy nim czuję się dobrze. Mam najlepszego brata pod słońce.
- Co dzisiaj robiłaś? Słyszałem od mamy że długo cię nie było. - powiedział zaciekawiony. A co mi tam powiem mu.
- No zaczęło się tak *...* I to tyle. - powiedziałam. Ech opowiedziałam mu wszystko nawet to o Ross'ie! Ufam bratu i wiem że nie powie mamie.
- Łoł! Natalie? Ciekawe. - ucieszył się.- Ale dlaczego nie zgodziłaś się na randkę z tym Ross'em? - zapytał. - Bo z tego co opowiedziałaś to on ci się sis podoba! - znów jego uśmieszek. Łoł Zack nie wkurzył się że jakiś chłopak w ogóle ze mną rozmawiał! Robi chłopak postępy! Zawsze wszystkich spławiał a tu proszę!
- Wiesz dlaczego.. - posmutniałam. Chłopak widząc to od razu mnie przytulił.
- Oli.. Nie poddawał się to da się wyleczyć. - powiedział.
- Nie Zack! Jest już za późno! Mam padaczkę a wykryto ją za późno! Nie ma dla mnie ratunku zrozum to w końcu! Ja odejdę i to w niedługim czasie! - krzyknęłam i zaczęłam głośniej płakać.  Dlaczego on tego w końcu nie zrozumie?! Wiem że mu ciężko mnie też ale on ma całe życie przed sobą!  Może założyć szczęśliwą rodzinę, może pracować! a ja? Ja nic! Brat już nic nie powiedział. Posiedzieliśmy jeszcze chwile po czym pożegnał się i wyszedł. Ja siedziałam na kanapie i myślałam nad wszystkim. Nad życiem, które za niedługo skończę na tej ziemi. O Rossie chłopaku którego tak brzydko potraktowałam. O rodzinie, która będzie przeze mnie cierpiała. I tak w kółko. Lecz usłyszałam dźwięk przychodzącego Sms'a. Zdziwiłam się. Nieznany numer. Ale i tak odczytałam wiadomość:

** Hey, przepraszam cię. Wiem że zepsułem wszytko tym pytaniem. Nie chciałem cię wystraszyć albo coś. Po prostu mi się spodobałaś.. Wybaczysz mi kiedyś? - Ross♥ **

Ło! Czy on dał serduszko na końcu? No nie źle nie wiem odpisać czy nie.
- Odpisz mu. - usłyszałam głos nad sobą. Podniosłam głowę i zobaczyła Zack'a.
- Dlaczego wyszedłeś bez pukania?! I dlaczego czytasz moje wiadomości?! - wkurzyła się ale i lekko speszyłam. Jak on może?! Kurcze przeczytał ta wiadomość!
- No przepraszam! Tylko zerknąłem. - bronił się. Ja tylko pokręciłam zrezygnowana głowa.
- Ale co ja mam mu odpisać? - spytałam brata. On wyrwał mi telefon z ręki i zaczął coś pisać. Chciałam mu go wyrwać ale był za wysoki. Nienawidzę go! Nie wiem co on mu nawet pisze! Po mich nieudanych próbach chłopak w końcu oddał mi telefon. Przeczytałam wiadomość;

** Ross nie się nie stało. Oczywiście że ci wybaczę. Przepraszam za moją reakcję. - Olivia♥ **

Czy jego porąbało!? I jeszcze to serce?!
- Człowieku powaliło cię?! - wykrzyczałam. - Treść jeszcze spoko ale to serce mogłeś oszczędzić! Przecież on może sobie coś pomyśleć!
- Ym.. Z tego co wiem to on ci się podoba! Chciałem ci pomoc.. - powiedział cicho.
- Ale ja nie chce żeby on cierpiał! Nie chce żeby ktokolwiek cierpiał! - dodałam kolejnego sms'a. Znów od Ross'a brat podszedł do mnie i przeczytał treść

** Ulżyło mi. Jeszcze nigdy mi na nikim tak nie zależało jak na tobie ;) Przepraszam teraz muszę kończyć idę pomóc Rydel. Dobranoc. Kolorowych ;* **

Nie powiem jest słodki. Ech.. Tym razem to ja mu odpisze nie Zack! Nie dam mu już nigdy telefonu do ręki! Przecież on jest nie obliczalny! Odpisze mu:

** Powodzenia ci życzę :) Tobie też kolorowych :* **

I wyślij! Chwila, chwila chwila! Czy ja mu właśnie wysłałam buziaczka?! Dobra bije mi na głowę. Wyprosiłam brata z pokoju. Przez całą drogę do drzwi kreślił serduszka w powietrzu. Co za dureń! Szybko złapałam piżamę, wieczorna toaleta i ciepła kołderka! Spać...

** Ross **

Nie wierze! Jeszcze nie wszystko stracone! I jeszcze to serduszko i buziaczek! Czyli mam jeszcze szansę! Boże dziękuje ci! Ze szczęścia to ja nawet przez tydzień na X-box'ie mogę nie grać! Nie no chyba się zapędziłem.. Wiadomo że będę grał ale nie teraz! Teraz idę pomóc Rydel.
Po skończonej pomocy szybko wziąłem prysznic, umyłem zęby i rzuciłem się na łóżko. Byłem padnięty ale nie mogłem spać! Dlaczego? Myślałem o Olivi.. Dała mi drugą szansę.. Kurczę! Musze napisać do Olivi i ta moją wymówkę! Bierzemy się do roboty:

** Hey, Olivia :) Sorki że tak późno piszę ale mam sprawę. No bo wiesz po tym jak uciekłaś z plaży to ja wróciłem do reszty i pytali się o ciebie. Powiedziałem im że się źle poczułaś.. Zostaniemy przy tej wersji? Nie chcę żeby zaczęli się czepiać.. To jak? ~ Ross :* **


Chwile potem odpisała:

** Okey, możemy zostać przy tej wersji :) Na pewno nie zaczęli by się czepiać.. Chyba :) Heh.. Dobra jeśli się zgodzisz to pójdę spać :) Dobranoc znów ;* **

** Dobranoc ;* **

Ostatnia moja wiadomość i głęboki sen...

***
Bum, bum! Jest rozdział 3! <3
Co myślicie o chorobie Oli? :( Kurczę
A co myślicie.. Ross powinien mieć nadzieje?
Ross rozkocha w sobie Olivię? :)
Dowiecie się w przyszłych rozdziałach!
Teraz proszę o komentarze! <3
Do następnego! Pozdrawiam <3

~ Tulimiś

piątek, 25 września 2015

Rozdział 2

Siedzimy koło ogniska. Tak, zapaliliśmy ognisko na plaży. Nie typowo ale fajnie. Ale coś nie daje mi spokoju, raczej ktoś. Ross, ten blondyn. Ciągle patrzy na mnie jak na jak na niesamowite stworzenie, które widzi pierwszy raz w życiu. Czuje się jakoś nieswojo. Poznałam także resztę. Jak dobrze pamiętam to Riker, Rydel, Rocky to rodzina z Ross'em a Ellington to ich przyjaciel. Są fajni ale nie chcę się z nimi za bardo zaprzyjaźniać. Boje się.
- Ejj.. Olivia opowiedz coś o sobie bo mało cię znamy. - powiedział Riker. No super! Ale nie grzecznie było by powiedzieć że nie chce. Więc chcą nie chcąc zaczęłam swój monolog.
- Ymm.. Jestem Olivia Evans. Mam 17 lat. Dzisiaj przeprowadziłam się do Los Angeles z New York'u z bratem i mamą. To chyba tyle. - oznajmiłam na jednym wdechu. Jeszcze trochę i bym tam zemdlała.
- Olivia.. Ładne imię. - powiedział Ross. Tak.. Teraz będzie mi komplementy prawił. Ja nie chcę! Może i jest ładny, ma śliczne blond włosy, czekoladowe oczy... - Nie ogarnij się Oliwia - skarciłam się w myślach. Ja nie mogę się w nim zakochać. Potem go zranię a tego nie chcę. Poczułam jednak że blondyn przysuwa się bliże mnie. Próbowałam się oddalić gdy w końcu spotkałam się z ramieniem mojej przyjaciółki. Nie mam odwrotu poczułam ciepły oddech na mojej szyi. On  jest za blisko. Zdecydowanie za blisko.
- Olivia.. Ładne imię.. - szepnął mi na ucho. Znów to samo. A ja? Podniosłam tylko głowę uśmiechnęłam się do niego sztucznie i znów popatrzyłam w morze. Słońce pięknie odbijało się od tafli wody. Mogła bym tutaj zostać już na zawsze. Słońce pomału chyli się ku dołowi...
Wszystko co piękne wszystko co piękne szybko się kończy.. Wiem coś o tym. Nagle poczułam coś na udzie. To ręka tego blondaska. Tylko nie to! Czy on kiedykolwiek się odczepi?! Szybko zsunęłam jego rękę ale nie dawał za wygraną. Ciągle kładł ją na moim udzie. Boże! Ile można! Czy ten człowiek jest nie kumaty że go odtrącam! Ughh!
- Boisz się mnie? - spytał szeptem chyba smutno. Przekręciłam głową na boki z znak 'nie'. Na jego twarzy zagościł uśmiech i znów nie bezpiecznie zaczął się do mnie zbliżać.
- Emm.. Idę się przejść. - powiedziałam, szybko zrywając się z miejsca.
- Okey ale nie chodź daleko bo się zgubisz. - powiedziała żartobliwie Rydel. Uśmiechnęłam się jedynie do niej. Ten uśmiech był przynajmniej szczery. Nie zwracając uwagi na nic ruszyłam przed siebie. Poszłam do ścieżki, która prowadzi przez las. Nie ukrywam boję się chodzić przez las. Tym bardziej że jest już ciemno. Nie wiem co teraz robić.. Iść albo nie..
- Boisz się iść przez las? - usłyszałam za sobą znajomy mi głos.. Odwróciłam się ale to był błąd. Centralnie za mną stał Ross. Nasze czoła praktycznie stykały. Lekki zarys jego sylwetki był bardzo blisko mnie. I to po raz kolejny. To wszystko nie może się tak skończyć. Nie mogę dawać mu znaków, nadziei bo wiem że w końcu odejdę... Nie chcę by cierpiał. Nie chcę by ktokolwiek przeze mnie cierpiał. To nie było by sprawiedliwe. Wystarczy mi to że się znamy. Dla mnie to i tak za dużo. On ma całe życie przed sobą.. Ma kochające rodzeństwo, też mam brat ale to nie to samo. Oni traktują się na równi a ja? Ja przez mojego brata jestem bardziej rozpieszczana niż jakaś księżniczka! Nie chcę litości! Nie chcę! Nienawidzę nie równego traktowania. .. Bardziej jednak boję się o to że moi znajomi i przyjaciółka nie wiedzą o chorobie. Boję się jak zareagują na tą wieść. Nie chcę żeby się ode mnie odwrócili albo co gorsza się nade mną litowali. Wszyscy się nade mną litują. Nawet w moje starej szkole nauczycie się nade mną litowali. Nikt nie widział że jestem chora, nikt z uczniów jednak nauczyciele owszem. Jeśli mieliśmy pisać sprawdzian a ja go kompletnie zawaliłam i tak dostawałam czwórki czy piątki. Dlatego wszyscy mnie nie lubili. Uważali że to ja podlizuję się nauczycielom. Że robię słodkie oczka i już załatwiam sobie piękne oceny. Ale czy ja tego chciałam? Oczywiście że nie. Chciałam być traktowana jak wszyscy... Jednak mi się to nie udało. Wszyscy ze mnie szydzili, opluwali ale nie widzieli co ja tak na prawdę czuje... Nie wiedzieli o tym jak bardzo mnie ranią i co gorsza nie widzieli o sytuacji z moim zdrowiem. Ale po co mieli wiedzieć? Z każdym dniem wyśmiewanie stawało się jeszcze głośniejsze. Nie kończyło się tylko na słowach raz w 3 gimnazjum chłopaki z mojej klasy zamknęli mnie w szkolnej szafce. Prawda że fajnie? Nie ważne że prosiłam, płakałam i tak zrobili swoje. Siedziałam tak jakieś 2 godzimy aż w końcu nauczyciele usłyszeli moje krzyki i mnie wypuścili i tak jednak nie przyznałam się kto to zrobił nie chciałam kolejnych szyderstw.
Chyba za bardzo cofam się wstecz. Skupmy się na tym co jest teraz. Ciągle z Ross;em patrzymy sobie w oczy. Oczekując jakiejkolwiek reakcji...
- Masz śliczne oczy.. - odzywa się po chwili blondyn.
- Skąd możesz to wiedzieć? Jest ciemno.. - oznajmiłam po chwili.
- Ale ja ich nie muszę widzieć ja wiem że piękna dziewczyna ma piękne oczy. - zatkał mnie. Taki romantyczny się zrobił?
- Emm.. Dzięki.. - powiedziałam a nutką zawahania szybko odsuwając się od niego.
- Olivia.. - zawahał się. - Umówisz się ze mną? - spytał po chwili. A ja? Ja stałam jak słup soli patrząc na niego jak na jakiegoś bezdomnego człowieka.
- Ro.. Ross ja.. ja.. nie mogę. - powiedziałam po chwili.
- Dlacz.. - nie dałam mu dokończyć. Szybko odwróciłam się i pobiegłam przed siebie. Próbował mnie chyba dogonić ale mu się nie udało. Biegłam tak szybko że nie widziałam kompletnie nic...


***
Ta dam! Jest rozdział drugi!
Podoba wam się? Mam nadzieje że tak! <3
Wymęczony ale jest! :) Opłaciło się go napisać.
Tak na spontana zawsze dobry! <3
I jeszcze info. Jeszcze trochę i 30 wrzesień!
Jaram się, się jaram się :D
Dobra wracając jak myślicie
mogła bym tutaj na bloga dodawać
moje krótkie cytaty, które sama wymyśliłam?
Nie wiem czyn to dobry pomysł ale warto próbować. więc
dodam go teraz ! to do następnego całuski :*
~ Tulimiś

A oto on:

                                       " Podobno 'nadzieja umiera ostatnia'.
                                         Moja już odeszła a razem z sobą,              <3!
                                         zabrała całe moje szczęście.. "    

piątek, 18 września 2015

Rozdział 1

Jesteśmy. Jesteśmy w pięknej, słonecznej Californii. Ale czy łatwo będzie zapomnieć o moim mieście rodzinnym? Raczej będzie trudno. Tak? Nigdy się nie przeprowadzałam . Nie wiem jak to jest ale na pewno nie zapomnę miasta, w którym spędziłam tak dużą ilość swojego życia. Domu, w którym stawiałam pierwsze kroki. Bywały także zauroczenia, które teraz są nie pamiętne. Przeżyłam dużo smutnych chwil, dużo rozczarować, było także dużo płaczu. Mogła bym dużo tego wymienić ale zajmijmy się tym co jest teraz.
Stoimy na lotnisku czekając na taksówkę, która ma nas zawieść do kupionego wcześniej przez mamę domu.
- Gdzie jest tak taksówka?! - krzyczała rozzłoszczona Kristen. (mama)
- Mamo bez nerwów zaraz pewnie przyjedzie. - uspokajał ją Zack. No ale w sumie mama ma trochę racji. Dzwoniliśmy po nią jakieś 20 minut temu! Chyba że są korki..
Po kilku minutach taksówka w końcu przyjechała. Wpakowaliśmy wszystkie rzeczy do samochodu i odjechaliśmy.

***
 - Mamo jak tu jest pięknie! - krzyknęłam zadowolona. Ten dom jest.. Taki, taki.. nie wiem jak to określić.. No jak z bajki po prostu! Salon jest ogromny w kolorach beżu. Wszystko jest idealnie. Tylko przydało by się dodać kilka rzeczy. Ale ważne że jest kanapa i telewizja! Tak.. To mi wystarczy.
- Cieszę że ci się podoba... Zobaczymy co powiesz na twój pokój, który jest w pełni urządzony. - zdziwiłam się. Jak to w pełni urządzony? Przez kogo? Że niby jak?
- Jak to w pełni urządzony? Kto to zrobił? - spytałam. Przecież to nie możliwe. Mama na pewno tego nie zrobiła, Zack tym bardziej..
- Moja koleżanka Mieszka w Los Angeles. Ona wszystko urządziła. Mam nadzieje że ci się spodoba. - oznajmiła z uśmiechem. Ja szybko popędziłam zobaczyć jak wygląda moje gniazdko ale najpierw musiałam spytać, które drzwi są do mojego pokoju. Okazało się że są fioletowe. Szybko złapałam za klamkę i zaniemówiłam. Ten pokój był cudowny. Ja nie wiem jak odwdzięczę się mamie. Przecież te wszystkie rzeczy, meble musiały kosztować fortunę! Szybko zrzuciłam z siebie torby i popędziłam szukać mamy. Siedziała na kanapie rozglądając się po pomieszczeniu. Nie zwracając na nic uwagi podbiegłam do niej i mocno przytuliłam.
- Mamo.. Pokój jest piękny. - powiedziałam rozluźniając uścisk. Cieszę się jak dziecko z cukierka.
- Cieszę się że ci się podoba. - oznajmiła śmiejąc się. - Olivia.. Masz w planach zwiedzanie miasta? - spytała.
- Ymm.. Nie wiem.. Nie chce wychodzić w ogóle z domu. - oznajmiłam spuszczając głowę. Niestety taka jest prawda. Nie chcę poznawać nowych ludzi i ogólnie się przywiązywać. Wiem że za niedługo odejdę, dlatego nie chcę poznawać nowych ludzi, nie chcę żeby potem przeze mnie cierpieli.
- Olivia.. Proszę cię.. Wyjdź na dwór. Pozwiedzaj miasto. Nie możesz ciągle siedzieć w domu. - wyraz twarzy mojej memy się zmienił. Była smutna. Przeze mnie..
- No dobra! Ale robię to tylko i wyłącznie dla ciebie. - powiedziałam. Szybko wbiegłam do swojego pokoju, zgarnęłam bluzę, założyłam buty i wyszłam.
Przechadzałam się ulicami Californii. Słońce jeszcze świeciło. Było gorąco nawet za gorąco. Chciałam zmienić piosenkę jednak coś mi nie pozwoliło. Raczej ktoś. Wpadał na mnie a ja upadłam na chodnik. Nie powiem bolało.
- Matko! Ja przepraszam, nie widziałam cię. - histeryzowała. Tak ona. To jakaś brunetka skądś mi się kojarzy ale nie wiem skąd. Podniosłam głowę wyżej by na nią spojrzeć.
- Nie wierze.. - powiedziała z lekkim zaskoczeniem. - Olivia Evans.. - co? Skąd ona zna moje imię?!
- Ymm.. Skąd znasz moje imię? I kto ty w ogóle jesteś? - zapytałam zaskoczona. Kurcze skądś mi się tak dziewczyna kojarzy ale nie wiem skąd!
- Nie pamiętasz mnie? - posmutniała. Ja jedynie pokręciłam przecząco głową. - A pamiętasz taką małą osóbkę, która w trzeciej klasie wjechała w ciebie rowerem? - zaśmiała się.
- Na.. Natalie?! - krzyknęłam zadowolona. Dziewczyna przytaknęła głową po czym wpadłyśmy sobie w ramiona. - To na prawdę ty? - spytałam z niedowierzaniem. - Ale i tak nie zapomnę ci że przez ciebie rozdarłam sobie moją ulubioną sukieneczkę. - powiedziałam oburzona. Może to dziwne ale pamiętam ten dzień idealnie. Po tym wydarzeniu zostałyśmy przyjaciółkami. - No kurczę znów na nie wpadłaś. Jak za dawnych lat. - zaśmiałam się.
- Ech.. Niezdarą się urodziłam, niezdarą zostanę. - odwzajemniła uśmiech.
- A co ty tu w ogóle robisz? Z tego co mi wiadomo w 5 klasie przeprowadziłaś się do San Francisco. - oznajmiłam.
- Tak.. Kolejna przeprowadzka. Nie lubię ich.. - Gadałyśmy dość długo. Okazało się że Natt(Tak mówiła na nią Olivia gdy były małe. Ciągle będzie ją tak nazywała. ~ od aut.) idzie spotkać się ze swoimi znajomymi.
- Ejj Oli (tak mówi na nią Natalie ~ od aut.) chodź ze mną. - zaproponowała.
- Co? Nie.. - powiedziałam. Mówiłam że nie chce poznawać nikogo. Tylko trochę mi przykro że Natalie nie wie nic o mojej chorobie.
- No proszę cię... Tak dawno się nie widziałyśmy chcę to nadrobić. - nalegała. Zrobiła słodkie oczka to zawsze na mnie działało.
- Dobra! Ale tylko na chwilę. - wciąż nie byłam pewna swojej decyzji. Nie mogę tak robić. Nie mogę nikogo potem zranić. Tak nie może być.
Ruszyłyśmy w nie znanym mi jeszcze kierunku. Po drodze opowiadałyśmy co działo się przez te ostatnie kilka lat bez siebie. Oczywiście nie mogłam wspomnieć o chorobie. Nie potrafiłam. Nie chciałam litości. Chciałam żyć tak jak każdy.
Dotarliśmy na miejsce. Okazało się że idziemy na plażę gdzie mają czekać znajomi Natt. Podobno to 4 chłopaków i jedna dziewczyna. Natalie pomachała komuś. Okazała się to grupka raczej tych osób, o których wspominała. Dochodząc do nich trzymałam się boku Natt nawet nie podnosząc głowy. Gdy jednak to zrobiłam moje oczy spotkały się z czekoladowymi tęczówkami pewnego nieznajomego mi chłopaka. Blondyna...

***

CDN :D I jest rozdział 1! :)
Dopiero się rozkręcam więc wiecie
dajcie mi trochę czasu. Jednak mam nadzieje

że rozdział się podoba. Pisany dość długo.
Dość się namęczyłam zważając na to że do
domu po lekcjaach wróciłam o 16;00!
Nienawidzę tego! Mam nadzieje że docenicie

mój trud zostawiając tutaj pod tym postem
komentarzyk.
Jeszcze jedno.. Małymi kroczkami zbliżamy się
do koncertu naszego ulubionego zespołu w Polsce!

Cieszycie się że tutaj do nas wpadną?
bo ja nawet bardzo! :*
Choć niestety nie pojadę na koncert :'(
Cieszy mnie to że nasz miśki o nas pamiętają
i nas odwiedzą! <3 !
To chyba tyle to do następnego! :*
pozdrawiam! :*
~ Tulimiś








sobota, 12 września 2015

Prolog


Przeciągnęłam się ospale na łóżku, powoli otwierając jeszcze ciężkie powieki ale szybko tego pożałowałam. Jasne promienie słońca padały prosto na moją twarz wywołując na niej lekki grymas. W mgnieniu oka znów zakopałam się w stercie pierzyn próbując znów zasnąć. Drzwi zaskrzypiały. Ktoś wszedł do mojego pokoju po cichu. Ja nawet nie mogłam popatrzeć kto.
- Olivia.. Olivia wstawaj. - szturchnęła mnie. Tak to moja mama. Uwielbia budzić mnie wcześnie rano. Nienawidzę tego. Nienawidzę wszystkiego!
- Ymhh.. - mruknęłam niezadowolona. - Czego? - spytałam dość nie mile.
- Dzisiaj wyjeżdżamy pamiętasz? Wstawaj! - powiedziała trochę głośniej ale nadal spokojnie. Tak to już dzisiaj.. Ale nie! Ja nie ruszam się z tego łóżka! Zignorowałam prośbę mamy i znów próbowałam zasnąć. Chyba na marne.
- Olivio Amy Evans! Wstawaj natychmiast! - tak to moje imię. Mama chyba nie była zbyt zadowolona. Ściągnęła ze mnie kołdrę i kazała pomaszerować do łazienki. Za wszelką cenę nie chciałam pokazać jej mojego wyrazu twarzy Szybko znalazłam jakiś zestaw, który składał się z krótkich spodenek oraz trochę dużej bluzki. Weszłam do łazienki stając przy lustrze. Wystraszyłam się tego jak wyglądam. Podpuchnięte oczy od płaczu. Czerwone policzki. Włosy w kompletnym nieładzie. Znów cała nieprzespana noc, znów przepłakana noc. Szybko ściągnęłam ze siebie ubrania oraz bieliznę wskakując pod prysznic. Odkręciłam kurek a ciepła woda lunęła na moje ciało. Szybko umyłam włosy i przemyłam ciało żelem pod prysznic. Zakręciłam wodę wychodząc z kabiny. Wytarłam mokre ciało zakładając wybrany zestaw. Zrobiłam jeszcze lekki makijaż i wysuszyłam włosy. Wyszłam z łazienki kierując się do kuchni.
- Hey siostra przygotowałem ci śniadanie. - uśmiechnęła się Zack. Mój brat. Jest kochany i bardzo o mnie dba. Czasami nawet za bardzo.
- Zack nie jestem głodna. - powiedziałam siadając na blacie kuchennym.
- Oli proszę cię. Zjedz coś. Przecież musisz mieć dużo siły, w końcu jesteś... - przerwałam mu.
- I co z tego?! Jestem chora ale nie potrzebuje twojej litości! Ani twojej ani nikogo innego! Mam swoje zakichane życie i będę robiła z nim co będę chciała! Nie martw się już nie długo będziesz musiał się nade mną litować! - krzyknęłam i wybiegłam z kuchni prosto do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżku i najprościej w świecie zaczęłam płakać. Nie rozumiem dlaczego wszyscy się nade mną tak litują. Jestem chora. Nieuleczalnie. Ale nie potrzebuję ich pomocy. Mam 17 lat i będę obchodziła się z nim jak tylko będę chciała. Moje życie, moja sprawa i moje zakochane wybory.
Moje myśli przerwało pukanie do drzwi. Powiedziałam krótkie 'proszę' a do mojego pokoju wpadł Zack.
- Hey Oli. Nie płacz ja przepraszam. - powiedział cicho dosiadając się do mnie, Szybko przytuliłam się do niego jak do pluszowego misia. - Musimy się zbierać zaraz wyjazd. - oznajmił cicho gładząc moje włosy. Wyswobodziłam się z jego objęć i złapałam walizki które spakowałam już wczoraj. Brat pomógł mi je znieść na dół po czym szybko zjadłam śniadanie, które mi przygotował. Porozmawialiśmy chwilę po czym wynieśliśmy wszystkie walizki na zewnątrz. Mama zamówiła taksówkę która przed naszym domem była po 10 minutach. Zamknęłam szybko drzwi domu ostatni raz zaglądając co się a nim znajduję. Po zamknięciu wpakowałam się do taksówki i ruszyliśmy w kierunku lotniska. Wysiadając moja mama zapłaciła kierowcy po czym cała nasza 3 udała się na pokład samolotu. Usiadłam z Zack'iem a mama dwa miejsce przed nami. Usłyszeliśmy że mamy zapiąć pasy. Uczyniliśmy to co nam kazano a metalowy ptak wzbił się w powietrze. Ostatni raz popatrzyłam na mój kochany New York po czym zniknął z mojego pola widzenia.
Będę za nim tęskniła.
Będę tęskniła za miejscem, w którym się wychowałam.
Resztę mojego krótkiego życia spędzę z Los Angeles...



****
A oto i prolog! Mam nadzieje że się podoba! <3
Trochę wymęczony ale jest.
Krótka informacja 'Oli' to sktót od imienia 'Olivia'
To tak witam na moim nowym blogu kochani.
Mam nadzieję że moje ff o R5 się spodoba.
Będzie trochę smutne ale i trochę radosne.
Nie będę zdradzała szczegółów.
To do następnego moje Tulimisie <3
Całuski :*
~ Tulimiś


















Bohaterowie


Imię: Olivia Amy
Nazwisko: Evans
Data i miejsce urodzenia: 14.07.1998r. (New York)
Rodzina i rodzeństwo: starszy o rok brat
Zack oraz matka Kristen.
Ciekawostki: czasami bywa bardzo zamknięta w sobie.
Straciła ojca w wypadku ale skrywa
także coś o czym nie chcę nikomu powiedzieć.
Tylko rodzina wiem o co chodzi
Nienawidzi litości i za wszelką cenę chce jej uniknąć.
Nie chcę nawiązywać nowych znajomości.
Przeprowadzi się.
Pewnie ktoś przewróci jej życie o 180 stopni.







Imię: Natalie Ashley
Nazwisko: Blue
Data i miejsce urodzenia: 02.05.1998r. (Los Angeles)
Rodzina i rodzeństwo: ma młodszą o 2 lata siostrę
Liv oraz rodzice Alice i Jack.
Ciekawostki: Pozna Olivie w Los Angeles.
Z czasem się zaprzyjaźnią.
Uwielbia poznawać nowych ludzi,
jest otwarta na świat. Jest szalona i bardzo to lubi.
Ma mnóstwo przyjaciół, którzy zawsze ją wspierają.



Imię: Zack Lucas
Nazwisko: Evans
Data i miejsce urodzenia: 06.07.1997r. (New York)
Rodzina i rodzeństwo: młodsza siostra Olivia
matka Kristen.
Ciekawostki: jest przeciętnym chłopakiem,
który najbardziej na świecie
kocha swoją siostrę.
Stracił ojca w wypadku.
Będzie musiał się przeprowadzić.



Imię: Ross Shor
Nazwisko: Lynch
Data i miejsce urodzenia: 29.12.1998 (Littleton)
(wiek obniżony do celów bloga)
Rodzice i rodzeństwo: starszy o 4 lata brat Riker,
starsza o 2 lata siostra Rydel, starszy o rok brat Rocky,
młodszy o 2 lata brat Ryland oraz rodzice
Stormie i Mark.
Ciekawostki: jest aktorem i piosenkarzem.
Kocha muzykę, ma zespół wraz ze swoim rodzeństwem
i przyjacielem Ellingtonem.
Nie ma dziewczyny ale nie wiadomo,
wszystko może się zmienić.
W domu mieszka jeszcze z Ell'em.
Teraz mieszka w Los Angeles.
Jedna mała osoba może dużo w jego życiu
zmienić.




Imię: Riker Anthony
Nazwisko: Lynch
Data i miejsce urodzenia: 08.11.1994r. (Littleton)
(wiek obniżony do celów bloga)
Rodzina i rodzeństwo: Młodsza siostra Rydel,
młodszy brat Rocky, młodszy brat Ross, młodszy brat
Ryland, rodzice Stormie i Mark.
Ciekawostki: Kocha muzykę ma zespół R5.
Nie ma dziewczyny ale wszystko może się
zmienić.
Ma wielu prawdziwych przyjaciół
i bardzo duże poczucie humory.
Przy nim nie da się nudzić.
W domu mieszka jeszcze z Ellington'em.





Imię: Rydel Mary
Nazwisko: Lynch
Data i miejsce urodzenia: 09.08. 19996r. (Littleton)
(wiek obniżony do celów bloga)
Rodzina i rodzeństwo: starszy brat Riker,
młodszy brat Rocky, młodszy brat Ross,
młodszy brat Ryland . Rodzice Stormie i Mark.
Ciekawostki: Jest najbardziej odpowiedzialną osobą
z rodzeństwa. Kocha muzykę. Ma zespół R5 wraz
ze swoim rodzeństwem(prócz Rylanda) i przyjacielem 
Ellingtonem.
Nie ma chłopaka ale bardzo podoba jej się
Ellington.
Ma wielu przyjaciół.
Mieszka jeszcze z Ratliff'em




Imię: Rocky Mark
Nazwisko: Lynch
Data i miejsce urodzenia: 01.11.1997r. (Littleton)
(Wiek obniżony do celów bloga)
Rodzina i rodzeństwo: starszy brat Riker, starsza siostra Rydel,
młodszy brat Ross, młodszy brat Ryland, rodzice
Stormie i Mark.
Ciekawostki: Jest mało odpowiedzialny i bardzo
roztrzepany. Kocha muzykę, ma zespół
R5. Uwielbia się wygłupiać
ale w niektórych momentach
potrafi być poważny.
Ellington to jego najlepszy przyjaciel, z którym mieszka
jeszcze w domu.








Imię: Ellington Lee
Nazwisko: Ratliff
Data i miejsce urodzenia: 14.04.1996r. (Los Angeles)
(wiek obniżony do celów bloga)
Rodzina i rodzeństwo: -------- (nie ma)
Ciekawostki: Jest bardzo mało odpowiedzialny.
Kocha muzykę, ma zespół.
Ma ogromne poczucie humoru
i dlatego wszyscy go kochają.
Mieszka razem z Lynch'ami w domu.
Stracił rodziców.
Podoba mu się Rydel.





Imię: Ryland Michael
Nazwisko: Lynch
Data i miejsce urodzenia: 17.04.2000r. (Littleton)
(wiek obniżony do celów bloga)
Rodzice i rodzeństwo: starsze rodzeństwo:
Riker,Rydel,Rocky,Ross.
Ciekawostki: Jest Dj'em. Kocha muzykę
na swój własny sposób.
Ma wielu przyjaciół a tym Ellingtona,
który mieszka razem z nimi w domu.
Choć jest najmłodszy z rodzeństwa
jest odpowiedzialny.
Nie ma dziewczyny.








Imiona: Stormie i Mark Lynch.
Ciekawostki: Mają 5 dzieci.
Ellingtona traktują jak swojego syna, mieszka
z nimi po ty jak dowiedzieli się że jego rodzice
zginęli. Mark jest menagerem zespołu R5
a Stormie zajmuję się
ich ubiorami i itd. przed koncertami.











Imię i nazwisko: Kristen Evans.
Ciekawostki: Ma 2 dzieci. Olivie i Zack'a.
Kocha ich ponad wszystko.
Straciła męża w wypadku.
Stara nie pokazywać dziecią
tego jak bardzo jej przykro z tego powodu.









****
I oto bohaterowie!
Chciałam was poinformować o tym że
choć w bohaterach znajduję się cały zespół R5
oraz Stromie i Mark nie będą oni często
pojawiali się w opowiadaniu.
Jeśli z moim ff pojawią się nowe osoby dodam ich do
bohaterów.
Prolog niebawem! <3
~ Tulimiś